czwartek, 25 grudnia 2014

Boże Narodzenie

Chciałabym życzyć wam zdrowia,  szczęścia,  pomyślności,  spełnienia marzeń,  obiadu wigilijnego w spokoju ducha.  Oczywiście chciałabym  podziękować za trwanie z mną i czytanie moich opowieści.  Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA  ;) ♥♥♥♥♥



(  Jakby ktoś nie wiedział kto jest kto na obrazku to pytać )


niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział siódmy


           Po naszej rozmowie jakoś tak dziwnie mimo zszokowania, uspokoiłam się. Ja w prawdzie pamiętam Mika tylko po części, ale widać, że on mnie zna bardzo dobrze. Zwłaszcza, że sam mi powiedział, że jest we mnie zakochany od siedmiu lat.  Szczerze to po tym raczej poczułam, ze mu bardziej ufam i , że mogę na nim polegać. Ale jakoś tak nie czułam, że się przy nim zawstydzam, czy rumienię. Za to on bardzo się rumienił. Nawet bardzo, bardzo, bardzo.  Nie wiem , czy wiecie jak wygląda flaga Polski, ale w pewnym sensie był do niej podobny. Na dole czerwona twarz, a u góry białe włosy. Ale wiem, i czuję, że teraz cokolwiek by się nie działo to mam w nim oparcie, a podejrzewam, że się będzie dużo działo. Po wymienieniu paru zdań postanowiliśmy przejść się po "ogrodzie", który był wokoło szpitala. Była to bardzo dobra okazja, by dowiedzieć się o chłopaku paru informacji. On przecież wie o mnie prawie wszystko, a ja o nim prawie nic. Powiem wam, że trudno było uzyskać od niego jakieś informacje, ale zresztą sam mnie na początku ostrzegł,  że nie lubi o sobie opowiadać, bo nie ma w nim nic ciekawego, ale ja sama śmiem się nie zgodzić. To teraz krótkie streszczenie informacji. Miko jest ode mnie o 4 lata starszy, czyli ma 20, co już sam powiedział. Jego urodziny także są w listopadzie,  ale z tą różnicą, iż obchodzi je 25. Pracuje w ekskluzywnym  hotelu " Daiyamondo*" jako barman i podobno bardzo lubi tą prace. Od dziecka, czyli od dziesięciu lat pomaga w naszym sierocińcu. Traktuje jego mieszkańców, a zwłaszcza naszą "bandę" jak rodzinę. Mniej więcej, dlatego, że tak dużo tam pomaga zdobył sobie ogromne zaufanie u Pani Adachi - założycielki i właścicielki budynku i właśnie dzięki temu znalazł się tutaj zamiast niej, bo ona podobno ma strasznie dużo pracy teraz, bo jakieś komplikacje w dokumentacji były. Wspomniałam o tym, że to nas traktuje jak rodzinę, ale sama byłam ciekawa, co z jego prawdziwą rodziną. Szczerze to nie palił się jakoś zbytnio do odpowiedzenia mi na to pytanie. Cały czas próbował ominąć jakoś to pytanie... Tokohiro to nie jest jego prawdziwe nazwisko, zmienił je po ucieczce z domu. Wstydził się swojej rodziny i nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Zmienił nazwisko i zaczął nowe życie. Coś trochę jak ja. Nic więcej mi nie chciał powiedzieć, nawet tego jak się nazywał wcześniej, bo podobno mnie to nie interesuje i tak będzie najlepiej. Szczerze byłam zawiedziona, ale nie naciskałam wiem, ze to musiało być dla niego trudne. O wiele łatwiej rozmawiało mi się z nim o jego zainteresowaniach. Podobno tak jak ja ma bzika na punkcie aniołów. Jego zdolności muzyczne opierają się na śpiewie i grze na gitarze. Zarówno akustycznej jak i elektrycznej. Podobno też coś tam umie narysować. Ale szczerze powiedziawszy myślę, że maluje więcej niż mówi. Ujęło mnie, gdy powiedział, że jednak najbardziej z tego wszystkiego cytuję " Lubię Ciebie, a nie lubię, gdy jesteś smutna i gdy cierpisz, dlatego zawsze chcę być przy tobie, by patrzeć na twój uśmiech i pilnować, żeby Cię ktoś nie skrzywdził." W takich  momentach myślę, że to co się stało, stać się musiało. I chcę jak najszybciej wrócić do sierocińca, by dowiedzieć się czegoś o sobie, o moim życiu, o moich znajomych. i o tym wszystkim, czego nie wiem. Mam szesnaście lat. Sierociniec opuszcza się z ukończeniem osiemnastu, czyli zostały mi dwa lata, by ogarnąć wcześniejsze 9 . Uważam,  że moje przeznaczenie zostało już dawno zapisane, ale  ten wypadek po prostu trochę w nim zamieszał. Spacerowaliśmy z białowłosym chyba przez godzinę, ale niestety on musiał już wracać. Chłopak odprowadził mnie pod pokój An'y. Nie chciałam wracać do swojej sypialni. Izuki na pewno tam na mnie czekał, a ja nie miałam jakiejś szczególnej chęci na konfrontacje z nim.  Doszliśmy do drzwi. Miko obiecał,  że spróbuje się nie spóźnić w sobotę oraz, że przywiezie mi jakieś ubrania za zmianę tych co mam teraz oraz,  że coś na podróż też mi przywiezie tylko musi mieć pozwolenie na wejście do mojego pokoju. Oczywiście mu pozwoliłam. Pocałował mnie w policzek i ruszył w stronę wyjścia, a ja odprowadziłam go wzrokiem najdalej jak mogłam, po czym weszłam do pomieszczenia przed którym stałam.
          Mani i Nathaniela nie było, a An siedziała na łóżku i coś czytała. Nie zauważyła mnie. Nie reagowała nawet jak podchodziłam. W momencie, gdy stałam przy jej łóżku zobaczyłam, że książka w którą się tak wciągnęła to "Kamienie na Szaniec" Aleksandra Kamińskiego w wydaniu angielskim.  I to jest jeden z tych momentów w których trzeba powiedzieć, że nawet jeśli dwie osoby mają to samo zainteresowanie, czyli książki to mimo wszystkiego, mogą się różnić jak ogień z wodą. Dziewczyna ocknęła się w momencie kiedy klasnęłam jej przed oczami. Już wcześniej bardzo ją to wkurzało.  I w tym momencie przypomniało mi się jak Izuki mi też tak raz klasną przed oczyma z czego rezultat był, że został cały oblany wodą z kubka przeze mnie. To jedna z tych nieopisanych historii,  która od razu przypomina o wszystkich wydarzeniach z dzisiejszego dnia.
- Sasa, co się stało.  Wyglądasz jak upiór, czyli źle. Siadaj i gadaj co się stało.
- Wiem, że tak wyglądam.  Dziś wydarzyło się tyle rzeczy, że nie wiem, czy być szczęśliwa , czy płakać. W tym momencie nie wiem co ze sobą zrobić...- Zaczęłam płakać. An mnie przytuliła. Na prawdę mimo, iż jeszcze dziesięć minut temu normalnie i spokojnie rozmawiałam z Miki'em to teraz przypomniałam sobie wszystko co mi dzisiaj zrobił. Przez łzy opowiedziałam szatynce o tym co wydarzyło się rano z Izukim,  o tym jak spotkałam Mika i o tym jak on opowiedział i co opowiedział na dachu . An to była druga i chyba ostatnia osoba, której ufałam całkowicie. Wiedziałam, że nie będzie się śmiać i że  w pewien sposób na pewno spróbuje mi pomóc i byłam pewna, że zawsze będzie mnie akceptować taka jaka jestem na prawdę. Nie ważne jaką głupia decyzję podejmę, wiem, że zawsze będzie po mojej stronie. Tym razem też nie było inaczej. Dziewczyna od razu wstała z łóżka i poszła do pielęgniarki dyżurującej. Opowiedziała jej o sytuacji i poprosiła, czy mogłabym przez następne trzy dni nocować razem z nią w pokoju. Ta się zgodziła bez przeszkód, bo jak stwierdziła "Zna ten ból". Postanowiłyśmy, że po moje rzeczy pójdziemy dopiero pod wieczór. Nie było ich dużo, ale w końcu jakieś były. Wtedy też porozmawiam z Izuki'm o  tym, dlaczego to zrobił. Zostały mi trzy dni i pasowałoby pozamykać wszystkie sprawy do wyjazdu bez względu na to jak bardzo będą boleć. Po za tym chciałabym dowiedzieć się co kierowało zachowaniem chłopaka. Nie ważne jaka byłaby tego przyczyna chciałabym ją poznać.  Było południe. Szczerze to nie wiedziałam co ze sobą zrobić, aż do kolacji. W końcu skończyło się na tym, że napisałam parę wierszyków. Oto jeden z nich ( od razu mówię, że nie jest to jakieś arcydzieło) :
Czasem wydaje się, że przyjaźń jest przyjaźnią,
Lecz może być także naszą wyobraźnią,
Często zdarza się,
Że inny człowiek zdradza Cię,
Ty mu zaufałeś- Tajemnice powierzyłeś
A teraz krzyczysz "Dlaczego mnie tak zostawiłeś"
Taka przyjaźń nie ma sensu,
Dążenie do ugody przyczyna nonsensu,
Tacy ludzie są bardzo niestali,
W oszukiwaniu już dawno praktyk nabrali,
Ufać im nie wolno,
Taką przyjaźń zdeptają, jak koniczyną polną.

              W końcu doszła 19.30, czyli czas kolacji. Podczas posiłku czułam się jakoś tak nie swojo jakby mnie ktoś obserwował. Nie myliłam się. Gdy wychodziłyśmy z jadalni An powiedziała mi, że Zuki (Izuki) cały czas się na mnie gapił. Ach, An i ta jej spostrzegawczość,  którą kocham. Ruszyłyśmy do pokoju z numerkiem 6.  I z prędkością światła pozbierałyśmy moje rzeczy. Niestety była to za mała prędkość, ponieważ czarnowłosy zastał nas jak miałyśmy wychodzić. W sumie miałam z nim porozmawiać, ale w duchu liczyłam na to, że jednak go nie zastaniemy. Dobra to jak już go spotkałam to nie chcę uciekać. Chce to wyjaśnić, raz, a porządnie. Już miałam się odezwać, ale brunet mnie wyprzedził.
- Sasame, posłuchaj, wiem, że nie chcesz ze mną gadać. - Nie zgadłeś właśnie miałam to zrobić. - Wiem także, że jesteś teraz pewnie cholernie zła na mnie i uważasz mnie za obrzydliwego faceta grającego na dwa fronty, ale chcę Ci wszystko wyjaśnić. Proszę poświęć mi 5 minut i posłuchaj co mam do powiedzenia.
- Uwierz mi tez chciałam z Tobą porozmawiać. Bardzo chętnie posłucham twojej wersji. An'o mogłabyś nas zostawić ?
- Jasne. Wezmę też twoje rzeczy. Widzimy się później. - Była już przy drzwiach, gdy nagle odwróciła się do Izu. - Dupek. - Wystawiła mu język i wyszła.
-Musiała to powiedzieć prawda?
- A co boisz się zderzenia z faktami ?
- Nie...
- A więc co masz mi do powiedzenia ? - Usiadłam na swoim "starym" łóżku i założyłam nogę na nogę.
- No więc, zacznijmy od faktu, że Doktor Leonidas zaprosił mnie do siebie w sprawach zdrowotnych. Gdy od niego wracałem zdałem sobie sprawę, że przecież wyjeżdżasz za trzy dni, więc pomyślałem sobie, że fajnie byłoby Ci zrobić jakiś prezent. Po głębszych przemyśleniach postawiłem na piosenkę i grę na gitarze. Niestety przypomniałem sobie, że  kolega, który pożyczał mi ją wcześniej już wyjechał, więc postanowiłem pójść do Rozy. Niestety za późno przypomniałem sobie,  iż  dziewczyna jest stuknięta, a do tego zakochana we mnie. Rzuciła się na mnie, przez co upadłem na jedno z łóżek, a potem zostałem do niego przywiązany. Weszła na mnie. Przysięgam, chciałem się rozwiązać zanim dojdzie do czegokolwiek. Ale ty wtedy pojawiłaś się w drzwiach. Naprawdę poczułem się wtedy jak zdrajca. Biegłem za tobą, a ty tak nagle zniknęłaś. Przysięgam, że do niczego nie doszło między mną i Rozą. Ja tak bardzo chcę byś mi wybaczyła. - W jego oczach pojawiły się tak jakby łzy, ale szybko je wytarł. Widać jego męska duma nie pozwala płakać mu przy kobiecie.
-  Izuki, to była zdrada, a zdrady od tak się nie wybacza.  Pomyślę o tym i jutro jak się spotkamy to powiem Ci jaka jest moja decyzja. Jak na chwilę obecną jestem na Ciebie zła i wkurzona. 
- Rozumiem. Podejrzewam, że śpisz u An'y.
- Tak, przez następne trzy dni będę nocowała u niej.  Mamy pozwolenie. Po za tym tam mam lepsze warunki do zastanowienia się.
- Zrozumiałem.- Chłopak wyraźnie posmutniał. Przez chwilę nawet zrobiło mi się go żal, ale tylko przez chwile i tylko przez taka malutką. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do mojego nowego miejsca nocowania. Uważam, że to co powiedział Zuki jest prawdą. Opowiedziałam to An. Ona tez uważa,  że jest to prawdą. W sumie gdyby kłamał pogrążyłby sam siebie, a to mu się chyba nie bardzo opłacało.
          Myślałam nad tym pół nocy. Brałam pod uwagę wszystko co się dało. Sytuację obecna, mój powrót, przyszłość, ale także i przeszłość. Oczywistym jest, że bardzo duże znaczenie miały dla mnie też relacje Mika i jego uczucia. W końcu podjęłam decyzję i upewniałam się co do niej chyba z cztery razy, ale uważam, że jest słuszna.....Obudziłam się już po śniadaniu. W prawdzie An'a przyniosła mi kanapki, ale nie miałam ochoty na jedzenie. Teraz najważniejsze dla mnie było danie Izuki'emu odpowiedzi. Szybko się ubrałam. i ruszyłam w stronę pomieszczenia w którym się znajdował. Zapukałam do drzwi i usłyszałam ciche "Proszę".  Weszłam. Chłopak siedział na swoim łóżku i patrzył się w okno jakby wypatrywał tam jakiegoś skarbu. Dopiero , gdy usłyszał mój głos, postanowił się odwrócić.
- Przyszłam z Tobą porozmawiać. Podjęłam decyzję, która będzie najlepszym rozwiązaniem.
- Jestem świadom tego, że mogę usłyszeć najgorsza z możliwych wersji.
- Ja myślałam nad tym naprawdę bardzo długi i sądzę, że obydwoje powinniśmy  zapomnieć o tym co się tu zdarzyło. O tym co sobie wyznaliśmy i o całej tej sytuacji z Rozą. Myślę, że to było przelotne zakochanie i prędzej, czy później by minęło. Nawet jeśli popatrzymy w przyszłość. To mieszkamy na prawdę daleko od siebie. To by nie miało sensu. Po jakimś czasie nasz związek, by się rozpadł.
- Rozumiem. W sumie spodziewałem się, że każesz mi zapomnieć o sobie całkowicie. Tak jakbyś nie istniała, a potem na koniec powyzywasz mnie od najgorszych za przeproszeniem chu**w.
- To chyba, aż tak źle nie jest. Co ?
- Nie. - Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Myślę, że jest dobrze tak jak teraz..

*********

W końcu nadeszła sobota. Dzień w którym wracam do "Domu". Teraz, gdy myślę o tym wszystkim nie żałuję żadnej decyzji podjętej w tym czasie. Przez cały ranek żegnałam się z ludźmi, których tu poznałam. Oczywiście najdłużej zeszło mi z An i Mani. One musiały mi dać wykład jak mam postępować i czego mam nie robić. Po czym dały mi swoje namiary, czyli numery telefonów, e-maile, fax do rodzinnej firmy,  i namiary na portal społecznościowy, zwany potocznie "Feisu bukku**", bo w końcu nie wiadomo co w sierocińcu jest. Drugie z dłuższych pożegnań, było, pożegnaniem z Izuki'm. On tez dał mi swoje namiary i poprosił bym czasem napisała, albo zadzwoniła. Wiem, że trochę później płakał, bo mi dziewczyny mówiły. Gdzieś koło 14 przyjechał Miko. Oczywiście z moimi rzeczami i  podziękowaniami w postaci czekoladek i alkoholu dla Anonima. Nie trzeba być geniuszem, że się bardzo ucieszył, bo podobno byłam młodzieżą "trudną do okiełznania" i jest to dla niego rekompensatą. Równo o 15 wyjechaliśmy z białowłosym spod budynku szpitalnego. W tym momencie zamykam rozdział swojego życia nazwany "Szpitalem" i otwieram nowe niezapisane jeszcze strony rozdziału "Sierociniec"....


*Daiyamondo- Diament 
**Feisu bukku - Facebook


/ No więc tak. Mam nadzieję, że jak na razie was nie zawiodłam oraz, że nie przynudzam. Ponawiam przede wszystkim moje pytanie, czy macie jakieś życzenia odnośnie gwiazdki ? I  wszystkich ninja odwiedzających bloga proszę o zostawienie śladu po sobie :) Do zobaczenia w następnym poście. /

Rozdział szósty

/Wracamy do narracji przez Sasame. Mam nadzieję,  że was nie zawiodę. /

     Doktor Anonim zawołał do siebie Izuki'ego, a ja poszłam do dziewczyn na wypieki robione przez  Mani.  Lecz po pewnym czasie wyszłam z tamtąd,  bo zaczęłam martwić o mojego diabełka.  Miał wrócić jakiś czas temu, a jednak nadal go nie ma. Sprawdziłam w pokoju tam też go nie było. Postanowiłam go poszukać,  ale dosłownie nigdzie nie mogłam go znaleźć.  Może ktoś go widział ? Zapytam się,  ale kogo ? Nikogo nie ma na korytarzu...
- Sasame !  Jak dobrze, że w końcu się znalazłaś.  Martwiłem się. - A jednak ktoś był i ten ktoś ściskał mnie teraz w swoich ramionach. Chyba mu już całkowicie odwala.
- Przepraszam, ja Pana nie znam.  Mógłby mnie Pan puścić ? Troszeczkę  się duszę... - Mężczyzna zgodnie z moją wolą wypuścił mnie z objeć i co się okazało,  że to w cale nie był mężczyzna.  To był chłopak starszy ode mnie o 3,  góra 4 lata.  Miał białe włosy dłuższe niż po ramiona,  ale tylko trochę i były związane na prawą stronę w kucyka,  jednocześnie na tę samą stronę na jego zielone oko i bez powodu nie podkreślam, że było zielone, bo lewe było białe i właśnie na to zielone spadała grzywka. Chyba jest tym heterochromikiem. Tak jeszcze dodając do tego to miał trzy pieprzyki ( kropki, nie jestem pewna, czy były to pieprzyki) pod zielonym, a jeden pod białym. Ubrany był dość charakterystycznie. Czarna bluzka z krótkim rękawem, czarne spodnie- coś jak rurki, ale nie do końca to,  i czarne buty po kolana. Wszystko z wstawkami materiału w biało-zieloną kratkę. Miał też na rękach czarne rękawiczki bez palców sięgające lekko za nadgarstek i przy pasku miał zawiązaną chusteczkę, chyba arafatkę, ale nie jestem pewna w czarno-biało-zieloną kratę. Jak to wszystko do siebie i do niego pasowało. Jeszcze ten uśmiech, przyjazny wyraz twarzy i świecące się radosne, ale zdziwione oczy. Wyglądał jak noo... taki trochę anioł... Nie, nie, nie o czym ja w ogóle myślę. 
- Nie pamiętasz mnie ?- Wyraźnie zesmutniał.
- Wybacz, ale niestety nie. 
- Uprzedzono mnie, że masz amnzję, ale myślałem, że skoro tak dużo nas łączyło, to o mnie nie zapomnisz.
- Wybacz. Ja naprawdę Cię nie pamiętam. - Ciekawe, czy powinnam.
- W takim razie, zacznijmy od początku. Miko Tokohiro. - Podał mi rękę.
- Sasame Toroshiko. - W sumie nie wiem , dlaczego mu się przedstawiłam, on mnie znał.
- Jestem z Sierocińca "Issho ni".
- A przypadkiem, nie miałam się przenieść w sobotę ? To przecież jeszcze cztery dni,
- Pomyślałem sobie, że jeśli przyjedzie po ciebie "obca" osoba i każe Ci wsiąść w "obcy" samochód, by zawieść Cię do "obcego" miejsca to możesz się czuć trochę niekomfortowo. Chciałem Cię spotkać, zobaczyć jak się czujesz i opowiedzieć Ci trochę o miejscu do którego jedziemy.- Cóż to jest za inteligentne stworzenie. To jest chyba możliwe, że znał mnie wcześniej. NIE. To jest pewne. Idealnie odszyfrował mój tok myślenia i uczucia. Dokładnie o tym myślałam tamtej nocy! 
- Ja bardzo chętnie z tobą porozmawiam, ale najpierw muszę kogoś znaleźć.
- Pomóc Ci ?
- Powiedz mi tylko, czy widziałeś może chłopaka w czarnych włosach, zielonych oczach  z identycznym odcieniem jak twoje prawe oko. Wysoki, szczupły w szpitalnych ciuchach.
- Widziałem go. Szedł po schodach na szóste piętro.
- Dzięki. Poczekaj na mnie w sali numer 6.
- Jasne, ale wróć.
- Oczywiście.
      Pobiegłam w stronę, która wskazał mi białowłosy chłopak. W sumie  jakby na to popatrzeć. Mieszkam w sierocińcu. Już się z tym pogodziłam. Myślę, jednak, że osoby, które tam znałam i ja dla nich. Uważam, że kim by oni nie byli, byliśmy jak rodzina. Choćby ten chłopak. Doskonale wiedział jakie, by były moje odczucia, gdyby się nie pojawił. Wsiadłam do windy. Przecież nie będę szła po TYLU schodach. Wyjechałam na wyznaczone piętro i ruszyłam w stronę najbliższych drzwi. Nagle usłyszałam coś co brzmiało jak przewrócenie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tam Izuki'ego. Leżał na łóżku, ręce miał przwywiązane do łóżka, ale nie był to mocny supeł, z łatwością mógł go urwać, ale nie on wolał, żeby ta różowa dziewucha siedziała na nim ! W oczach stanęły mi łzy jak on mógł. Dwa dni temu powiedział mi, że mnie kocha, a teraz co?  Leży na łóżku z jakąś dziunia. Nie wiedziałam jakie uczucia we mnie przeważały. Czułam smutek, ale jednocześnie straszny gniew i rozczarowanie. Idiota ! Debil ! Jak on mógł ?!
- ZDRAJCA ! - Wybiegłam z pomieszczenia. Biegłam po schodach jak opętana. Byle szybciej, byle dalej od niego. Słyszałam jak biegnie za mną, ale się nie zatrzymam. To co widziałam mówi jednoznacznie. Tylko się bawił. Traktował mnie jak zabawkę. Myślałam, że jest mi bliski, a to zwykły dupek. Zahaczałam o  różne rzeczy i o różnych ludzi, jednak mimo to biegłam dalej. Wybiegłam przez główne wejście szpitala i ruszyłam na tyły budynku. Po czym wspięłam się po schodach pożarowych na dach. Dach. Jedyne miejsce w tym badziewnym budynku w którym można się było wyciszyć, odprężyć i wszystko przemyśleć. I tylko ja tu przychodziłam i tylko w tych momentach w których czułam się naprawdę źle. Czarno-włosy mnie tu nie znajdzie. Nie wie,  że wiem jak się tu dostać. No, bo schody to jedyne przejście do tutaj.Siadłam na krawędzi i zaczęłam szlochać. To okropne.  Jak on mógł mi to zrobić ? Ufałam mu. Do moich oczu napływało coraz więcej łez, przez co wszystko co widziałam było kompletnie zamazane. W pewnym momencie  przechyliłam się do przodu. Siedziałam na krawędzi i nie trudno się domyślić, że prawie spadłam. Prawie..., bo ktoś mnie złapał. Na początku myślałam, że to Izuki, więc zaczęłam się trochę szarpać, ale po chwili ta osoba otarła mi łzy przez co moja widoczność się poprawiła. To był Miko. Nawet nie zauważyłam kiedy się pojawił. W sumie cieszę się, że to był on. Jakoś tak dziwnie mi ulżyło z tego powodu. Wziął mnie na ręce i wstał.
- Sas, zapamiętaj raz na zawsze to co Ci powiem "Wspomnień nie musisz brać ze sobą. I bez tego będą Cię prześladować". Ja jestem właśnie takim wspomnieniem. -  Pocałował mnie w czoło i położył mnie na swoim płaszczu (którego wcześniej nie miał. Był po kolana czarny z zielonymi wstawkami.) I usiadł koło mnie na ziemni. - Wiesz specjalnie położyłem Cie na środku. Przynajmniej nie popełnisz samobójstwa.
- Nie nazwała bym tego samobójstwem.
- A czym? Skokiem w przyszłość? Do nieba ?- W tym momencie obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nie sądziłam, że po takim przeżyciu pół godziny później będę się śmiać.
- A w ogóle jak się tu znalazłeś ?
- Wracając z toalety widziałem jak zbiegałaś. I tego twojego kolegę też widziałem. Po prostu pobiegłem za tobą, ale twój znajomy pomylił kierunki i pobiegł w przeciwna stronę. Bałem się, że coś Ci się może stać.
- Masz niesamowite wyczucie czasu.
- Szczerze, to doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Mogę wiedzieć co się stało?
       I nagle poczułam chęć opowiedzenia mu wszystkiego od początku. Po kolei.  Moje serce bolało kiedy to opowiadałam. Ale chciałam to wyrzucić  z siebie. Nie wiem dlaczego akurat jemu to powiedziałam. Cały czas słuchał z wielką uwagą, czasem mi przytakując. W pewnym sensie czułam, że jest mi bliski i że chce mnie zrozumieć. To chyba jest powód tego, że jemu. Osobie poznanej godzinę temu powiedziałam o wszystkich wydarzeniach związanych z Izuki'm. Zwierzenie się dało mi wielka ulgę, bo zdołałam wyrzucić całą złość z siebie. Na sam koniec chłopak mnie objął i powiedział, że już niedługo będzie lepiej. Pomogło mi to bardzo i dodało tak wiele otuchy...
- Ano, Miko...
- Hmm?
- Dzięki za to, że mnie wysłuchałeś, choć nie powinnam Ci mówić, bo to moje problemy. To jednak zrobiło mi to dobrze, gdy się zwierzyłam.
- Nie ma za co. Wiem z doświadczenia, że zawsze musiałaś się w takich momentach komuś wygadać.  I kojarzy mi się, że było takich sytuacji więcej, niż jedna.
- No tak !
- Stało się coś?
- Przecież mnie znacz. Pewnie wiele razy spotykaliśmy się w tym sierocińcu. - W tym momencie tęczówki mi się powiększyły. Zna mnie to takie oczywiste. Przecież wie o mnie więcej niż jakieś głupie komputery. - Wiesz kim jestem na prawdę? Z kąd pochodzę ? Jaka normalnie byłam wcześniej? Jaka jest moja przeszłość ?
- Hej, hej zwolnij. Powiem Ci przecież po to tu przyjechałem. Tylko przystopuj. Najpierw mi powiedz ile ty wiesz, bo powtarzanie informacji nie ma żadnego sensu.
- Ok.  No więc nazywam się Sasame Toroshiko. Mam 16 lat. Moje urodziny są 8 listopada Mieszkam w sierocińcu "Issho ni", a o mojej rodzinie nic nie wiadomo. Tutaj znalazłam się w wyniku wypadku na wycieczce. Tyle.
- A jakieś zainteresowania odkryłaś?
- A to Ci po co ?
- Jestem ciekaw jak wiele się pokryje.- Wyszczerzył do mnie swoje białe ząbki. Wyglądał tak uroczo. STOP o czym ja myślę, przed chwilą zdradził mnie jeden chłopak, a ja już w myślach lecę na drugiego.  To nie ma sensu. Trzeba wrócić do rzeczywistości.
- No więc, lubię rysować i pisać wiersze i piosenki, lubię też je śpiewać, choć nie wychodzi mi to zbyt dobrze.Uwielbiam dźwięk gitary i taką nietypową muzykę. Bardzo się przejmuje swoimi ubraniami i dodatkami. Uwielbiam czytać książki. A i bardzo podoba mi się motyw aniołów, a zwłaszcza ich skrzydeł, W ogóle  jakoś tak świat fantastyki w stylu "Świat równoległy" mnie interesuje. Pokrywa się coś ?
- Wszystko.
- Naprawdę ? To teraz mi opowiedz coś o mnie czego nie wiem. Na przykład jaka byłam ?
-  Zawsze byłaś optymistką, która wszystkich podnosiła na duchu. Wiele razy można było zobaczyć, ze lubisz pomagać bezinteresownie i że rozumiesz innych ludzi, ale często nie umiałaś zrozumieć samej siebie. W pewnych sytuacjach, gdy na przykład ktoś chciał Ci pomóc, nie zgadzałaś się, bo zawsze chciałaś robić wszystko sama. Wyjaśnienie Ci czegoś w momencie kiedy się myliłaś też było ciężką rzeczą, bo strasznie uparta byłaś. Był z Ciebie człowiek raczej spokojny, ale potrafiłaś wybuchnąć, zwłaszcza w momentach, gdy widziałaś, że ktoś jest dręczony.Choćby nie wiem kim on był zawsze się umiałaś postawić. Ja i twoi najbliżsi zawsze Cię za to podziwialiśmy.
- Naprawdę taka byłam ?
- I mam nadzieję, że nadal będziesz.
- Postaram się. Ale mam wrażenie, że jest coś jeszcze.
- W sumie to teraz sobie uświadomiłem, że zawsze na pierwszym miejscu kładłaś ludzi i ich problemy,a  dopiero potem myślałaś o sobie. Kiedyś złamałaś sobie rękę, ale za nim poszłaś do "pielęgniarki"  najpierw musiałaś pomóc nam przenieść koleżankę, która była nieprzytomna. Zawsze udawałaś, że wszystko jest ok i, że nic Cie nie boli. Myślę, iż to dlatego, że nie lubiłaś jak ktoś się nad tobą litował, albo patrzył na twoją "porażkę". Taka byłaś osobą.
- Rozumiem. A znasz może moja historię ?
- Znam. Pojawiam się w niej bardzo często, więc znam ja bardzo dobrze.
- A opowiesz mi ?
- Oczywiście. Pomyślmy...
                  ... Miałem wtedy 11 lat, czyli było to w 2436 roku. Pomagałem wtedy w ogródku, który znajdował się przed głównym wejściem do Sierocińca. Zobaczyłem nagle kobietę. Ubrana była cała na czarno, a za rękę trzymała białowłosą i białooką dziewczynkę. Podszedłem do niej. Powiedziała mi tylko tyle, że owe dziecko nazywa się Sasame Toroshiko, ma 7 lat i urodziło się ósmego listopada. Potem odeszła zostawiając dziewczynkę ze mną. Zrobiło mi się żal tej małej kruchej osóbki, która ledwo trzymała się na nogach, więc chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem do dyrektorki i założycielki ośrodka Pani Makiko Adachi. Kobieta natychmiastowo założyła twoje akta, kazała Cię umyć, przebrać i nakarmić. Postanowiła, że się tobą zaopiekuję jak własnym dzieckiem. Ja sobie natomiast obiecałem, iż będę jej w tym pomagał i rzeczywiście odnalazłem się w roli starszego brata. Codziennie przychodziłem do Ciebie, opiekowałem się tobą i spędzałem z tobą czas, ale ty jakoś dziwnie nie chciałaś się odezwać nawet słowem. Podczas poszukiwania przyczyny znalazłem w twojej kurtce karteczkę z prośbą, która brzmiała " Proszę się zaopiekować dziewczynką, która przyprowadziła ta kobieta. Jednocześnie błagam, by nikt nie poszukiwał jej rodziny. Nigdy! Tak będzie lepiej dla wszystkich." Spełniliśmy tę prośbę i zastanawialiśmy się, czy to jest powód twojego milczenia. Było tak do roku 2439. Do momentu kiedy po raz pierwszy pokazałem Ci białe oko, bo zapomniałem wziąść z domu opaski na oko. Bardzo nie lubiłem tego, a nawet wstydziłem się tego, że jestem heterochromikiem. Jednak w tym dniu zmieniło się wszystko przez tę opaskę. Zaczęłaś ze mną rozmawiać jak normalna osoba. Opowiedziałaś o tym, że miałaś rodzinę, ale rodzice się tobą nie interesowali, a zajmował się tobą starszy brat. Jednak nie podałaś jego imienia. Opowiedziałaś także, że ta kobieta która Cie przyprowadziła to była znajoma twojej mamy, która zajmowała się tobą od dwóch miesięcy. Ani ja, ani Pani Adachi nie mogliśmy tego pojąć. Jednak cieszyliśmy się, że zaczęłaś funkcjonować jak normalna osoba. Po pewnym czasie odważyłaś się wyjść także z twojego pokoju. Miesiąc później poznałaś Eri. Czarnowłosą dziewczynkę starszą od Ciebie o rok. To ona stała się twoją najlepsza przyjaciółką i to własnie dzięki niej poznałaś resztę swoich najlepszych do teraz przyjaciół : Isei'a, Nejtan'a, Hira, Kyoko i Yumi. ( Nie będę Ci ich opisywał, bo ich poznasz później i sami o sobie opowiedzą) Dzięki nim stałaś się otwarta na świat i byłaś pełna radości dziewczynką. Rok później zaczęłaś uczęszczać do szkoły. Nadrobiłaś poprzednie trzy klasy podstawówki, a 4 klasę ukończyłaś prawie z najlepszym wynikiem. Był to nie tylko dla nas, ale także dla nauczycieli szok, bo wcześniej tylko dwie osoby z sierocińca dokonały takiego przełomu. Zakończyłaś podstawówkę z wyróżnieniem i rozpoczęłaś gimnazjum. Tam własnie odkryłaś, że lubisz pisać i szkicować. Twoją największą inspiracją były anioły. Twój pokój jest pełen ich rysunków, a do dziś pamiętam jak przychodziłaś do mnie i pokazywałaś swoje historie o nich. Twoja fascynacja nimi i pisaniem o nich zrodziła pragnienie udania się na studia humanistyczne. Do tego doszła później psychologia. Ukończyłaś Trzecia klasę z drugim najlepszym wynikiem. Po drugim pierwszym semestrze twoja szkoła zorganizowała wyjazd do Yokahamy, czyli tutaj. Z tego co wiem miał to być wyjazd "zapoznawczy", by klasy pierwsze się trochę zintegrowały. Z tego co wiem, w szpitalu znalazłaś się, ponieważ któryś z kolegów niechcący Cię przewrócił i upadając stłukłaś głowę o ławkę, albo jakieś krzesło już dokładniej nie pamiętam. Ostatnim ważnym faktem o którym powinnaś wiedzieć jest to iż. Trzy dni przed twoim wyjazdem chciałaś się ze mną spotkać. To był drugi raz kiedy mi się zwierzyłaś. Mówiłaś, że czujesz strach i niepokój. Że masz złe przeczucia. Boisz się, że znajdzie Cię ktoś, kogo nie chcesz spotkać i kogo się będziesz bała jeszcze bardziej. Obiecałem Ci, że Cię nie zostawię i że będę Cię chronił. To był moment w którym w końcu od siedmiu lat zebrałem się na odwagę, by Ci powiedzieć, że jestem w tobie zakochany. Na początku się wahałaś i w rezultacie nie dałaś mi odpowiedzi. Nie mam Ci tego za złe, ale chcę byś wiedziała, że naprawdę od kąd miałem trzynaście lat kochałem Cię całym sercem i teraz, gdy mam dwadzieścia to się dalej nie zmieniło...
- Tyle. Historia, która ja znam brzmi tak, a jeśli chcesz poznać jej poboczne wątki będziesz potrzebowała więcej czasu i więcej "starych" znajomości. - Nie mogłam nic  z siebie wykrztusić. przez chwilę siedziałam jak posąg. To niby nic takiego wielkiego, ale przed oczami stanęły mi momenty opowiedziane przez Mika. To o tym jak go poznałam, jak nie chciałam rozmawiać. Moment i uczucia, gdy widziałam go po raz pierwszy bez opaski. Widziałam jak poznałam Eri i innych. Zobaczyłam momenty swojej nauki, urywek swojego pokoju, aż w końcu zobaczyłam chwilę w której, Miko powiedział mi o swoich uczuciach.  I wtedy w myślach usłyszałam swoje własną wypowiedź " Wybacz. Ja naprawdę Cię nie pamiętam- Ciekawe, czy powinnam".  Teraz wiem, że powinnam go pamiętać.
- Sasame stało się coś?
- Nie po prostu próbuje sobie poskładać do kupy pewne rzeczy.
- Rozumiem.
- Po za tym myślę nad tym co powiedziałeś mi o swoich uczuciach i o tym, że nie dałam Ci odpowiedzi.
- Nie musisz się tym przejmować. 
- Nie, ja zobaczyłam wszystkie te momenty o których mi powiedziałeś. Odczułam to wszystko jeszcze raz. Ja wtedy byłam zszokowana, dlatego Ci nie powiedziałam.
- Nie martw się już tym. Co będzie to będzie...





sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział piąty

/ Drodzy czytelnicy oto moja niespodzianka : W tym opowiadaniu zmieniamy trochę narrację wcielając się kogoś innego niż Sasame.Z góry przepraszam panów, jeśli napisałam coś nie tak./

Z pamiętnika Izuki'ego

        Po tym, jak nie wiedzieliśmy jak zabrać się do rozmowy, zaczęliśmy grać w butelkę. Myślę,  że trochę ich przestraszyłem... W sumie niech wiedzą, że nie lubię krzyków. Pamiętam niektóre momenty wcześniejszego życia i z tego co sobie przypominam zawsze bardziej preferowałem ciszę. Hmm zastanawia mnie też fakt, czy Nathaniel weźmie sobie moje rady do serca. W końcu już z daleka wyglądają jak para, a nią nie są. Pasuje, by w końcu się chłopak przełamał, co nie ? Nasza "zabawa" toczyła się  niezwykle pomyślnie do czasu... Inteligenta blondynka w długich włosach wylosowała  mnie,  a że mi znudziły się pytania wybrałem zadanie, bo niby co może mi kazać zrobić ? I tu pojawił się lekki problem.  No, bo jak pocałować kogoś, kogo się kocha, a tamten ktoś nie wie o tym uczuciu tak dokładnie i myśli tylko,  że się mi lekko podoba.  Co za dupna sytuacja... Szczerze to na początku się wahałem co zrobić, by jej nie urazić bądź skrzywdzić,  ale w końcu "inteligentny" ja uświadomił sobie,  że  nie było powiedziane, gdzie mam ją pocałować. Więc już jakoś bez większego wahania pocałowałem ją, ("ją" to Sasame,  chyba wiemy o kogo chodzi) w policzek. No i jak się można było spodziewać Mani od razu miała wąty :
- E, co to miało być ? Miałeś ją pocałować !
- Pocałowałem w policzek. Wcześniej nie określiłaś, gdzie to miałem prawo wyboru . - Wystawiłem do niej język. Nie wiem, czy spotkałem wcześniej osobę do której bym tak robił. Co się ze mną dzieje.  Za bardzo wczuwam się w tą skórę... Usiadłem na swoim miejscu i zakręciłem butelką.  Długowłosa próbowała jeszcze parę razy dać mi takie zadanie,  ale zawsze kiedy padało na mnie z jej strony, brałem "odpowiedź",  dlatego reszta gry przebiegła już bez żadnych komplikacji. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy, a zrobiło się ciemno. Oczywiście kochany doktorek przyszedł nas opieprzyć za to,  że jeszcze się ni ukąpaliśmy, że jeszcze nie leżymy w łóżku i,  że Nat jeszcze jest z nami.  Przymusowo musieliśmy się rozejść i wykonać jego polecenia.  Po dwudziestu minutach leżeliśmy ( Ja i Sasa,- An i  Mani opuściły nas po tym jak dostaliśmy zjebkę. ) w łóżkach. Niestety, dziewczyna była odwrócona do mnie tyłem i się nie odzywała. Dlaczego ? Obraziła się ? Była zła za tego buziaka ? Kurde ! Nie jednak się odwróciła.  Kamień z serca...
- Izu, położysz się koło mnie tak jak na początku ? 
- Jasne...- Ona to pamiętała? Tyle czasu minęło... Przeszedłem do jej łóżka cały zarumieniony. Trochę to dziwne. Wcześniej miałem opory, by ja pocałować w policzek,  a teraz bez niczego położyłem się z nią i objąłem ją ramieniem,  a ona wtuliła się w mój tors. Co się ze mną dzieje ? Myślę,  że powinienem powiedzieć jej co czuję... A może lepiej będzie poczekać? Na co kuźwa czekać? Aż wyjedzie ?  Tyle czasu spędziliśmy razem ,a teraz został nam tydzień. To mało... Za mało... Musze jej to powiedzieć, ale co jak mnie odrzuci, może  traktuje mnie jak przyjaciela od pocieszania ? Kurde co zrobić ?.... Obudziłem się w nocy. Zasnąłem ! Znowu!  Większego pechowca ode mnie nigdzie nie znajdziecie.  Szczerze  to chciałem wstać i iść się przewietrzyć,  ale coś mnie powstrzymało... No tak mój aniołek dalej był we mnie wtulony. Wyglądała tak słodki i niewinnie. Nie mam serca jej budzić... Muszę znowu zasnąć. Właśnie zasnąć ! Zasnąć ! Zasnąć !  Im więcej o tym myślę, tym bardziej nie udaje mi się tego zrobić... I jeszcze do tego,  się podnieciłem. Słowo daję jeśli szukacie największego pechowca na Ziemi nie szukajcie dalej. Właśnie go znaleźliście.  Cholera. Jeśli ona to zobaczy, albo poczuje to weźmie mnie za jakiegoś zboczeńca.  Kso!* No tak bo nie ma nic lepszego jak wyklinanie samego siebie w myślach... Okej, muszę się uspokoić... W sumie pierwszy raz tak panikuję... Wdech i wydech. Okej, teraz trzeba zasnąć i nie myśleć, że się ma w ramionach takie wspaniałe ciało... Jeszcze raz. Wdech i wydech. Zamknąć oczy i zasnąć. Jak zasnę samo mi przejdzie...........Obudziłem się nad ranem. Byłem sam. Ciekawe gdzie Sasame. Poszła na śniadanie ? Do łazienki ? Uciekła? Nie jest na końcu sali. Stoi przy otwartym oknie. No tak mamy koniec marca. Zaczyna się robić ciepło.  Ale wygląda tak ślicznie, gdy wiatr targa jej włosami.  W sumie nie wiem, dlaczego, ale podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Izuki, cieszę się, że Cię mam. Jesteś najbliższą mi osobą.
- Wiesz. Też jesteś najbliższą mi osobą... Naprawdę najbliższą mojemu sercu.
- Bardzo się ciesze,  że zyskałam takie zaufanie. 
Odwróciła się do mnie. Patrzyła mi prosto w oczy. Nie mogłem się powstrzymać. Podniosłem jej podbródek i pocałowałem ją prosto w usta.
- To nie zaufanie, to miłość. Ja Ciebie Sasa kocham. Bardzo Cię kocham.
- Izuki...Ja...
- Wiem, że możesz nie odwzajemniać tego co ja...
- Nie posłuchaj. Ja Ciebie... Ja ciebie też kocham.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Gdybym mógł ( w sumie mogę, ale nie chcę) to skakał bym do nieba i wyżej z radości. Jestem taki szczęśliwy. To całkowite spełnienie moich marzeń...



*************************


                      Lecz dwa dni później to szczęście minęło. Byłem u Anonima, sam, bo Sasame poszła do koleżanek. Mani przyjechała z wypiekami. W sumie się jej nie dziwię, są naprawdę pyszne. Wracając dowiedziałem się od doktorka,  że niestety mój ojciec wraca dopiero za miesiąc i ten miesiąc będę musiał spędzić w szpitalu, a następnie mój tatuś zapowiedział,  że przez to co dzieje się teraz, nie wypuści mnie z domu na dłuższe wyprawy przez następny rok. No nie powiem zepsuło mi to humor i to bardzo.  Nie chciałem martwić mojego aniołka, że nie prędko się zobaczymy, więc po prostu zataiłem tę informację.  Myślałem o tym, by to były najlepsze, nasze ostatnie dni tutaj w życiu. Chciałbym zrobić coś co ją pocieszy i co sprawi,  że zapamięta mnie na długo. Ruszyłem przez korytarz w stronę pokoju. Nie jestem specem od podarunków.  Bransoletka ? Za łatwo zgubić... Ciuchy? Będzie zły rozmiar, albo nie w jej stylu lub potarga i będzie po sprawie... Ale może piosenka. Napiszę dla niej piosenkę.  Zaśpiewam jej, a nuty i słowa zapiszę na kartce. Ot i to jest pomysł.  Ale, gdzie ja znajdę gitarę ?  Devi już wyjechał, a to on pożyczał mi wcześniej gitarę...Cholera, gdzie ja znajdę drugą ? Stop. Roza ma przecież druga. Ale nie wiem, czy uda mi się ja namówić,  na pożyczenie jej skarbu. Słyszałem,  że ta dziewczyna bardzo, ale to bardzo jest przywiązana do tego przedmiotu. Dziwna kobieta, ale  właśnie ta dziwna kobieta jest moją deską ratunku. Ruszyłem w stronę schodów, które prowadziły na jej oddział. Nie wiem na ilu ludzi wpadłem po drodze, ale była to dość spora liczba.  Grajka, bo tak przezywamy Rozę mieszka dwa piętra wyżej, czyli jak kiedyś liczyłem 40 schodów  nad nami... No to jest długa i męcząca droga,  a ja obiecałem aniołkowi, że zaraz do niej wrócę, ale to w sumie jest dla niej, więc zostanie mi to wybaczone. Doszłem do schodów.  Mój "niezawodny" instynkt mężczyzny jednak mówił, że jest to zły pomysł i bym zawrócił do ukochanej, bo będą kłopoty. Ale ja się nigdy takich rzeczy nie słucham i robię po swojemu, więc ruszyłem do góry. Zawsze sobie postanawiam coś na początku i zawsze realizuję to do końca. Nigdy mnie to nie zawiodło,  że byłem uparty w takich sprawach, więc dlaczego miałoby i teraz. Szczerze po 3/4 drogi przypomniałem sobie,  że w tym budynku jest winda... Dobra trudno. Stanąłem przed pokojem na, którym widniało nazwisko Roza Ahito. Jeszcze przy otwieraniu wahałem się, czy na pewno wchodzić, ale w końcu otworzyłem drzwi i wkroczyłem do pomieszczenia.  Na łóżku przy samym oknie siedziała różowo-włosa dziewczyna.  Była uczesana w koka, ale część jej włosów opadało jako warkocz na ramiona.  Miała błękitne oczy i jasną karnację. Tak właśnie wyglądał mój cel wspinaczki po 40 schodach...
-Siemanko Roza, widzę, że znów coś brzdąkasz . - Zresztą jak zawsze...
- Witam Cię Izuki.  A tak znalazłam sobie nowe nuty i próbuję się nauczyć grać. Dawno Cię nie widziałam.
- Ostatnio jestem zajęty. A co do gitary. Słuchaj nie pożyczyłabyś mi jej na jakiś czas ? To waży na moim życiu. - No trochę tandetna ściema,  ale cóż.
- A, czy ja będę coś z tego miała ?
- Nie wiem.  Zrobię wszystko. Podyktuj cenę. - W pewnym sensie żałuję tych słów. Powiedziałem jedno z najgłupszych zdań jakie mogłem powiedzieć "Zrobię wszystko" No to pięknie.  Naprawdę, było źle,  że własnie to wykrztusiłem z siebie, zwłaszcza po tym ,  jak Sori półtora miesiąca temu powiedział mi, że ta wariatka się we mnie kocha... To właśnie dlatego unikałem jej jak ognia. Teraz pamiętam. TERAZ !  Dziewczyna wykorzystała chwilę w której się zamyśliłem i podeszła do mnie. Zorientowałem się dopiero w momencie kiedy pchnęła mnie na łóżko. Chyba za dosłownie wzięła moje słowa. No ale bez powodu nie nazywamy ją wariatką... Wracając zostałem położony na łóżku. Próbowałem się wyrwać, ale ta związała mi ręce i usiadła na mnie okrakiem. Próbowała mnie pocałować, ale w tym momencie stało się coś, co zmieniło całą sytuację... W drzwiach stanęła Sasame.  Jej twarz wyrażała zdumienie, gesty złość, a w oczach miała łzy.  Było mi jej żal. Ona myśli,  że my... Nie to nie tak. Zaczęła na mnie krzyczeć,  po czym wybiegła. Zrzuciłem z siebie różwo-włosą  i rozwiązałem słupełek. Wybiegłem za Sasą. W głowie brzmiał mi tylko jeden wyraz wypowiedziany przez dziewczynę "Zdrajca" .  Po raz pierwszy żałowałem, że nie posłuchałem sam siebie....




* Kso - Kur.a


"Nie mogłem się powstrzymać"


"W drzwiach stanęła Sasame"





piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział czwarty


      Po ostatnim incydencie z omdleniem nic jakiegoś niepokojącego się nie wydarzyło. Próbowałam funkcjonować tak jak normalny człowiek. Często przychodziłam do An'y i czasem nawet robiłyśmy "symulacje" różnych życiowych wydarzeń. Dowiedziałam się o niej paru ciekawych rzeczy. Przede wszystkim pochodzi razem z Manią z Anglii, a dokładniej z Londynu. Przeprowadziły się do Japonii, ponieważ ich ojciec założył w  Nagano hotel w którym czasami dorabia na recepcji. Uwielbia podróżować, wszędzie i wszystkim. Nie zdołałam spamiętać miejsc w, których była. Wiem tez,  że harcerze "Kuro Obune"* to jej druga rodzina. Zawsze może na nich liczyć i oni na nią. Razem z Mani są także w drużynie siatkarskiej tamtego liceum, ale niestety zapomniałam nazwy. Uwielbia czytać i słuchać muzyki. Wiele razy natknęłam się, że robi te dwie rzeczy jednocześnie. A i wyłapałam, że bardzo lubi słodkie i pikantne jedzenie. Mani też jest zaskakującą osobą. Jej umiejętności fryzjerskie to fenomen. Robi śliczne fryzury. Nie wiem jak jej to wychodzi. Chyba czary, które dzieją się też w kuchni, a wiem bo przekonałam się na własnej skórze, ponieważ nie jeden i nie dwa razy przynosiła jedzenie robione własnoręcznie. Ona także pomaga rodzicom w hotelu. Tylko to jest różnica, że uwielbia liczyć i pracuje albo na kasach, albo w księgowości.
    Jedną z tych lepszych wiadomości jakie usłyszałam ostatnio, był fakt, że po tygodniowych staraniach unikania Nejtana, chłopak nareszcie opuścił szpital. Sori chyba też. Szkoda trochę, bo Izuki nie będzie miał towarzystwa. Mimo, że się z białowłosym "żarli" to widać było,  że jakiś tam stosunek koleżeński do siebie mają. Skoro już o czarnowłosym mowa to wiele czasu spędziliśmy razem.  Ten przed wyjazdem białowłosego i ten po wyjeździe.  Podczas tych kilkunastu, albo kilkudziesięciu chwil o nim też dowiedziała się bardzo wiele. Gustuje we wszystkim co ciemne, czarne ciuchy,  czarne dodatki, czarna torba. Co tam jeszcze było... podobno ma jeszcze czarną gitarę oraz czarne ściany w pokoju. A co do gitary to jego muzyka jest obłędna. Pożyczył parę razy instrument od kolegi, więc wiem co mówię, bo słyszałam.  Uwielbia mięso i owoce morza, ale w szpitalu nie bardzo serwują takie rarytasy, a jak już serwują coś mięsnego to mięsne to, to raczej nie jest, więc musi się zadowalać ostrymi rzeczami. Uwielbia kryminały nie ważne, czy jest to książka, czy film. W sumie jest taki trochę podobny do nocnego czarnego demona ( noc i demony tez lubi....), ale chyba z tą różnicą, że ten demonek jest względem mnie bardzo czuły i kochany. Lubię z nim i z dziewczynami spędzać czas. Nie czuje się wtedy taka samotna jaka naprawdę jestem, a niestety wiem, że prędzej, czy później, ale raczej prędzej będą musieli mnie opuścić i zostanę sama. Ale nie będę smęcić. Mam wielkie wsparcie w Izuki'm i za każdym razem się ono powiększa. Cóż jestem z tego bardzo zadowolona.Nie chcę zanudzać opisywaniem każdego dnia jaki tu przeżyłam, bo nie lubię gdy ktoś śpi jak gadam, więc przejdę do tego co działo się dwa tygodnie po moim spotkaniu z "Lustrzanym odbiciem".
      Było rano,  gdzieś koło, w sumie kogo to obchodziło, która była godzina, ważne, że było rano - moment w którym normalnie ludzie śpią, ale nie ja i nie Izuki. Nas zbudziła chodząca wredota- Doktorek Anonim. Kazał wstawać i  ubrać się w szpitalne ubrania. Chyba wcześniej pominęłam fakt,  że musieliśmy nosić coś takiego, w sumie było to takie okropne i tak źle wyglądało, że w ogóle nie powinnam o tym pisać, ale jak już zaczęłam... Biały podkoszulek z napisem  "Szpital nadzwyczajny w Yokahamie" ( do tej pory nie rozgryzłam co oznaczało to "nadzwyczajny" ) , turkusowe dresy, których chyba nikt nie lubi i białe pantofle. Ten kto to stworzył miał zero, ale to kompletne zero gustu. Ale wracając. Zrobiliśmy co nam kazał inaczej, by krzyczał, a przez to odebralibyśmy sen innym niewinnym ludziom. Po chwili wędrowaliśmy za nim długim korytarzem do jego gabinetu. Cokolwiek się stało to :  Nie była moja wina! Siadając na krzesełkach w małym niebieskim pomieszczeniu z tandetnymi meblami bałam się. Czarnowłosy też się bał, W sumie czuliśmy się jakbyśmy byli być zaraz oskarżeni o zabicie kogoś i skazani na śmierć. I dla tych co myślą, że przesadzam. Gdybyście byli na przeciwko TEGO człowieka. A TEN człowiek patrzył by się na was wzrokiem chęci mordu. Też byście tak mieli. I nagle zmiana o 360 stopni. Na jego twarzy pojawił się ogromny banan zwany potocznie uśmiechem.
- Dlaczego macie takie grobowe miny ? Mam dla was wspaniałe wiadomości.
- Ale Pan przed chwilą miał minę jakby co najmniej chciał kogoś zabić...
- Nie musisz się tym przejmować Izuki, po prostu zamyśliłem się o moim pacjencie.
- A więc co to za wiadomości?- Postanowiłam się wtrącić. A co niech nie zapominają znowu, że tu jestem
- A no tak. Dobrze, że tego pilnujesz Sasame, bo pewnie bym się zaczął kłócić z Izuki'm i bym zapomniał. No więc. Znaleźliśmy wasze rodziny, a co przy okazji za tym idzie pełne karty tożsamości. Myślę, że zacznę od Izuki'ego, bo tu mi będzie o wiele łatwiej.
- To słucham, bardzo chciałbym się już coś o sobie dowiedzieć.
- No więc : Izuki Miruki, lat 17 urodzony dnia 08.10 w Kushiro, a zamieszkały w Sapporo wraz z ojcem Leonardem, który jest biznesmenem. Aktualnie mężczyzna jedt na wyjeździe w Madrycie . Matka zmarła dwa lata temu. Została brutalnie zamordowana, a sprawcy do tej pory nie odnaleziono. Masz jeszcze brata, niestety o nim nie udało się znaleźć żadnych faktów, oprócz tego, że ma aktualnie 20 lat. Wygląda to jakby zaginą, albo celowo zamazywał ślady po sobie, coś jak ucieczka. Proszę o to zdjęcie sprzed pięciu lat. - Podał chłopakowi zdjęcie.- Będziemy próbowali  poinformować twojego ojca, gdzie jesteś, bo jak na razie nie możemy się do niego dodzwonić. Jakieś pytania ?
- Tak, jedno. Skoro mieszkam w Sapporo to jakim cudem znalazłem się nagle w Yokahamie ?
- Uczęszczasz do Szkoły "Kaihatsu to bunka** ", gdzie należysz do klubu muzycznego, a tam jesteś liderem. Wraz z zespołem przyjechaliście tutaj na konkurs talentów.
-  Rozumiem.
-  Jeszcze jakieś pytania ?
- Z mojej strony tyle.
- Dobrze, więc teraz Sasame. I z tobą jest trochę delikatniejsza kwestia. Jeśli chcesz Izuki może opuścić mój gabinet.
- Nie, chcę, żeby został.
- Dobrze więc. Słuchaj uważnie, bo nie będę powtarzał. : Sasame Toroshiko, lat 16 urodzona 08.11 w Obihiro, potencjalne miejsce zamieszkania to Sierociniec "Issho ni ***"w Osace. O twojej rodzinie nic nie wiadomo. U nas znalazłaś się w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas wycieczki z kolegami z ośrodka. Dzwoniliśmy już do dyrektorki, za tydzień przyjedzie po Ciebie jej pomocnik. Więcej musisz dowiedzieć się od osoby, która tu przyjedzie oraz od znajomych z tamtąd. Ja nic więcej nie wiem. - Słuchałam jego słów jak osłupiała. Nie mogłam uwierzyć, że na prawdę słyszę to co słyszę.- Tyle. Możecie już iść.
- Dobrze. - To jedyne co umiałam z siebie wydusić "Dobrze". Wcale nie jest dobrze! Wstałam z drewnianego krzesła i ruszyłam w stronę swojego pokoju. Izuki towarzyszył mi w ciszy. Nawet nie śmiał się odezwać. Weszliśmy do pokoju od razu położyłam się na łóżku i przykryłam cała kołdrą. Jestem sierotą. Teraz przypominam sobie własne słowa "A może nie mam domu.... Czy mam rodzinę? " To były pytania na które wtedy nie znałam odpowiedzi,  a teraz mogę spokojnie powiedzieć "Tak nie masz domu i nie nie masz rodziny.Jesteś sama na tym świecie. Wszyscy Cię zostawili" Byłoby mi o dużo lepiej, gdyby mi nic nie powiedział. Wolałam nic o sobie nie wiedzieć, niż wiedzieć o sobie takie rzeczy. Normalny człowiek tego nie zrozumie. Przecież ma kochających rodziców i dom, miejsce do którego może, wrócić, a ja ? Ja tego nie mam. Jedyne co mogę zrobić to o tym pomarzyć. Wszystkie moje emocje wyszły na wierzch, co zaskutkowało płaczem , bo poczułam wodę na policzkach. Czarnowłosy chyba  usłyszał, że szlocham, bo podniósł kołdrę pod, którą byłam schowana i zaczął głaskać mnie po głowie.
- Sasa, aniołku mój, nie płacz już. 
-  Ty nic nie rozumiesz. Masz do kogo wrócić, ja nie mam nikogo.- Podniosłam oczy na chłopaka, wydawał się taki zatroskany.
- Masz mnie. - Otarł mi łzy.
- Ale sam doskonale wiesz, że z Sapporo do Osaki jest bardzo długa droga. 
- Będę specjalnie do Ciebie przyjeżdżał.
- Obiecujesz ?
- Obiecuję.
 Przytuliłam się do niego. Jest taki ciepły. Nie wyobrażam sobie, by mogło go przy mnie nie być. To tak jakbym straciła coś ważnego, zresztą już się tak czuję, ale to, by była kolejna ciężka rana. "Odczepiliśmy" się od siebie i spróbowaliśmy ułożyć wspólna piosenkę. Na zasadzie ja piszę, Izu śpiewa, bo mój głos jest niestety przeznaczony tylko do fałszowania. Trochę mnie to rozweseliło. Co ja mówię, dzięki temu zapomniałam kompletnie o tym, że jeszcze parenaście minut temu płakałam pod kołdrą.  Nagle do pokoju wpadły dziewczyny : An i Mani. A zdyszane były jakby maraton przebiegły. Ale, czy An, przypadkiem nie mogła chodzić, a co dopiero biegać? To jest zastanawiająca kwestia, ale chyba nigdy już się nie dowiem jak powinno być , bo stało się to :
- Sasa, idziesz z nami, ale to już i bez dyskusji.- Naprawdę, chciałabym wiedzieć, czy one nie posiadają zdolności telepatycznych do mówienia w tym samym czasie.
- Idę, idę.
Wyszłam za nimi, a mojego "kolegę" zostawiłam w pokoju, bo jak stwierdził "On się w takie rzeczy nie bawi, bo pewnie coś głupiego." Nie będziemy go zmuszać. Po chwili biegu doszłyśmy pod gabinet Anonima. Ciekawe o co im chodzi. Uchyliły drzwi.
- Słuchaj i patrz. - Na krzesłach,  gdzie niedawno siedziałam ja i Izu, siedziało dwóch chłopaków. Wróć, chłopak i jakiś młody mężczyzna, mniej niż 20 bym mu nie dała, za to na 30 nie wyglądał. No właśnie. Jego wygląd. Długie białe włosy po pas z grzywka na prawą stronę. Owalna szczupła twarz, jasna karnacja i białe oczy. W pewnym sensie czuję się jakbym opisywała siebie... Za to drugi chłopak był całkiem inny. Krótkowłosy blondyn z niebieskimi patrzałkami i kremową karnacją. Jestem na prawdę ciekawa o co chodzi. Doktorek chyba rozmawiał z tym białowłosym.
- Panie Lexy. - Tak z nim rozmawiał- Obawiam się, że nie mogę Panu pomóc, ponieważ nie mogę osobom nieupoważnionym przekazywać informacji poufnych. Jest to tajemnica lekarska. A Pana, Panie Nathanielu. - Teraz zwrócił się do blondyna.-  Nie mogę wpuścić do znajomej, ponieważ ze względu na infekcję, może się Pan zarazić. Jedynie pozwolenie na odwiedzanie ma jej rodzina. A teraz żegnam Panów, bo mam dużo pracy.                                                     Uciekłyśmy spod drzwi i schowałyśmy się za ścianą obok. W sumie to o co chodzi? Zakochały się ? Ciekawe po co mnie tu przyciągnęły. Po chwili " panowie" wyszli z gabinetu. Blondyn cicho i spokojnie, ale za to białowłosy krzyczał na właściciela pokoiku numer 35. Chyba nie umiał pogodzić się ze swoim losem. To było coś w stylu " Kim pan jest, że nie pozwala pan rodzinie się odnaleźć ?! Wstyd ! Czy Pan do ku..y nędzy nie posiada sumienia ?!"  Taa coś takiego było, po czym trzasną drzwiami, tak, że myślałam,  że szyba z okna za nami poleci z  hukiem.  Dziewczyny podbiegły pod gabinet , ale  biały fartuszek wygonił je z tamtąd. Ja uważając, iż moja osoba jest tam  zbędna udałam się do pokoju, gdzie z Izukim kończyliśmy naszą piosenkę.  Po dwudziestu minutach, do pomieszczenia wleciały dziewczyny. Całe zdyszane, tyle, że tym bardziej więcej niż wcześniej. Chyba wcześniejsze krzyki to były ich krzyki....
- Dziewczyny co się stało ?
- No więc , jak sobie poszłaś An'a zaczęła kłócić się z Anonimem i z tego wszystkiego wyszło tyle, że gwizdnęłyśmy mu jego komórę i portfel i później jakoś znowu wyszło, że zaczął nas gonić i tak się goniliśmy przez trzy piętra, a aktualnie nie może nas znaleźć.
- A po co to wszystko ?
- No bo ten chłopak, ten blondyn którego widziałaś w gabinecie to jest nasz znajomy, znaczy mój znienawidzony znajomy, a dla An'y przyszły mąż i chcemy, żeby go wpuścił.
- O Jezu kobiety i te ich problemy. A nie możecie się z nim spotkać jak An'a wyjdzie ze szpitala. Przecież to jeden pies jest....
- Iii- zuuu- kiii !!! Nie !!! ( Wszystkie trzy zjechałyśmy go wzrokiem morderców)
- Dobra, dobra poddaję się. Już się nie odzywam. 
- I dobrze. Siedź cicho i nie przeszkadzaj.
- Mani daj spokój, on nas po prostu nie rozumie...
- A coś ty się kochana siostrzyczko taka miła dla niego stała ?
- No bo wiesz...- W tym samym momencie do pokoju wparował wściekły i zdyszany Anonim. Blondyna z wcześniej trzymał za rękaw i wręcz wrzucił go do naszego pokoju, po czym wyciągną rękę w stronę dziewczyn, a te posłusznie oddały mu telefon i portfel. Wyszedł z naszego pokoju z wyraźną ulga na twarzy, ale w sumie jestem ciekawa jak to wyglądało. Dyrektor szpitala  goni się z  pacjentką i jej siostrą po szpitalu, bo te ukradły mu telefon i portmonetkę, gdyż ten nie chciał wpuścić ich kolegi. Ciekawe co by na to w jakimś tam wyższym wydziale powiedzieli. Po chwili odezwał się Nathaniel.
- Wiecie, że nie musiałyście robić maratonu? Jakoś bym sobie poradził.
- Ale tak jest prościej. - An'o, czy ty wiesz co mówisz ?
- Ta, akurat, takie to było proste, że, aż wcale. Ale i tak dziękuję. - Pocałował An'e w policzek
- Nie przy ludziach idioto ! - Mani wyraźnie się zbulwersowała
- Czemu nie ? - Nathaniel myślałam, że jesteś z tych co nie dają się sprowokować...
- Bo nie dość, że moja siostrę zarazisz głupotą to i ludzi wokół. - Zgaduje , że ta dwójka za sobą specjalnie nie przepada.
- Czym mam ich zarazić?
- Swoja głupotą
- Nie jestem głupi debilko
- Jesteś jak but lamerze
- Ej, przestańcie - An próbowała ich rozdzielić, ale nie wyszło...
- I mówi to osoba niezrównoważona psychicznie.- A ten dalej swoje....
- Ja? A widziałeś się dzisiaj w lustrze? - Zresztą Mani też... Jeśli to tak zawsze wygląda to współczuję brązowo-włosej i to bardzo.
- Ej, skończcie.- Kolejna nieudana próba rozdzielenia ich ze strony An.
- Cisza do jasnej cholery !!! Zamknąć jadaczki !!! - Po raz pierwszy słyszę, by Izu podnosił głos. Widać, że jest trochę, nie, bardzo jest wnerwiony. Po jego krzyku momentalnie zapanowała cisza. Blondyn wyraźnie zmieszany chyba sobie uświadomił co się właśnie działo...
- Przepraszam, za moje krzyki. Trochę mnie poniosło. - Spuścił głowę jak na ścięcie.
- Następnym razem tak nie krzycz, bo zrobię wam krzywdę, po za tym nie lubię krzyku, bo to jest oznaka słabości człowieka. - Podał mu rękę. I uśmiechną się jakby przedtem to co zaszło wcale nie zaszło...- Izuki Miruki.
- Nathaniel Fuse.
- A teraz wyjaśnijcie mi. Ty i An'a jesteście parą?
- My razem? Nie...-  Mimo, iż powiedział to chłopak to obydwoje zrobili się czerwoni. Faktycznie pasują do siebie. Wybuchowi, ale spokojni. 
- Ty na serio mówisz ? Serio nie jesteście razem ?
- Serio....- Zdziwienie Izuki'ego nie było nigdy wcześniej takie wielkie...W każdym razie nie widziałam. 
- Sasa - O przypomnieli sobie o moim istnieniu- Zostań tutaj z dziewczynami. Ja muszę z nowym kolegą zamienić parę słówek.
- Jasne. 
I wyszli, a nie wracali przez 15 minut i szczerze mówiąc zaczęłyśmy się zastanawiać co oni mogą robić przesz 15 minut ? Chwilę później wrócili, tak jakby zespoleni. W sumie postanowiliśmy chwilę pogadać, ale nie bardzo wiedzieliśmy jak się do tego zabrać, więc skończyło się na zabawie w butelkę. Grało się bardzo fajnie i przyjaźnie do czasu....

* Kuro Obune - Czarna Jedynka

**Kaihatsu to bunka - Rozwój i Kultura
***Issho ni - Razem


/ Mam nadzieję,  że rozdział się podoba. Na następny przygotowałam coś w rodzaju niespodzianki.  A i ogłoszenia parafialne. Do 24 grudnia zamierzam zamieścić ostatnie rozdziały z części "Szpital" ( jeszcze trzy) . Jeśli macie jakieś życzenia co do rozdziału lub rysunku na Boże Narodzenie to z przyjemnością wezmę je pod uwagę ^^ Bye bye /



sobota, 6 grudnia 2014

Special na Mikołajki


/Mam nadzieję, że się spodoba.  Nie jest jakimś wybitnym dziełem, ale w tematyce
po części nawiązuje do opowiadania. Trzeba podkreślić, że pomysł na to poddał mi mój
kolega, któremu bardzo chciałabym podziękować. /


Znów zasnęłam tak z niczego. Dobrze, że siedziałam na łóżku w swoim pokoju, bo obiegło się bez zbiegowiska. I znowu co widzę ? Lustro.. Ale JA to Ja, a Ja jestem ciekawską osoba, więc standardowo musiałam do niego podejść... O i proszę nie widzę tam swojego odbicia... Widzę jakąś krainę. Coś chyba normalnego... Nie dobra nie jest to normalne, bo w tej krainie widzę kogoś...- chłopaka....- z rogami, uszami i ogonem., na szyi ma obroże z dzwoneczkami...- jak renifer jakiś, albo coś w tym stylu. Niestety moja ciekawość wzięła górę i moja chęć dotknięcia lustra zamieniła się w " wejście", czy "przejście" przez nie. Momentalnie zrobiło mi się zimno. Siedziałam na, albo nie w bardzo grubej warstwie śniegu. Do jasnej cholery w co ja się znów wpakowałam.... Dopiero po chwili zorientowałam się, że chłopak-renifer wpatruje się we mnie jak w jakieś bóstwo, nie raczej jak w jakiegoś dziwoląga. Coś w ten deseń w każdym razie. Oprócz rogów na głowie miał też brązowe włosy pod kolor uszu, były cieniowane do szyi i w niektórych miejscach rozjaśnione. Niebieskie oczy, jasna cera, wysoki, ale  z tłumu wyróżnia go na pewno jeden szczegół. Ma czerwony nos! Chyba zebrał się na odwagę.. Podszedł do mnie i pomógł mi wstać...
- Ty nie jesteś z tąd prawda? Wyglądasz inaczej...  Dziwnie mi widzieć kogoś bez uszu, czy ogona... Raczej tutaj się tacy nie pojawiają...
- Tak to prawda nie jestem z tąd, ale nie powiem bym odczuwała dyskomfort z powodu braku uszu, czy ogona...
- A te fruwajki z tyłu Ci nie przeszkadzają?
-Co z tyłu ?- Faktycznie teraz się zorientowałam, .że ciężar który czułam na plecach to coś jakby para skrzydeł....
- A no tak jesteś aniołem. Rzadko tu przychodzicie...bardzo rzadko, ale po twojej reakcji widzę, że sama do końca jeszcze za bardzo nie rozumiesz kim, albo czym jesteś. I dla mnie chyba lepiej, bo normalnie już bym oberwał... Jestem Rudolf.- Podał mi rękę na przywitanie.
-Sasame.- Czekaj, wróć.- Rudolf ? Jak ten renifer od Świętego Mikołaja ? W sumie jakby nie było, twój wygląd mówi wiele...
- Heh...Jestem jak ten Rudolf od Mikołaja, co więcej jestem tym Rudolfem od Świętego...
-Ale nie jesteś zwierzęciem...- W tym momencie zawiał tak silny wiatr, że myślałam, że zamarznę, albo, że stanę się soplem lodu. 
- Chodź pójdziemy do domku Mikołaja, tam jest o wiele cieplej. Wsiadaj. - Zrobił pozycję jakby chciał, żebym na niego "wsiadła na barana".
- Żartujesz sobie.- Miło z jego strony, że chciał mnie zabrać do ciepła, ale żeby "na barana"?
-Nie żartuję. Siadaj.
-Nie mogę...- Chłopak postanowił mi pomóc i zarzuciła mnie  na siebie, po czym upewnił się, że nie spadnę i teraz nie będę żartować, odbił się od podłoża i pobiegł po powietrzu jakby to była ziemia po, której codziennie robi kurs po bułki do sklepu. Prędkość była zawrotna, ale o dziwo nie było mi zimno. Po chwili wylądowaliśmy przed sześcio, może siedmio piętrowym budynkiem. Zsiadłam z Rudolfa. Chłopak ruszył w stronę drzwiczek, więc poszłam za nim. Znaleźliśmy się w pomieszczeniu przypominającym trochę recepcje. Widać było, że jest to coś w rodzaju domu chłopaka i, że jest tam bardzo dobrze znany, bo do kogo, bu się nie odezwał ten odpowiadał mu uśmiechem. Podeszliśmy do blatu na środku pomieszczenia.
-Dex, jest może Mikołaj?
-O Rudi...nie niestety wyjechał jakieś dwadzieścia minut temu.
-Szkoda...A zostawił może klucze od swojego pokoju?
-Kluczy nie zostawił, ale za to zostawił otwarte drzwi. Zgaduję, że chcesz znaleźć swojej nowej koleżance coś cieplejszego niż ma na sobie. Powodzenia.
-Dzięki. Do później.
-Taa. Jakby Mikołaj wrócił to mu powiem, że byłeś.
Chłopak pociągną mnie za rękę do końca korytarza i po chwili znaleźliśmy się w małym zawalonym przez różne bibeloty pomieszczeniu. Zaczął szukać czegoś w szafie, po czym rzucił mi kilka ubrań i kazał się przebrać, obracając się w tym samym momencie do mnie plecami. Zrobiłam tak jak kazał i już po chwili miałam na sobie białe dżinso-podobne spodnie, czarny sweter, zielono czarny płaszcz, czarne buty po kolana z futerkiem oraz biało-czarne rękawiczki i nauszniki. Zastanawiało mnie to dlaczego, podczas przebierania skrzydła były tak jakby ich nie było... I co teraz?  Mam siedzieć i czekać na zbawienie? Poprosiłam chłopaka, czy, by mi nie mógł pokazać jak wygląda taki budynek od środka, bo bądźmy szczerzy. Ja bym na miejscu nie usiedziała dłużej niż pięć minut,a i nie codziennie ma się okazję byś w "domu" Św. Mikołaja. Rudolf zgodził się bez żadnych oporów i już po chwili spacerowaliśmy po pomieszczeniach w których tworzyło się zabawki, słodycze, ciuchy, sprzęty elektroniczne i można by było tak wymieniać jeszcze dużo. Najbardziej zainteresował mnie pokój w którym człowieko-śniezne króliki odbierały na wszelakich urządzeniach życzenia dzieci, ich dobre i złe uczynki oraz co było dla mnie nowością były sytuacje z życia dorosłych. Na podstawie których potem podobno można określić, gdzie maja trafić...I było to pomieszczenie najciekawsze dopóki nie stanęliśmy w progu pokoju 156. Był to ostatni pokój na szóstym, czyli ostatnim pietrze. I nie było tam NIC !  Białe ściany i pusta przestrzeń...
- I jak Ci się podoba? Robi wrażenie prawda. Jeszcze takiego nie widziałaś.
- Ale tu nic nie ma...- Może oślepłam? Chłopak mówił o tym pomieszczeniu z taką dumą, a ja tam kompletnie nic nie widziałam.
- Jak to? Nic nie widzisz ? Jesteś aniołem, a anioły tak samo jak bestie mają wyczulone wszystkie zmysły... 
- Ale ja naprawdę nic nie widzę. Chciałabym wiedzieć, gdzie jestem i co niby ma być w tym pokoju? 
-Aha, ok. No to więc.... Jesteśmy w Bisuto no Tochi*. Jest to jedna z pięciu krain Tenshi no Kyotei**. Ludzie żyjący tutaj pochodą od zwierząt. Posiadamy ich atrybuty wszelakiego rodzaju np. uszy, ogon, dziób, rogi. Jedyne czego nie możemy "odziedziczyć" to  skrzydła. Tak samo jak anioły mamy wyczulone wszystkie zmysły, ale głównie słuch. Jesteśmy zwinni i wygimnastykowani. Potrafimy zmieniać się także w swoje zwierzęce odzwierciedlenia do woli wtedy kiedy chcemy i często odwiedzamy inne krainy za pomocą tego urządzenia, które powinnaś tu widzieć. Inne plemiona tego nie potrzebują, ponieważ umieją używać magi lub czarów, ponieważ posiadają Raifurain***, których my niestety nie posiadamy. Za to umiemy biegać po powietrzu, czy wspinać się jak pająki bez względu jaką rasę prezentujemy... Jak  już wspomniałem  powinnaś widzieć tu machinę do przenoszenia coś w rodzaju teleportu. Platforma, cztery wieże wokół i przed tym stoi komputer, gdzie wczytuje się dane każdego miejsca we wszechświecie. Każdego. Nawet Ziemi i to w sumie dzięki temu się tam pojawiamy bez wiedzy mieszkańców.
-W pewnym sensie zrozumiałam. - To dlatego był taki dumny...
-Ciesze się. Chodźmy do gabinetu Mikołaja. Już powinien wrócic.
- Okej. -Może będę miała okazję poznać prawdziwego Św. Mikołaja, ale  skoro tutaj wszyscy mają uszy i ogon to on tez będzie je miał ? Moje przemyślenia przerwało nagłe zatrzymanie się Rudolfa. Przez parę sekund staliśmy w ciszy, a potem on tak z niczego, otworzył okno i wyskoczył.Tak o ! Jakby skakał z krawężnika na asfalt... Chciałam pobiec za nim, ale oznaczało,  by to,  że tez muszę skoczyć... A co tam. Raz kozie śmierć. Rozbieg i ...Hop i... Nie leżę na ziemi...Jestem w powietrzu, a co lepsze lecę na skrzydłach.  Zupełnie o nich zapomniałam. Później się będę nad tym zastanawiać. Teraz trzeba znaleźć Rudolfa.  Tu nie ma, tu nie ma.. O jest ściga kogoś... Ciekawe dlaczego. Polecę za nim,  ale lecę za wolno. Szybciej, szybciej, czemu nie lecę szybciej?  Nosz kurde szybciej! I nagle znalazłam się na ziemi dokładniej na kimś i zadrapałam sobie rękę. Chciałam wstać z owego osobnika, ale Rudolf kazał mi dalej na nim siedzieć i dopiero kiedy podbiegł pomógł mi wstać, jednocześnie przybijając człowieka-lisa do śniegu noga bardziej niż był. Tak na marginesie miał genialny i puchaty ogon, uszy zresztą też...
-Ty to masz wyczucie.
-Nie planowałam tego.
-Domyślam się, ale mówiłaś,  że nie umiesz latać.
-Uwierz mi nie mam zielonego pojęcia jakim cudem wzbiłam się w powietrze.
-Wierzę. 
Chłopak pstrykną mnie w nos,  a po chwili w osobnika leżącego na ziemi trafiło coś w rodzaju strzały i puff zniknął. W sumie tyle dziś widziałam,  że mnie to już nie dziwi. Rudolf chwycił mnie za rękę i pociągną w stronę lasu. Biegliśmy, aż dobiegliśmy do jeziorka. Dobra nie było to jeziorko,  ale jezioro w stylu morza.
- Popatrz w wodę.- Zrobiłam tak jak kazał. No i ku mojemu zdziwieniu, albo i nie. W wodzie widać było miasto, gdzie życie toczy się najnormalniej w świecie.  Tak jakby to był ląd. Ciekawe co to za stworzenia lub ludzie tam mieszkają.- Sasame,  mam dla Ciebie dwie rady. Po pierwsze powinnaś dowiedzieć się więcej o sobie, ale o tej prawdziwej stronie, a nie o tej, którą Ci wszyscy pokazują. Po drugie zważaj uważnie na to co mówią i robią twoi znajomi, możesz w ich zachowaniu znaleźć więcej wskazówek niż myślisz. Następnym razem jak się spotkamy to przyleć tutaj z  Tenshi no tochi**** jako pełnoprawna obywatelka
-C..o? 
Chłopak zepchną mnie do wody, ale o dziwo nie topiłam się. Byłam w szpitalnym łóżku i nawet pomyślałabym, że to sen gdyby nie fakt,  że byłam cała mokra i na ręce miałam ranę, którą zrobiłam sobie wlatując w człowieka-lisa...I co to miało być ja się pytam ?!





*       Bisuto no tochi - Kraina Bestii
**     Tenshi no Kyotei - Układ Anielski
***   Raifurain - Linie życia
**** Tenshi no tochi - Kraina Aniołów