/ Gomen. Miało być wcześniej, ale zgubiłam rysunek...
Mam nadzieje, że was nie zawiodłam.
I apel do ludzi "ninja". Nie musicie się ukrywać.
Nie gryzę ;) /
Tego co się działo przez następne kilka tygodni opisywać nie będę, bo wyglądało by to co najmniej nudno. Wiecie : wstałam, ubrałam się, zjadłam, spotkanie z przyjaciółmi, akcje służące bym sobie coś przypomniała i spać. W gruncie rzeczy ani razu nie byłam w pokoju żadnego z moich przyjaciół. Wszyscy, którzy jak widać znali mnie " najlepiej" patrzyli się na mnie jakbym przed chwilą wyszła z zakładu psychiatrycznego, a nie odbyło się także od wyzwisk, pokazywania palcem i nie miłych komentarzy. I jeśli chodzi o te trzy/cztery tygodnie to tak to mniej więcej wyglądało. A właśnie "wyglądało". Opisałam wam tylko ułożenie "podwórka", to teraz czas na resztę do której udało mi się dotrzeć, bo przyznaję były takie miejsca w które nie weszłam, tylko dlatego, że bałam się znajdujących w ich pobliżu ludzi. Zaczynając od parteru znajduje się tu kuchnia, piwnice, garaże, sale gimnastyczne i kwatera pani Adachi połączona z recepcją i księgowością. Następnie piętro i wyżej. są to w większości pokoje, łazienki i czasem jakiś składzik, a i czasem można trafić na coś w stylu kafejki internetowej. Wiecie komputery, internet i jakieś ciastka w szafce. Nadal nie rozumiem tego co "przemawiało" do mnie w snach, ale zaczęłam to spisywać w zeszycie, który później był tak szczelnie chowany jak Death Note przez Raita. Co dalej... A tak ostatni tydzień spędzałam kolejno z każdym z przyjaciół, by się o nich czegoś dowiedzieć. Stwierdzam, że tez powinniście ich poznać, więc króciutko nakreślę wam ich osobowości. Zaczniemy od mojego prześladowcy ze szpitala. Nejtan. Jest początkującym fotografem ( ma 18 lat), a w ramach przeprosin zabrał mnie do Kobe ( lubi podróżować), gdzie zobaczyłam jak robi sesje modelkom oraz mi. Mam całe tkz. portfolio. Dowiedziałam się, że urodził się w Madrycie w Hiszpanii, ale nie powiedział, dlaczego jest aktualnie w Japonii. Zaciekły fan technologii, innowacji i nowoczesnej mody. Następnie Kyoko ( lat 17) - obsesyjna fanatyczka butów. Podobno ma staż w jakiejś firmie obuwniczej. Uwielbia ostre rzeczy, za to nienawidzi czekolady. Jak można nie lubić czekolady ?! Kocha zwierzęta, a zwłaszcza te duże i ma straszną klaustrofobie. Tu chyba tyle. Next Yumi ( lat 16). I tu mamy fankę sukienek, wszystkiego co słodkie, wszelakich dodatków, kwiatów i muzyki klasycznej. Umie też grać na skrzypcach,a urodziła się w Paryżu we Francji. Następnie barwna osóbka, którą jest Hiro ( 17 lat). Obsesyjny fan zwierząt w swoim pokoju ma psa, żółwia, papugę, rybki i chomika, a to mu jeszcze nie wystarcza i ma staż w zoologicznym. Nie lubi koloru czarnego, dlatego Eri i Isei przekupują go jego ulubionymi cukierkami. Skoro o Isei'u mowa. Na początku cichy, ale jak się go pozna, robi się całkiem wygadany. Jego "konikiem" jest sport, a zwłaszcza deska, ale haczyk jest taki, że nie wolno go zabrać na basen. Jest to równoznaczne z zabraniem do teatru, czyli po prostu znienawidzi człowieka, a gdyby w któryś z tych miejsc ktoś zaczął rapować to może sobie kopać grób. Jednak jego ukochana Eri potrafi sprawić, by się opanował. Eri ( też 17 lat ) projektantka lubiąca czarny, książki, cięższą muzykę i biologię. Jako dziewczyna Isei'a dzieli z nim nienawiść do pływania. Jest moja bratnia duszą, która umie znaleźć słowa i pocieszenie na każda sytuację. Jest wspaniałym słuchaczem, któremu ze spokojem mogę powierzyć co leży mi na sercu. Tyle o moich najbliższych.
/ Przenosimy się do teraźniejszości, słuchając jak Miko gra na gitarze. Byliśmy zasłuchani w jego grę, ale odgłosy strun nagle zagłuszyły drzwi otworzone z hukiem przez Hira. Chłopak wyglądał jakby uciekał przed pociągiem, a do tego później został przez owy pociąg przejechany.
- Hiro co się stało?
- Już, już Kyo. Daj mi wziąć oddech.
- A pali się ?
- Nie Miko, nie pali się.
- To pozwalam Ci go wziąć.
- Jakiś ty wyrozumiały.
- Skoro już go wziąłeś to mów o co chodzi. - Eri postanowiła się włączyć do rozmowy.
- No więc przynoszę najświeższe wieści. Po prostu świeże jak bułeczki.
- Ale o co chodzi. - Teraz dało się słyszeć leciutki głos Yumi. Wszystkich zżerała ciekawość.
- A więc... przyjechała nowa !
- Nie gadaj ! Jak się nazywa ? Ile ma lat ? Skąd jest ?
- Kyoko zwolnij. Zejdźmy na dół i po prostu się przywitajmy, a fakty wyjdą same w praniu.
- Zgadzam się z Sasą.
- Miko ty się ZAWSZE z nią zgadzasz.
- I tu droga Podeszwo ( Tak Miko przezywa Kyo) się nie zgodzę, ponieważ, iż dlatego, że nie robię tego zawsze, a często i to jest różnica. A robię to dlatego, że mówi bardzo sensownie i jakby tak nie mówiła to bym się z nią nie zgadzał. - Powiedział to jak dystyngowany angielski dżentelmen z czasów wiktoriańskich. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy zastanawiać, którędy uciec.- Zrozumiałaś przekaz ?
- Mniej więcej.
I przy takich właśnie rozmowach dotarliśmy do głównego wejścia.. Znaczy bez Hira. Był zmęczony maratonem i stwierdził, że idzie do swojego pokoju. W holu znajdowała się pani Adachi, a koło niej stała jakaś dziewczyna. Miała falowane blond włosy z różowymi końcówkami, ogólnie ubrana była cała na różowo. Różowa sukienka jak u Dzwoneczka i buty na lekkim obcasie. Gdy się dokładniej przyjżałam zobaczyłam, że nad lewym kącikiem ust ma pieprzyk, a jej oczy są koloru, zgadnijcie....różowego. Moje oczy bolą i to bardzo. Nie lubię różowego! To już jest przesada. To tak jakby facet celowo sobie włosy na róż przefarbował ( do tych co się z takimi włosami urodzili nic nie mam, jakby nie było nie mieli żadnego wyboru). Z lekkim uśmiechem i próbując nie zwracać żadnego z posiłków podeszłam do dziewczyny. Po "obczajeniu", iż jest jest lekko wyższa ode mnie, podałam jej rękę.
- Cześć.
- Witam.
- Jestem Sasame Toroshiko. A ty ?
- Nazywam się Rika Hitami.
- Miło mi Cię poznać Riko.
- I wzajemnie. Jesteś jedną z mieszkanek tego sierocińca ?
- Tak, choć tak na prawdę mieszkam tu od niedawna.
Pomyślałam, że jak na razie lepiej jej nie mówić o mojej sytuacji. Po mnie reszta moich przyjaciół przywitała się z dziewczyną. W między czasie Miko, gdzieś znikną i z tego co zarejestrowała moja podzielna uwaga pamiętam, że chyba poszedł zadzwonić do Nejtana. Tak Nejta też z nami nie było. Miał jakąś sesje, czy coś w tym stylu. Moje przemyślenia na temat zniknięcia białowłosego przerwał głos dyrektorki, który kazał nam odprowadzić Rikę do nowego pokoju. Praktycznie całą drogę szłam za "tłumem" nie wiedząc dokładnie dokąd zmierzamy. Dopiero, gdy stanęliśmy przed drzwiami do pokoju, zauważyłam magiczny numerek 6.Czyli blondynka jest moja współlokatorką. No cóż, kiedyś musiał nadejść ten magiczny moment. Ale nie wiem w jaki sposób się do tego przyzwyczaję. Mieszkałam tu sama. Pokój był moja samotnia, miejscem w którym się mogłam odizolować od reszty, wszystko na spokojnie przemyśleć, a teraz, teraz się tak już nie da. Weszliśmy do pomieszczenia. Reszta od razu zabrała się za Rikę i za zadawanie pytań. Nie wiem, czemu, ale jak dla mnie coś z nią jest nie tak. Historia, którą nam o sobie opowiedziała, też dawała wrażenie, że jest wszystko normalnie, ale jedyne co było normalne w tym pokoju to powietrze. Z historii dowiedziałam się, że ma lat 16, urodziła się w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych, a potem przeprowadziła się do Tokio. U nas znalazłam się, bo jej rodzice się rozwodzą i cały czas się kłócą. Władze po prostu bały się, czy jej nie zrobią krzywdy. Niestety i ta historia niby normalna, ale jak dla mnie podejrzana wzbudziła parę zagadkowych myśli. Dlaczego nasz sierociniec, skoro w okolicach Tokio są przynajmniej dwa ? Dlaczego osoba zajmująca się modelingiem przyjechała na taką, że tak powiem "wieś" ? I dlaczego jakoś nie mogę uwierzyć w jej słowa ? Później się tak jakby odcięłam i przestałam zwracać uwagę na to o czym reszta rozmawia. Jakieś pół godziny później zrobiło mi się trochę duszno. Powiedziałam reszcie, że wychodzę i ruszyłam do ogrodów. Przycupnęłam na jednej z wolnych ławek i starałam się ignorować docinki innych. Błądziłam wzrokiem po pozostałych terenach i szukałam Mika. Och ! Zawsze jak czegoś szukam, to akurat nie mogę tego znaleźć. Niby miałam zaraz wrócić, ale tak mi się nie chciało. Może powinnam się przejść i wtedy odnajdę białowłosego ? Nagle ktoś zasłonił mi oczy/
- Zgadnij kto, a dostaniesz nagrodę. - Doskonale znałam ten głos.
- Miko. - Chłopak wziął ręce i usiadł koło mnie - I gdzie moja nagroda ?
- W sumie to nie nagroda, a prezent, ale możesz to tak potraktować. - Zrobił parę ruchów rękami, jakby chciał coś wyczarować z powietrza i nagle w jego prawej ręce pojawił się bukiet białych róż w licznie jedenastu
- Mój Boże! Nie musiałeś.
- Musiałem i chciałem.
- Wiem, że ty nic nie robisz przypadkowo. Dlaczego tyle i dlaczego w takim kolorze ? - Pytając powąchałam kwiaty. Pachniały tak pięknie i tak słodko.
- To prawda. Nie robię nic przypadkowo. Liczba i kolor tez przypadkowe nie są, a co oznaczają. To twoje zadanie na dziś do sprawdzenia. - Mrugną do mnie, robiąc minę, że nic więcej nie powie..
- Czekaj. Ściąłeś włosy.
- Nie prawda.
- Prawda są krótsze i rozpuszczone. Zwykle je wiązałeś na prawą stronę w kucyka.
- I ścieniowane. Przed chwilą wróciłem z miasta. Powiedzmy, że postanowiłem po przywracać parę rzeczy do wcześniejszego stanu bytu. Kwiaty się podobają.
- Bardzo.
- Ale nadal widzę, że coś Cię trapi. Zrobiłem coś nie tak ? - W sumie tak. Dalej nie wiem, co Ci odpowiedzieć, a ty mi wyskakujesz z takim czymś. I do tego Rika. O pierwszym Ci nie powiem, ale o dziewczynie możesz wiedzieć.
- Nie to nie ty... Po prostu mam pewne obawy co do Riki. Jakoś tak nie wierzę w jej słowa. Po za tym. Teraz będę mieć współlokatorkę. Pokój był moją samotnią. Nie mam już żadnego miejsca, żeby usiąść i pomyśleć bez towarzystwa innych.
- Mam rozwiązanie dla twojego problemu.
- Naprawdę.
- Tak. Chodź.
Chwycił mnie za nadgarstek. Wzięłam bukiecik i posłusznie za nim poszłam. Przeszliśmy cały ogród, aż do końca i znaleźliśmy się w rogu bramki/ogrodzenia nie jestem pewna jak to nazwać, w każdym razie więzienie mogłoby nam zazdrościć A wiecie co jest najgorsze. Przez całą drogę moje serce tak szalało, iż myślałam, że chłopak bez żadnego wysiłku może usłyszeć jego odgłos. Czemu przy nim zawsze się muszą dziać takie rzeczy ? Kolorowo-oki kazał mi wejść w krzaki, które się tam znajdowały. No cóż. Okej. I po chwili znaleźliśmy się za ogrodzeniem. Rozumiem krzaczyska zasłaniają brak bramki i spokojnie można się tamtędy przedostać na druga stronę. Sprytne. Staliśmy przed ogromnym lasem. Tym razem zostałam chwycona za dłoń. Weszliśmy w las. I szliśmy prawie nie widomą ścieżką około 10 minut, wyglądając jak para. I znów moje serce szalało. Na twarzy pojawiły się rumieńce, ale białowłosy to zignorował, jakby wiedział o co chodzi. Po następnych pięciu minutach drogi w kompletnej ciszy, chłopak się zatrzymał i kazał mi zamknąć oczy. Ale, że mi ufać nie wolno jednak stwierdził, że sam mi je zasłoni. Przeszliśmy parę kroków w przód przez jakieś krzaki, po czym Miko zdjął ręce. Moim oczom ukazała się polana, ale nie jakaś tam polana. Był to okrąg, wokół którego rosły same kolorowe kwiaty i drzewa, a za nimi rosły te ciemne nijakie zasłaniając wszystko co się ty znajduje. Trawa była niska, jakby ktoś ją regularnie kosił. Po środku znajdowało się drzewko. Nie wysokie, z mnóstwem kolorowych kwiatów i gałązek, przypominające trochę parasol. Stało ono na jakby takiej wysepce, wokół której była woda. Taka mała, bardzo mała sadzawka z drzewkiem po środku. Położyłam bukiecik u "wejścia" i ruszyłam po woli w stronę rośliny. Po chwili białowłosy zrównał ze mną kroki.
- Sasame, chciałem Cię przeprosić. Kłamałem z jedną bardzo ważną rzeczą
- Z jaką ? - Nawet się nie zatrzymałam. Jakaś siła ciągnęła mnie ku wodzie.
- Nie mam odwagi, by Ci teraz o tym powiedzieć. Mam nadzieję, że wszystko sobie przypomnisz, bo ten jeden raz, jakoś nie umiem znaleźć słów.
Doszliśmy do wody. Od razu zauważyłam, że na pniu wisi karteczka. Przyjrzałam się napisowi. " Sasame x Miko". Wspomnienia runęły na mnie jak deszcz. Widziałam, jak pierwszy raz przyszliśmy tu z Mikiem. Jak "sprzątaliśmy polankę, jak trudziliśmy się nad tym, by nikt nie znalazł dziury w ogrodzeniu. Jak usypujemy wysepkę i jak sadzimy nasionka. Widziałam i słyszałam wyraźnie jak chłopak pyta się mnie, czy będę jego dziewczyną. Doskonale słyszałam też odpowiedź. "Tak". I co mnie najbardziej ruszyło. Widziałam bardzo dokładnie jak się pocałowaliśmy ( Jak nieumiejętnie to robiliśmy....) I jak potem przysypujemy ową karteczkę piaskiem, by jej nie porwał wiatr. A więc to tak. My już byliśmy parą... Już kiedyś się na to zgodziłam, by z nim być. Ja....Ja go tak raniłam. Chciałam się rozpłakać, ale Miko, chwycił mnie za ręce.
- Miko ja wszystko pamiętam. My już byliśmy razem, więc dlaczego... dlaczego mi nie powiedziałeś ?
- Byłaś roztrzęsiona po zdradzie Izuki'ego, potem przeniesienie, bałem się, że się będziesz obwiniać i że będzie to dla Ciebie za dużo. Powiedzmy, że też sama sytuacja z tym chłopakiem ze szpitala mnie przybiła. Nie chciałem rzucać wszystkiego na raz. - Ma racje. Płakałam przy nim o to, że Izuki mnie zdradził w momencie, gdy on miał świadomość, że parę miesięcy temu byliśmy parą. Co ja najlepszego zrobiłam.
- Miko. Ostatnio wiele o tym myślałam. Czy mogę nadal być twoją dziewczyną ?
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie.
Chłopak zbliżył się do mnie po woli i podniósł podbródek, a potem delikatnie musną moje usta. I nie ma co się ukrywać, oczywiste jest, że na jednym pocałunku się nie skończyło...
- A pali się ?
- Nie Miko, nie pali się.
- To pozwalam Ci go wziąć.
- Jakiś ty wyrozumiały.
- Skoro już go wziąłeś to mów o co chodzi. - Eri postanowiła się włączyć do rozmowy.
- No więc przynoszę najświeższe wieści. Po prostu świeże jak bułeczki.
- Ale o co chodzi. - Teraz dało się słyszeć leciutki głos Yumi. Wszystkich zżerała ciekawość.
- A więc... przyjechała nowa !
- Nie gadaj ! Jak się nazywa ? Ile ma lat ? Skąd jest ?
- Kyoko zwolnij. Zejdźmy na dół i po prostu się przywitajmy, a fakty wyjdą same w praniu.
- Zgadzam się z Sasą.
- Miko ty się ZAWSZE z nią zgadzasz.
- I tu droga Podeszwo ( Tak Miko przezywa Kyo) się nie zgodzę, ponieważ, iż dlatego, że nie robię tego zawsze, a często i to jest różnica. A robię to dlatego, że mówi bardzo sensownie i jakby tak nie mówiła to bym się z nią nie zgadzał. - Powiedział to jak dystyngowany angielski dżentelmen z czasów wiktoriańskich. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy zastanawiać, którędy uciec.- Zrozumiałaś przekaz ?
- Mniej więcej.
I przy takich właśnie rozmowach dotarliśmy do głównego wejścia.. Znaczy bez Hira. Był zmęczony maratonem i stwierdził, że idzie do swojego pokoju. W holu znajdowała się pani Adachi, a koło niej stała jakaś dziewczyna. Miała falowane blond włosy z różowymi końcówkami, ogólnie ubrana była cała na różowo. Różowa sukienka jak u Dzwoneczka i buty na lekkim obcasie. Gdy się dokładniej przyjżałam zobaczyłam, że nad lewym kącikiem ust ma pieprzyk, a jej oczy są koloru, zgadnijcie....różowego. Moje oczy bolą i to bardzo. Nie lubię różowego! To już jest przesada. To tak jakby facet celowo sobie włosy na róż przefarbował ( do tych co się z takimi włosami urodzili nic nie mam, jakby nie było nie mieli żadnego wyboru). Z lekkim uśmiechem i próbując nie zwracać żadnego z posiłków podeszłam do dziewczyny. Po "obczajeniu", iż jest jest lekko wyższa ode mnie, podałam jej rękę.
- Cześć.
- Witam.
- Jestem Sasame Toroshiko. A ty ?
- Nazywam się Rika Hitami.
- Miło mi Cię poznać Riko.
- I wzajemnie. Jesteś jedną z mieszkanek tego sierocińca ?
- Tak, choć tak na prawdę mieszkam tu od niedawna.
Pomyślałam, że jak na razie lepiej jej nie mówić o mojej sytuacji. Po mnie reszta moich przyjaciół przywitała się z dziewczyną. W między czasie Miko, gdzieś znikną i z tego co zarejestrowała moja podzielna uwaga pamiętam, że chyba poszedł zadzwonić do Nejtana. Tak Nejta też z nami nie było. Miał jakąś sesje, czy coś w tym stylu. Moje przemyślenia na temat zniknięcia białowłosego przerwał głos dyrektorki, który kazał nam odprowadzić Rikę do nowego pokoju. Praktycznie całą drogę szłam za "tłumem" nie wiedząc dokładnie dokąd zmierzamy. Dopiero, gdy stanęliśmy przed drzwiami do pokoju, zauważyłam magiczny numerek 6.Czyli blondynka jest moja współlokatorką. No cóż, kiedyś musiał nadejść ten magiczny moment. Ale nie wiem w jaki sposób się do tego przyzwyczaję. Mieszkałam tu sama. Pokój był moja samotnia, miejscem w którym się mogłam odizolować od reszty, wszystko na spokojnie przemyśleć, a teraz, teraz się tak już nie da. Weszliśmy do pomieszczenia. Reszta od razu zabrała się za Rikę i za zadawanie pytań. Nie wiem, czemu, ale jak dla mnie coś z nią jest nie tak. Historia, którą nam o sobie opowiedziała, też dawała wrażenie, że jest wszystko normalnie, ale jedyne co było normalne w tym pokoju to powietrze. Z historii dowiedziałam się, że ma lat 16, urodziła się w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych, a potem przeprowadziła się do Tokio. U nas znalazłam się, bo jej rodzice się rozwodzą i cały czas się kłócą. Władze po prostu bały się, czy jej nie zrobią krzywdy. Niestety i ta historia niby normalna, ale jak dla mnie podejrzana wzbudziła parę zagadkowych myśli. Dlaczego nasz sierociniec, skoro w okolicach Tokio są przynajmniej dwa ? Dlaczego osoba zajmująca się modelingiem przyjechała na taką, że tak powiem "wieś" ? I dlaczego jakoś nie mogę uwierzyć w jej słowa ? Później się tak jakby odcięłam i przestałam zwracać uwagę na to o czym reszta rozmawia. Jakieś pół godziny później zrobiło mi się trochę duszno. Powiedziałam reszcie, że wychodzę i ruszyłam do ogrodów. Przycupnęłam na jednej z wolnych ławek i starałam się ignorować docinki innych. Błądziłam wzrokiem po pozostałych terenach i szukałam Mika. Och ! Zawsze jak czegoś szukam, to akurat nie mogę tego znaleźć. Niby miałam zaraz wrócić, ale tak mi się nie chciało. Może powinnam się przejść i wtedy odnajdę białowłosego ? Nagle ktoś zasłonił mi oczy/
- Zgadnij kto, a dostaniesz nagrodę. - Doskonale znałam ten głos.
- Miko. - Chłopak wziął ręce i usiadł koło mnie - I gdzie moja nagroda ?
- W sumie to nie nagroda, a prezent, ale możesz to tak potraktować. - Zrobił parę ruchów rękami, jakby chciał coś wyczarować z powietrza i nagle w jego prawej ręce pojawił się bukiet białych róż w licznie jedenastu
- Mój Boże! Nie musiałeś.
- Musiałem i chciałem.
- Wiem, że ty nic nie robisz przypadkowo. Dlaczego tyle i dlaczego w takim kolorze ? - Pytając powąchałam kwiaty. Pachniały tak pięknie i tak słodko.
- To prawda. Nie robię nic przypadkowo. Liczba i kolor tez przypadkowe nie są, a co oznaczają. To twoje zadanie na dziś do sprawdzenia. - Mrugną do mnie, robiąc minę, że nic więcej nie powie..
- Czekaj. Ściąłeś włosy.
- Nie prawda.
- Prawda są krótsze i rozpuszczone. Zwykle je wiązałeś na prawą stronę w kucyka.
- I ścieniowane. Przed chwilą wróciłem z miasta. Powiedzmy, że postanowiłem po przywracać parę rzeczy do wcześniejszego stanu bytu. Kwiaty się podobają.
- Bardzo.
- Ale nadal widzę, że coś Cię trapi. Zrobiłem coś nie tak ? - W sumie tak. Dalej nie wiem, co Ci odpowiedzieć, a ty mi wyskakujesz z takim czymś. I do tego Rika. O pierwszym Ci nie powiem, ale o dziewczynie możesz wiedzieć.
- Nie to nie ty... Po prostu mam pewne obawy co do Riki. Jakoś tak nie wierzę w jej słowa. Po za tym. Teraz będę mieć współlokatorkę. Pokój był moją samotnią. Nie mam już żadnego miejsca, żeby usiąść i pomyśleć bez towarzystwa innych.
- Mam rozwiązanie dla twojego problemu.
- Naprawdę.
- Tak. Chodź.
Chwycił mnie za nadgarstek. Wzięłam bukiecik i posłusznie za nim poszłam. Przeszliśmy cały ogród, aż do końca i znaleźliśmy się w rogu bramki/ogrodzenia nie jestem pewna jak to nazwać, w każdym razie więzienie mogłoby nam zazdrościć A wiecie co jest najgorsze. Przez całą drogę moje serce tak szalało, iż myślałam, że chłopak bez żadnego wysiłku może usłyszeć jego odgłos. Czemu przy nim zawsze się muszą dziać takie rzeczy ? Kolorowo-oki kazał mi wejść w krzaki, które się tam znajdowały. No cóż. Okej. I po chwili znaleźliśmy się za ogrodzeniem. Rozumiem krzaczyska zasłaniają brak bramki i spokojnie można się tamtędy przedostać na druga stronę. Sprytne. Staliśmy przed ogromnym lasem. Tym razem zostałam chwycona za dłoń. Weszliśmy w las. I szliśmy prawie nie widomą ścieżką około 10 minut, wyglądając jak para. I znów moje serce szalało. Na twarzy pojawiły się rumieńce, ale białowłosy to zignorował, jakby wiedział o co chodzi. Po następnych pięciu minutach drogi w kompletnej ciszy, chłopak się zatrzymał i kazał mi zamknąć oczy. Ale, że mi ufać nie wolno jednak stwierdził, że sam mi je zasłoni. Przeszliśmy parę kroków w przód przez jakieś krzaki, po czym Miko zdjął ręce. Moim oczom ukazała się polana, ale nie jakaś tam polana. Był to okrąg, wokół którego rosły same kolorowe kwiaty i drzewa, a za nimi rosły te ciemne nijakie zasłaniając wszystko co się ty znajduje. Trawa była niska, jakby ktoś ją regularnie kosił. Po środku znajdowało się drzewko. Nie wysokie, z mnóstwem kolorowych kwiatów i gałązek, przypominające trochę parasol. Stało ono na jakby takiej wysepce, wokół której była woda. Taka mała, bardzo mała sadzawka z drzewkiem po środku. Położyłam bukiecik u "wejścia" i ruszyłam po woli w stronę rośliny. Po chwili białowłosy zrównał ze mną kroki.
- Sasame, chciałem Cię przeprosić. Kłamałem z jedną bardzo ważną rzeczą
- Z jaką ? - Nawet się nie zatrzymałam. Jakaś siła ciągnęła mnie ku wodzie.
- Nie mam odwagi, by Ci teraz o tym powiedzieć. Mam nadzieję, że wszystko sobie przypomnisz, bo ten jeden raz, jakoś nie umiem znaleźć słów.
Doszliśmy do wody. Od razu zauważyłam, że na pniu wisi karteczka. Przyjrzałam się napisowi. " Sasame x Miko". Wspomnienia runęły na mnie jak deszcz. Widziałam, jak pierwszy raz przyszliśmy tu z Mikiem. Jak "sprzątaliśmy polankę, jak trudziliśmy się nad tym, by nikt nie znalazł dziury w ogrodzeniu. Jak usypujemy wysepkę i jak sadzimy nasionka. Widziałam i słyszałam wyraźnie jak chłopak pyta się mnie, czy będę jego dziewczyną. Doskonale słyszałam też odpowiedź. "Tak". I co mnie najbardziej ruszyło. Widziałam bardzo dokładnie jak się pocałowaliśmy ( Jak nieumiejętnie to robiliśmy....) I jak potem przysypujemy ową karteczkę piaskiem, by jej nie porwał wiatr. A więc to tak. My już byliśmy parą... Już kiedyś się na to zgodziłam, by z nim być. Ja....Ja go tak raniłam. Chciałam się rozpłakać, ale Miko, chwycił mnie za ręce.
- Miko ja wszystko pamiętam. My już byliśmy razem, więc dlaczego... dlaczego mi nie powiedziałeś ?
- Byłaś roztrzęsiona po zdradzie Izuki'ego, potem przeniesienie, bałem się, że się będziesz obwiniać i że będzie to dla Ciebie za dużo. Powiedzmy, że też sama sytuacja z tym chłopakiem ze szpitala mnie przybiła. Nie chciałem rzucać wszystkiego na raz. - Ma racje. Płakałam przy nim o to, że Izuki mnie zdradził w momencie, gdy on miał świadomość, że parę miesięcy temu byliśmy parą. Co ja najlepszego zrobiłam.
- Miko. Ostatnio wiele o tym myślałam. Czy mogę nadal być twoją dziewczyną ?
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie.
Chłopak zbliżył się do mnie po woli i podniósł podbródek, a potem delikatnie musną moje usta. I nie ma co się ukrywać, oczywiste jest, że na jednym pocałunku się nie skończyło...

