czwartek, 29 stycznia 2015

OPOWIEŚĆ DRUGA

"Sierociniec"

Rozdział pierwszy

          Droga była dość długa. Jechaliśmy, aż 11 godzin i nie dało się ukryć, że po Miku, który był jednocześnie kierowcą widać było lekkie zmęczenie. Próbował to ukrywać, ale mam lepszy wzrok niż jego zdolności aktorskie. W sumie mu się nie dziwię, przecież był w szpitalu drugi raz. A w obie strony za jednym razem to około 23 w zależności, kiedy się jedzie, czyli jakby tak zliczyć to przez te dwa dni wzięte razem do kupy jechał samochodem ok.46 godzin, praktycznie dwie doby i jeszcze biorąc fakt, że ma nocną pracę to musiało być dla niego męczące. Uważając na  ten fakt siedziałam cicho i wpatrywałam się w okno i  w rozciągające się za nim widoki.  Jako, iż wyjechaliśmy w popołudniowej porze, a początek naszej podróży prowadził przez dość duże miasta to trochę postaliśmy w korkach, ale potem wyjechaliśmy już na mniej zatłoczone ulice przebiegające przez majestatyczne i śliczne równiny Regionu Kanto. Nie ukrywam jednak, że po pewnym czasie trochę mnie to znudziło i żywcem nie wiedziałam co ze sobą zrobić, lecz ku mojemu zdziwieniu chłopak od razu to wyłapał., a że akurat jechaliśmy niedaleko jakiejś dużej firmy "Izanami" to przypomniał mu się jeden z mitów. Tan akurat był " O  stworzeniu Wysp Japońskich". Bardzo mi się spodobał, więc go wam opiszę. Więc tak : Wyspy japońskie zostały stworzone przez pewną parę -Izanagi ( mężczyzna) i Izanami (kobieta), którzy byli przedstawicielami siódmego pokolenia bogów. Zstępując z niebios Izanagi ujął niebiańską włócznie i zamieszał nią w oceanie, który pokrywał ówczesną ziemię. Dzięki Iłowie, który spadł z włóczni powstała mała wysepka na której Izanagi i Izanami postawili swój pałac oraz słup przez który połączyli się jako mąż i żona. Niestety podczas rytuału Izanami odezwała się jako pierwsza przez co pierwotna dwójka ich dzieci była nieudana. Bóstwa wróciły wtedy na niebiosa z prośba o poradę. Zalecono im powtórzenie ceremonii z zastrzeżeniem, że jako pierwszy musi odezwać się Izanagi. Drugie podejście przebiegło pomyślnie w wyniku czego powstało ośmioro dzieci-wysp tworzących Japonię. ( Nie było wśród tych wysp wyspy Hokkaido, która była Japończykom nieznana w momencie powstawania mitu). Izanagi i Izanami płodzili kolejne dzieci i w ten sposób archipelag zapełniał się górami, lasami i rzekami. Niestety rodząc bóstwo ognia Izanami została śmiertelnie poparzona i odeszła do krainy ciemności-Yomi.  Izanagi podążył za nią błagając, by zechciała wrócić, a Izanami zgodziła się pod warunkiem, że najpierw porozmawia z duchami ciemności, a mąż nie będzie jej podglądał. Ten jednak nie dotrzymał obietnicy i w świetle pochodni zobaczył, że jej ciało się rozkłada. Przerażony tym widokiem uciekł. Rozgniewana Izanami zapowiedziała, że za karę codziennie uśmierci tysiąc ludzi. Izanagi odparł zaś, że w tej sytuacji za jego sprawą będzie się rodzić kolejne 1500. W ten sposób, choć każdego dnia ludzie umierają, jednocześnie rodzi się ich jeszcze więcej.  To tyle. Jak już wspomniałam bardzo spodobała mi się ta historia i słuchałam jej bardzo, bardzo uważnie. Później przeprowadziliśmy z Miki'em coś w rodzaju debaty o tym ile by było w tym prawdy, a ile kłamstwa. Ale zauważyła wtedy, że chłopak wyraźnie się rozbudził i , że rozmowa ze mną sprawia mu przyjemność, po za tym jego głos była taki no taki, że tak powiem ujmujący...urzekający...był do słuchania i człowiek się nie nudził. Poprosiłam, by opowiedział mi jeszcze parę innych tego typu historyjek,a  w rezultacie usłyszałam ich bez tej pierwszej, aż siedem z czego trzy były już troszeczkę straszniejsze np. Czerwony pokój, czy Kuchisake-onna. Gdy zatrzymaliśmy się na postój, by rozprostować chwilę nogi zdałam sobie sprawę, że jesteśmy w majestatycznych łańcuchach górskich  w rejonach Chubu i Kinki. Miałam wtedy czas, by spojrzeć co przyniósł mi Miko w torbie,  którą wcześniej bardzo niedokładnie oglądnęłam.  Wyjęłam z niej dziwną książkę nie z tytułu, czy z autora, bo Zafóna kojarzyłam znakomicie z powieści, które już przeczytałam i zdołałam sobie przypomnieć. Dziwne było to,  że była w niej dedykacja dla mnie, ale osoba podpisała się tylko "Twój anielski obrońca", zapytałam Mika, czy to widział, ale on nic nie kojarzył. No cóż. Czytałam ją w każdej wolnej chwili, gdy nie patrzyłam się na toń granatowego i bezkresnego morza, które aktualnie mijaliśmy. Podobno koło Osaki też jest morze. Białowłosy obiecał, że kiedyś nad nie pojedziemy. Czytałam książkę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Kiedy się obudziłam, nie, w sumie kiedy Miko mnie obudził byliśmy na parkingu przed jakimś budynkiem. Popatrzyłam na zegarek było pół godziny po północy. Wzięłam sweterek z torby, przy okazji wkładając tam książkę. Wysiadłam i spojrzałam na budynek.  Był wysoki i wydawał się być ogromny. Miał wiele okien, a drzwi wejściowe były duże i ślicznie przyozdobione. Z światła padającego na ściany dawało się wywnioskować, że cały budynek jest brązowy i chyba bardzo stary, o czym przekonałam się wchodząc do środka.  
         Znalazłam się w czymś co można by nazwać holem. Ściany były granatowe,a sufit i podłoga z ciemnego drewna. Było tam jeszcze coś w rodzaju biurka, albo recepcji, parę krzeseł i mały stoliczek. Po prawej stronie zauważyłam dwie pary drzwi. Niestety nie były podpisane. Na przeciwko mnie znajdowały się schody z rozgałęzieniem na wiele korytarzy. Dopiero po chwili zorientowałam się, że na krzesłach siedziały dwie osoby, ale podniosły się, gdy tylko zobaczyły mnie w drzwiach. Jedna do mnie wręcz podbiegła i przytuliła. Była to dziewczyna niewiele wyższa ode mnie. Widząc , ze nie za bardzo wiem co się dzieje odsunęła się trochę. Wtedy mogłam ja bardzo dobrze zobaczyć. Miała bardzo jasną karnacje, ale nie bladą po prostu jasną i malinowe usta Duże. oczy za to były czarne jak węgle i idealnie pasowały do jej długich kolorowych włosów,  które na dole były czarne, a u góry czerwone, jedynym wyjątkiem była  czarna ścięta na  równo grzywka. Ubrana była w czarną długą piżamę. Mimo, iż mamy kwiecień noce i tak są jeszcze trochę zimne, a widoczny brak jakiegokolwiek grzejnika w pomieszczeniu utwierdził mnie w przekonaniu, że w budynku może być jeszcze zimniej niż na polu.... 
- Przepraszam, że na Ciebie tak naskoczyłam. - Głos miała ciepły, ale jednocześnie było w nim coś takiego, że człowiek od razu wiedział, że może jej zaufać.
- Nie.. Nie szkodzi.
- Sasame Toroshiko witaj w domu.
- Uhumm. Dziękuję...
- Eri, Eri Mihashi.
- Dziękuję Eri-chan. Mogę do Ciebie mówić "Eri-chan" ?
- Jasne nie ma sprawy Sasame-chan.
- Dziewczynki widzę, że już się przywitałyście, więc teraz Eri pozwól, że ja dojdę do głosu. Jestem dyrektorką i założycielką tej placówki. Nazywam się Makiko Adachi. Ale pewnie Miko już Ci o mnie mówił.- No tak była jeszcze ta druga osoba, także ubrana w piżamę, ale jej wygląd był zupełnie inny. Była wysoka, coś około 175. Włosy miała blond, ale już prawie niewidocznego, bo większość była siwa. Oczy Piwne, siną cerę i uśmiech pełen ciepła. Nie wiem ile miała lat, ale mniej niż 55 to bym jej nie dała.
- Tak wspomniał o Pani.- Tak właściwie to,  gdzie on się podział? Odwróciłam głowę i zaczęłam poszukiwania wzrokiem mojego...No właśnie kogo...Ja. Ja mu jeszcze nie dałam odpowiedzi ! Właśnie to sobie uświadomiłam. On tyle czeka na to bym mu powiedziała "Tak" albo "Nie",  jestem pewna na 100%, że go to boli... Spędził tyle czasu ze mną, tak bardzo mi pomógł, a ja mu jeszcze nic nie odpowiedziałam... Znalazłam go stał przy drzwiach, koło torby, którą przywiózł  mi do szpitala. Moja świadomość właśnie zorientowała się,  że swoim zachowaniem sprawiam, że cierpi... Ale on się uśmiechał...Patrzył na mnie i się uśmiechał...Dlaczego ? 
- Dobrze więc. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Eri, odprowadzisz do pokoju koleżankę, ale potem masz iść do swojego. Jutro wprowadzimy Cię wstępnie w nasz tryb życia, a koledzy wprowadzą Cię w twój stan bytu. Dobranoc.
- Dobranoc. - Zabrzmiałyśmy jak chórek.
- Ok. Idziemy do twojego pokoju. Jutro trzeba wcześnie wstać, a twój skrawek budynku jest trochę dalej, niż blisko.
- Ok. Tylko wezmę swoje rzeczy.- Chciałam ruszyć po swoją torbę i pożegnać się z Miki'em,  ale tan stał już koło mnie. Z moją torba przerzuconą przez ramię.
- Dziś jestem twoim tragarzem. Wykorzystuj to póki możesz, bo robię to bardzo rzadko.-  Czyli to jeszcze nie czas na pożegnanie. Ruszył w stronę schodów. - Idziecie, czy nie ?
- Idziemy.- Ruszyłyśmy za białowłosym, a wkrótce zrównałyśmy z nim nasze kroki. Staraliśmy się być cicho, lecz nie zawsze to wychodziło. Korytarze tego budynku różnią się od szpitalnych. Po pierwsze w przeciwieństwie do holu są granatowe. Sufit, podłoga i drzwi nadal są ciemnym drewnem. Na ścianach znajdowały się zdjęcia. Czasem były to portrety, a czasem zdjęcia grupowe, a jeszcze kiedy indziej były to dyplomy lub wyróżnienia. Niekiedy można było zauważyć jakiś obraz lub roślinkę. Na drzwiach wisiały tabliczki informujące o numerze pokoju i jego lokatorach. Po średniej długości spacerze dotarliśmy pod czwarte od końca drzwi. 
- To tutaj mieści się teren wyznaczony całkowicie i tylko do twojego użytku, ponieważ współlokatora jeszcze nie posiadasz.- Spojrzałam na drzwi. Faktycznie było na nich moje nazwisko. Przejechałam po tabliczce palcami i popatrzyłam na numerek pokoju. 6. Pokój numer 6. Chyba do końca życia będę prześladowana przez tą cyferkę. Ciekawe, czy tutaj przyniesie mi tyle szczęścia co w szpitalu.- Miko czyń honory i otwieraj drzwi. - Chłopak posłusznie wykonał polecenie wydane przez Eri. I po niecałej minucie mój zakątek stał przede mną otworem. Weszłam do pomieszczenia, a białowłosy zapalił światło. Niestety nie zdążyłam się rozejrzeć, a usłyszałam jego głos i odgłos kładzionej torby na ziemię.
- Ja muszę iść. Chciałbym zostać dłużej, ale niestety, ja w przeciwieństwie do was pracuję.- Podszedł do mnie i przytulił.- Pa aniołku. Trzymaj się jakoś. Przyjadę jak tylko będę mógł.
- Okej.  - Czyli tu nie mieszka. Ciekawe, czy dojeżdża z daleka...Wróć, "aniołku"? Izuki też tak do mnie mówił. Paranoi jakiejś chyba dostaję. Przypadek i tyle...Tak sądzę. - Pa.- Chłopak wyszedł z pokoju.
- Ja też już będę szła. Przyjdę po ciebie z rana. 
- Postaram się jakoś wstać. - Czarnowłosa już miała wychodzić z pokoju, kiedy na progu odwróciła się do mnie. - Sasame, wiedz, że wiele osób się o Ciebie martwiło i wszyscy cieszą się, że do nas wróciłaś. Od teraz już nie będziesz sama.- Po czym wyszła.
         Trzeba jej to przyznać umie podbudować człowieka na duchu. No więc w końcu rozejrzałam się po pomieszczeniu. Faktycznie jedna jego część była niezamieszkała. Jak się wchodzi od drzwi to można, by go podzielić na dwie identyczne połówki. Zaraz przy drzwiach znajdują się szafy, jak mniemam z ubraniami, następnie trochę wolnej przestrzeni, a potem przy ścianie łóżko. Nad nim znajduje się dość duża półka z przymocowaną lampką, tak, by można było na leżąco dostać włącznika. Następnie znowu trochę wolnej przestrzeni i biurko położone od razu przy ścianie. Na środku ściany naprzeciwko mnie znajdowały się dwa okna. Ogólnie ściany były pomalowane na jasną zieleń, z na podłodze były położone jasne deski, zresztą tego samego kolory był sufit i meble. Moja strona różniła się jeszcze. Małą drewnianą szafeczką koło biurka oraz tym , że na ścianie były pozawieszane rysunki, cytaty oraz jakieś dwa plakaty. Tego, że na mojej części były rzeczy nie wliczamy w różnice, bo to jest rzecz oczywista. Wyjęłam z torby piżamę, bo nie chciałam zagłębiać się teraz we wnętrze mojej szafy, przebrałam się, zgasiłam światło i położyłam. Dłuuugo nie mogłam zasnąć. Zawsze ciężko jest się przyzwyczaić do "nowego" miejsca. Ale powodem nie było przyzwyczajenie się. Czułam się tu bardzo dobrze, znaczy do czasu, aż się nie położyłam. Teraz jak tak leżę, to nachodzą mnie jakieś takie przeczucia, że wcale nie jestem mile widziana, że coś w tym budynku próbuje mnie jakby wygonić, czy przestraszyć. Nie wiem dlaczego tak czuję, ale tak własnie jest. Po niespełna godzinie udało mi się wreszcie zamknąć oczy....
                     Znowu widzę tą ciemność i znowu to lustro. Prawda od czasu, gdy w szpitalu zemdlałam nie miałam tego "szczęścia" odwiedzić ponownie tego miejsca. No cóż, zrobię to co wcześniej i podejdę. Znów widzę siebie w tej postaci. Ja jako anioł. Chciałabym wiedzieć co to znaczy.
- Wiem o tym, że chcesz wiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Teraz mamy ważniejsze sprawy. 
- Ważniejsze sprawy? Co to oznacza ?
- Wróciłaś do sierocińca, nie powiem bym była zadowolona z tego faktu.
- Dlaczego ?
- Przed twoim wyjazdem tez Ci wiele razy to powtarzałam. Tutaj masz wiele wspomnień to fakt, i tutaj jest prawie całe twoje życie, w każdym razie tak uważasz prawda ?
- Tak, przecież podobno to tutaj mieszkam od kąd miałam 7 lat.
- A co było wcześniej?
- Kiedy wcześniej ?
- Gdy miałaś na przykład 5 lat ?
- Podobno jeszcze wtedy mieszkałam z rodziną.
- No właśnie musisz wrócić tam skąd pochodzisz nie wolno Ci zapomnieć kim tak na prawdę jesteś.
- Słuchaj nie wiem, kim jesteś, i co masz zamiar zrobić z moim życiem , ale jedno wiem, że Ci nie wierzę i nie będę słuchać jakiegoś odbicia w lustrze.
- Ehh no dobrze, to może jego posłuchasz.
Dziewczyna z lustra zniknęła, ale nagle wyczułam czyjąś obecność. Odwróciłam się. Stał za mną wysoki chłopak. Miał białe oczy i białe naprawdę długie ( po biodra) włosy. Przypominał mi tego chłopaka ze szpitala, ale był inaczej ubrany. Białe wysokie buty i białe spodnie. Dłuższa tunika przewiązana na lewym boku z rękawami po łokcie. Coś w rodzaju płaszcza, tyle że bez rękawów i  aż po ziemię oraz białe długie rękawiczki, naszyjnik ze skrzydłami oraz na głowie spinki z tym samym motywem. Trzeba dodać bardzo ważną rzecz. Chłopak unosił się nad ziemią !
- Jestem Lexy. Wiem, że nie bardzo chciałaś słuchać koleżanki z lustra, dlatego tu jestem. Jakieś pytania ?
- Może na początek wyjaśnisz mi co tu się dzieje ?
- Nie jestem pewien, czy potrafiłabyś to zrozumieć, ale w każdym razie chodzi nam o to, by przywrócić Ci te prawdziwe wspomnienia.
- Prawdziwe wspomnienia?
- Tak, bo widzisz, bardzo zależy nam na tym byś przypomniała sobie, gdzie jest twoje prawdziwe "JA".
- Rozumiem. A tak w zasadzie kim ty jesteś ?
- Jestem aniołem.
- To gdzie masz skrzydła ?
- Istoty takie jak ja potrafią je chować wedle własnej woli. Dlatego ludzie często nawet nie wiedzą, że jesteśmy koło nich.
- Rozumiem. Ale dlaczego akurat moje prawdziwe "JA"? 
- Uwierz mi, większość tego świata to fikcja i tylko nielicznym udaje się z niej wyrwać.
- Dobra zaczynam powoli łapać. 
- Umówmy się tak będę czasami tu wpadał i tłumaczył Ci pewne rzeczy, ale nie wolno Ci nikomu kto ma inne, niż białe włosy powiedzieć, że mnie widziałaś,
- Dlaczego ?
- Umówmy się, że ufamy tylko białowłosym. 
- Ok. A jak mam Cię traktować ? Jak nauczyciela ?
- Nie, wolałbym by bardziej to była więź, jak do starszego brata.
- Rozumiem, a ile ty w ogóle masz lat ? 
- Na ludzkie 22.
- A na anielskie ?
- Razy sto. Ale już się i tak przyjęło, że po 100  liczymy sobie jak ludzie.
- Rozumiem.
- A i jeszcze jedno. Wiem, że poznałaś w szpitalu Izuki'ego.
- Tak to prawda.
- Zapomnij o nim. Wymaż go całkowicie z pamięci, bo to może na Ciebie ściągnąć nieszczęście.
- Ale...
- Nie ma ale. Zapomnij i już.
- Lexy. Powiedz mi, dlaczego to wszystko spotyka mnie ?
- Bo wiele istnień, chce posiąść coś co masz w sobie...
        ...Obudziłam się. Był ranek, czułam się bardzo niewyspana. Cóż nie rozumiem nic z tego co mi się przyśniło. Może to na prawdę był tylko jeden sen. Ale przecież ten chłopak miał taki sam wygląd i imię jak ten ze szpitala. Co raz bardziej mi się to nie podoba. Czuję, że oprócz przypomnienia sobie kim naprawdę jestem, będę się musiała dowiedzieć, skąd się tak naprawdę wzięłam. I jeszcze trzeba dać Miko'wi odpowiedź. Za dużo spraw na raz. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi, które po chwili się otworzyły. Stała w nich Eri.
- Widzę, że się obudziłaś.
- Tak, dosłownie przed chwilą.
- Pozwól, że Ci kogoś przedstawię.- Do pokoju weszły dwie dziewczyny. - To jest Kyoko Anzai. - Wskazała na szczupłą dziewczynę jej wzrostu z liliowymi włosami spuszczonymi do ramion. Oczy miała żółte jak kot. Ubrana była w żółty podkoszulek, a na nim znajdowała się fioletowo- żółta koszula w kratę, zawiązana supełkiem trochę wyżej niż pasek od spodni. A właśnie spodnie były niebieskie, nad kolano i tego samego koloru były trampki, które miała na nogach.
- Miło mi Cie poznać.
- Mi też.- Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie. Wydaje się być bardzo miła.
- A to jest Yumi Umami. - Tym razem Eri wskazała na dziewczynę niewiele wyższą ode mnie. Miała bardzo jasna karnację, że wręcz przypominała ducha, ale to idealnie pasowało do jej długich, aż po biodra falowanych, niebieskich włosów i szafirowych dużych oczu. Ubranie tez idealnie pasowało do reszty. Była to niebieska sukienka z krótkim rękawkiem nad kolano, idealnie podkreślająca jej kształty, która na dole była lekko bombkowata. We włosach miała spinkę z dużą fioletową różą, a na szyjii naszyjnik z tym samym motywem, tyle, że  mniejszym.
- Ciebie tez mi jest bardzo miło poznać.
- W..W..W..Witam .- Wydaje się być nieśmiała, albo przynajmniej robi takie wrażenie. W każdym razie bije od niej delikatność.
- Dobra ubieraj się kochana. Zaprowadzimy Cię z Eri i Yumi na stołówkę. Tam poznasz resztę swojej "bandy".
- Ok. - Zrobiłam tak jak kazały i szybko się przebrałam w jakąś białą luźną bluzkę i czarne spodnie. Po chwili szłyśmy już kolejnymi korytarzami do jadalni. W dzień budynek robi jeszcze większe wrażenie. Tak się skupiłam na wystroju, że nawet nie zauważyłam, kiedy doszłyśmy. Podeszłyśmy do stołu, nałożyłyśmy sobie "materiały" na kanapki i ruszyłyśmy w poszukiwaniu stolika. Nie zdążyłam się rozglądnąć, a jakiś blondyn zawołał na Kyoko, że trzymają nam miejsce. Podeszłyśmy do miejsca z kąd dobiegał głos chłopaka. Yumi i Eri usiadły po przeciwnych stronach obok dwóch chłopaków.
- A więc tak. Ten głośny blondyn to Hiro Takara. - Nastolatek wstał i przywitał się ze mną, zginając się w pół. Był wyższy i to sporo 175 miał na pewno. Jak już wcześniej  było wspomniane blond włosy, dość krótkie, całe w nieładzie z dłuższym kosmykiem idącym między oczami. Ubrany w biały podkoszulek z brązową kamizelką i żółtymi dżinsami po kolana w parze z brązowymi trampkami. Patrząc. na niego można by juz na wstępie określić go jako lekkoducha. 
- Miło mi Cię poznać.
-  Kolega obok Eri to jej chłopak Isei Suenami.- Chłopak zrobił to co poprzednik i też się ukłonił. Mozna by wnioskować, ze jest troszeczkę wyższy od blondyna. Ma kruczo-czarne włosy, raczej krótkie włosy z grzywka na prawo i zielone oczy. Ubrany w całości tak jak Eri na czarno. 
- Witam.
- Miło mi poznać was obu. 
- Chodź siadamy. - Zrobiłam posłusznie to co powiedziała. I już po chwili rozmawialiśmy na różne tematy,  przy pysznych kanapkach.- A właśnie nie poznałaś jeszcze jednego z "nas",  ale się pewnie nie pojawi, bo to jest śpioch. Lecz z tego co słyszałam poznałaś Nejtana już w szpitalu.
- Nejtana ? Białe włosy do ramion, zielone oczy i wysoki ?
- Tak dokładnie ten.
- On też tu mieszka ? 
- Tak, poznasz go pewnie później. Macie sobie chyba wiele to wyjaśnienia. W każdym razie on tobie na pewno. Prawda ?
- Prawda....- Jakim cudem ?!