piątek, 27 marca 2015

Rozdział trzeci

     / Gomen. Miało być wcześniej, ale zgubiłam rysunek...
Mam nadzieje, że was nie zawiodłam.
I apel do ludzi "ninja". Nie musicie się ukrywać.
Nie gryzę  ;) / 


          Tego co się działo przez następne kilka tygodni opisywać nie będę,  bo wyglądało by to co najmniej nudno.  Wiecie : wstałam, ubrałam się,  zjadłam, spotkanie z przyjaciółmi,  akcje służące bym sobie coś przypomniała i spać.  W gruncie rzeczy ani razu nie byłam w pokoju żadnego z moich przyjaciół.  Wszyscy, którzy jak widać znali mnie " najlepiej" patrzyli się na mnie jakbym przed chwilą wyszła z zakładu psychiatrycznego,  a nie odbyło się także od wyzwisk,  pokazywania palcem i nie miłych komentarzy.  I jeśli chodzi o te trzy/cztery tygodnie to tak to mniej więcej wyglądało. A właśnie "wyglądało". Opisałam wam tylko ułożenie "podwórka", to teraz czas na resztę do której udało mi się dotrzeć, bo przyznaję były takie miejsca w które nie weszłam, tylko dlatego, że bałam się znajdujących w ich pobliżu ludzi. Zaczynając od parteru znajduje się tu kuchnia, piwnice, garaże, sale gimnastyczne i kwatera pani Adachi połączona z recepcją i księgowością. Następnie piętro i wyżej. są to w większości pokoje, łazienki i czasem jakiś składzik, a i czasem można trafić na coś w stylu kafejki internetowej. Wiecie komputery, internet i jakieś ciastka w szafce. Nadal nie rozumiem tego co "przemawiało" do mnie w  snach, ale zaczęłam to spisywać w zeszycie, który później był tak szczelnie chowany jak Death Note przez Raita. Co dalej... A tak ostatni tydzień spędzałam kolejno z każdym z przyjaciół, by się o nich czegoś dowiedzieć. Stwierdzam,  że tez powinniście ich poznać, więc króciutko nakreślę wam ich osobowości. Zaczniemy od mojego prześladowcy ze szpitala. Nejtan. Jest początkującym fotografem ( ma 18 lat), a w ramach przeprosin zabrał mnie do Kobe ( lubi podróżować), gdzie zobaczyłam jak robi sesje modelkom oraz mi. Mam całe tkz. portfolio. Dowiedziałam się, że urodził się w Madrycie w Hiszpanii, ale nie powiedział, dlaczego jest aktualnie w Japonii. Zaciekły fan technologii, innowacji i nowoczesnej mody. Następnie Kyoko ( lat 17) - obsesyjna fanatyczka butów. Podobno ma staż w jakiejś firmie obuwniczej. Uwielbia ostre rzeczy, za to nienawidzi czekolady. Jak można nie lubić czekolady ?! Kocha zwierzęta, a zwłaszcza te duże i ma straszną klaustrofobie. Tu chyba tyle. Next Yumi ( lat 16). I tu mamy fankę sukienek, wszystkiego co słodkie, wszelakich dodatków, kwiatów i muzyki klasycznej. Umie też grać na skrzypcach,a urodziła się w Paryżu we Francji. Następnie barwna osóbka, którą jest Hiro ( 17 lat). Obsesyjny fan zwierząt w swoim pokoju ma psa, żółwia, papugę, rybki i chomika, a to mu jeszcze nie wystarcza i ma staż w zoologicznym. Nie lubi koloru czarnego, dlatego Eri i Isei przekupują go jego ulubionymi cukierkami. Skoro o Isei'u mowa. Na początku cichy, ale jak się go pozna, robi się całkiem wygadany. Jego "konikiem" jest sport, a zwłaszcza deska, ale haczyk jest taki, że nie wolno go zabrać na basen. Jest to równoznaczne z zabraniem do teatru, czyli po prostu znienawidzi człowieka, a gdyby w któryś z tych miejsc ktoś zaczął rapować to może sobie kopać grób. Jednak jego ukochana Eri potrafi sprawić, by się opanował. Eri (  też 17 lat ) projektantka lubiąca czarny, książki, cięższą muzykę i biologię. Jako dziewczyna Isei'a dzieli z nim nienawiść do pływania. Jest moja bratnia duszą, która umie znaleźć słowa i pocieszenie na każda sytuację. Jest wspaniałym słuchaczem, któremu ze spokojem mogę powierzyć co leży mi na sercu. Tyle o moich najbliższych.
/ Przenosimy się do teraźniejszości, słuchając jak Miko gra na gitarze. Byliśmy zasłuchani w jego grę,  ale odgłosy strun nagle zagłuszyły drzwi otworzone z hukiem przez Hira.  Chłopak wyglądał jakby uciekał przed pociągiem, a do tego później został przez owy pociąg przejechany.  
- Hiro co się stało? 
- Już, już Kyo.  Daj mi wziąć oddech.
- A pali się ?
- Nie Miko, nie pali się.
- To pozwalam Ci go wziąć.
- Jakiś ty wyrozumiały.
- Skoro już go wziąłeś to mów o co chodzi. - Eri postanowiła się włączyć do rozmowy.
- No więc przynoszę najświeższe wieści. Po prostu świeże jak bułeczki.
- Ale o co chodzi. - Teraz dało się słyszeć leciutki głos Yumi. Wszystkich zżerała ciekawość.
- A więc... przyjechała nowa !
- Nie gadaj ! Jak się nazywa ? Ile ma lat ? Skąd jest ?
- Kyoko zwolnij. Zejdźmy na dół i po prostu się przywitajmy, a fakty wyjdą same w praniu.
- Zgadzam się z Sasą.
- Miko ty się ZAWSZE z nią zgadzasz.
- I tu droga Podeszwo ( Tak Miko przezywa Kyo) się nie zgodzę, ponieważ, iż dlatego, że nie robię tego zawsze, a często i to jest różnica. A robię to dlatego, że mówi bardzo sensownie i jakby tak nie mówiła to bym się z nią nie zgadzał. - Powiedział to jak dystyngowany angielski dżentelmen z czasów wiktoriańskich. Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy zastanawiać,  którędy uciec.- Zrozumiałaś przekaz ?
- Mniej więcej.
   I przy takich właśnie rozmowach dotarliśmy do głównego wejścia.. Znaczy bez Hira. Był zmęczony maratonem i stwierdził, że idzie do swojego pokoju. W holu znajdowała się pani Adachi, a koło niej stała jakaś dziewczyna. Miała falowane blond włosy z różowymi końcówkami, ogólnie ubrana była cała na różowo. Różowa sukienka jak u Dzwoneczka i buty na lekkim obcasie. Gdy się dokładniej przyjżałam zobaczyłam, że nad lewym kącikiem ust ma pieprzyk,  a jej oczy są koloru, zgadnijcie....różowego. Moje oczy bolą i to bardzo. Nie lubię różowego! To już jest przesada. To tak jakby facet celowo sobie włosy na róż przefarbował ( do tych co się z takimi włosami urodzili nic nie mam, jakby nie było nie mieli żadnego wyboru). Z lekkim uśmiechem i próbując nie zwracać żadnego z posiłków podeszłam  do dziewczyny. Po "obczajeniu", iż jest jest lekko wyższa ode mnie, podałam jej rękę.
- Cześć.
- Witam.
- Jestem Sasame Toroshiko. A ty ?
- Nazywam się Rika Hitami.
- Miło mi Cię poznać Riko.
- I wzajemnie. Jesteś jedną z mieszkanek tego sierocińca ?
- Tak, choć tak na prawdę mieszkam tu od niedawna.
      Pomyślałam, że jak na razie lepiej jej nie mówić o mojej sytuacji. Po mnie reszta moich przyjaciół przywitała się z dziewczyną. W między czasie Miko, gdzieś znikną i z tego co zarejestrowała moja podzielna uwaga pamiętam, że chyba poszedł zadzwonić do Nejtana. Tak Nejta też z nami nie było. Miał jakąś sesje, czy coś w tym stylu. Moje przemyślenia na temat zniknięcia białowłosego przerwał głos dyrektorki, który kazał nam odprowadzić Rikę do nowego pokoju. Praktycznie całą drogę szłam za "tłumem" nie wiedząc dokładnie dokąd zmierzamy. Dopiero, gdy stanęliśmy przed drzwiami do pokoju, zauważyłam magiczny numerek 6.Czyli blondynka jest moja współlokatorką. No cóż, kiedyś musiał nadejść ten magiczny moment. Ale nie wiem w jaki sposób się do tego przyzwyczaję. Mieszkałam tu sama. Pokój był moja samotnia, miejscem w którym się mogłam odizolować od reszty, wszystko na spokojnie przemyśleć, a teraz, teraz się tak już nie da. Weszliśmy do pomieszczenia. Reszta od razu zabrała się za Rikę i za zadawanie pytań. Nie wiem, czemu, ale jak dla mnie coś z nią jest nie tak. Historia, którą nam o sobie opowiedziała, też dawała wrażenie, że jest wszystko normalnie, ale jedyne co było normalne w tym pokoju to powietrze. Z historii dowiedziałam się, że ma lat 16, urodziła się w Los Angeles w Stanach Zjednoczonych, a potem przeprowadziła się do Tokio. U nas znalazłam się, bo jej rodzice się rozwodzą i cały czas się kłócą. Władze po prostu bały się, czy jej nie zrobią krzywdy. Niestety i ta historia niby normalna, ale jak dla mnie podejrzana wzbudziła parę zagadkowych myśli. Dlaczego nasz sierociniec, skoro w okolicach Tokio są przynajmniej dwa ? Dlaczego osoba zajmująca się modelingiem przyjechała na taką, że tak powiem "wieś" ? I dlaczego jakoś nie mogę uwierzyć w jej słowa ?  Później się tak jakby odcięłam i przestałam zwracać uwagę na to o czym reszta rozmawia. Jakieś pół godziny później zrobiło mi się trochę duszno. Powiedziałam reszcie, że wychodzę i ruszyłam do ogrodów. Przycupnęłam na jednej z wolnych ławek i starałam się ignorować docinki innych. Błądziłam wzrokiem po pozostałych terenach i szukałam Mika. Och ! Zawsze jak czegoś szukam, to akurat nie mogę tego znaleźć. Niby miałam zaraz wrócić, ale tak mi się nie chciało. Może powinnam się przejść i wtedy odnajdę białowłosego ? Nagle ktoś zasłonił mi oczy/
- Zgadnij kto, a dostaniesz nagrodę. -  Doskonale znałam ten głos.
- Miko. - Chłopak wziął ręce i usiadł koło mnie - I gdzie moja nagroda ?
- W sumie to nie nagroda, a prezent, ale możesz to tak potraktować. - Zrobił parę ruchów rękami, jakby chciał coś wyczarować z powietrza i nagle w jego prawej ręce pojawił się bukiet białych róż w licznie jedenastu
- Mój Boże! Nie musiałeś.
- Musiałem i chciałem.
- Wiem, że ty nic nie robisz przypadkowo. Dlaczego tyle i dlaczego w takim kolorze ? - Pytając powąchałam kwiaty. Pachniały tak pięknie i tak słodko.
- To prawda. Nie robię nic przypadkowo. Liczba i kolor tez przypadkowe nie są, a co oznaczają. To twoje zadanie na dziś do sprawdzenia. - Mrugną do mnie,  robiąc minę,  że nic więcej nie powie..
- Czekaj. Ściąłeś włosy.
- Nie prawda.
- Prawda są krótsze i rozpuszczone. Zwykle je wiązałeś na prawą stronę w kucyka.
- I ścieniowane. Przed chwilą wróciłem z miasta. Powiedzmy, że postanowiłem po przywracać parę rzeczy do wcześniejszego stanu bytu. Kwiaty się podobają.
- Bardzo.
- Ale nadal widzę, że coś Cię trapi. Zrobiłem coś nie tak ? - W sumie tak. Dalej nie wiem, co Ci odpowiedzieć, a ty mi wyskakujesz z takim czymś. I do tego Rika. O pierwszym Ci nie powiem, ale o dziewczynie możesz wiedzieć.
- Nie to nie ty... Po prostu mam pewne obawy co do Riki. Jakoś tak nie wierzę w jej słowa. Po za tym. Teraz będę mieć współlokatorkę. Pokój był moją samotnią. Nie mam już żadnego miejsca, żeby usiąść i pomyśleć bez towarzystwa innych.
- Mam rozwiązanie dla twojego problemu.
- Naprawdę.
- Tak. Chodź.
    Chwycił mnie za nadgarstek. Wzięłam bukiecik i posłusznie za nim poszłam. Przeszliśmy cały ogród, aż do końca i znaleźliśmy się w rogu bramki/ogrodzenia nie jestem pewna jak to nazwać, w każdym razie więzienie mogłoby nam zazdrościć A wiecie co jest najgorsze. Przez całą drogę moje serce tak szalało, iż myślałam,  że chłopak bez żadnego wysiłku może usłyszeć jego odgłos. Czemu przy nim zawsze się muszą dziać takie rzeczy ? Kolorowo-oki kazał mi wejść w krzaki, które się tam znajdowały. No cóż. Okej. I po chwili znaleźliśmy się za ogrodzeniem. Rozumiem krzaczyska zasłaniają brak bramki i spokojnie można się tamtędy przedostać na druga stronę. Sprytne. Staliśmy przed ogromnym lasem. Tym razem zostałam chwycona za dłoń. Weszliśmy w las. I szliśmy prawie nie widomą ścieżką około 10 minut, wyglądając jak para. I znów moje serce szalało. Na twarzy pojawiły się rumieńce, ale białowłosy to zignorował, jakby wiedział o co chodzi. Po następnych pięciu minutach drogi w kompletnej ciszy, chłopak się zatrzymał i kazał mi zamknąć oczy. Ale, że mi ufać nie wolno jednak stwierdził, że sam mi je zasłoni. Przeszliśmy parę kroków w przód przez jakieś krzaki,  po czym Miko zdjął ręce. Moim oczom ukazała się polana, ale nie jakaś tam polana. Był to okrąg, wokół którego rosły same kolorowe kwiaty i drzewa, a za nimi rosły te ciemne nijakie zasłaniając wszystko co się ty znajduje. Trawa była niska, jakby ktoś ją regularnie kosił. Po środku znajdowało się drzewko. Nie wysokie,  z mnóstwem kolorowych kwiatów i gałązek, przypominające trochę parasol. Stało ono na jakby takiej wysepce, wokół której była woda. Taka mała, bardzo mała sadzawka z drzewkiem po środku. Położyłam bukiecik u "wejścia" i ruszyłam po woli w stronę rośliny. Po chwili białowłosy zrównał ze mną kroki.
- Sasame, chciałem Cię przeprosić. Kłamałem z jedną bardzo ważną rzeczą
- Z jaką ? - Nawet się nie zatrzymałam. Jakaś siła ciągnęła mnie ku wodzie.
- Nie mam odwagi, by Ci teraz o tym powiedzieć. Mam nadzieję, że wszystko sobie przypomnisz,  bo ten jeden raz, jakoś nie umiem znaleźć słów.
   Doszliśmy do wody. Od razu zauważyłam, że  na pniu wisi karteczka. Przyjrzałam się napisowi. " Sasame x Miko". Wspomnienia runęły na mnie jak deszcz. Widziałam, jak pierwszy raz przyszliśmy tu z Mikiem. Jak "sprzątaliśmy polankę, jak trudziliśmy się nad tym, by nikt nie znalazł dziury w ogrodzeniu. Jak usypujemy wysepkę i jak sadzimy nasionka. Widziałam i słyszałam wyraźnie jak chłopak pyta się mnie, czy będę jego dziewczyną. Doskonale słyszałam też odpowiedź. "Tak". I co mnie najbardziej ruszyło. Widziałam bardzo dokładnie jak się pocałowaliśmy ( Jak nieumiejętnie to robiliśmy....) I jak potem przysypujemy ową karteczkę piaskiem, by  jej nie porwał wiatr. A więc to tak. My już byliśmy parą... Już kiedyś się na to zgodziłam, by z nim być. Ja....Ja go tak raniłam. Chciałam się rozpłakać, ale Miko, chwycił mnie za ręce.
- Miko ja wszystko pamiętam. My już byliśmy razem, więc dlaczego... dlaczego mi nie powiedziałeś ?
- Byłaś roztrzęsiona po zdradzie Izuki'ego, potem przeniesienie, bałem się, że się będziesz obwiniać i że będzie to dla Ciebie za dużo. Powiedzmy, że też sama sytuacja z tym chłopakiem ze szpitala mnie przybiła. Nie chciałem rzucać wszystkiego na raz. - Ma racje. Płakałam przy nim o to, że Izuki mnie zdradził w momencie,  gdy on miał świadomość, że parę miesięcy temu byliśmy parą. Co ja najlepszego zrobiłam.
- Miko. Ostatnio wiele o tym myślałam. Czy mogę nadal być twoją dziewczyną ?
- Byłbym najszczęśliwszym człowiekiem we wszechświecie.
    Chłopak zbliżył się do mnie po woli i podniósł podbródek, a potem delikatnie musną moje usta. I nie ma co się ukrywać, oczywiste jest, że na jednym pocałunku się nie skończyło...




czwartek, 26 lutego 2015

Rozdział drugi

       Nie wieżę temu co słyszę.  Nejtan.  Ten Nejtan jest tutaj ! Dlaczego ? Przecież to jest niemożliwe ! Tak się cieszyłam,  że już więcej go nie spotkam, a tu nagle mi wyskakują z czymś takim. No cóż. Trzeba się będzie dowiedzieć o co w tym wszystkim chodziło. Dlaczego  w szpitalu nie powiedział mi o wszystkim ?
- Sasa ! Ziemia do Sasame ! Ocknij się kobieto ! 
- Przepraszam Cię  Eri, zamyśliłam się.
- Nie szkodzi. Myślałaś o Nejcie ?
- Tak. Jest tyle rzeczy których nie jestem w stanie zrozumieć.
- Spokojnie. Jak się z nim zobaczysz wszystko się wyjaśni.- Czerwono włosa wyraźnie mnie pocieszyła.  Już po chwili zapomniałam o powodzie swojego wcześniejszego zamyślenia.  Zjedliśmy śniadanie  i wyszliśmy na podwórko.  Cały budynek był w kształcie czegoś takiego = |__|. Ogrody,  ławeczki i miejsca do zabawy na świeżym powietrzu znajdowały się po środku.  Zaczęliśmy rozmowę na wszelakie tematy. I w zasadzie już po chwili czułam się wśród nich tak swobodnie jakbym pamiętała wszystko i jakby się nic nie stało. Oni wszyscy są naprawdę bardzo miłymi i przyjaznymi ludźmi. W sumie nie wiem dlaczego tak się bałam tutaj wrócić i spotkać z nimi. W sumie nie wiem o co poszło, ale nagle Hiro zaczął się sprzeczać z Kyoko. Cała ta rozmowa jaką ja usłyszałam,  miała taki wielki sens, że aż postanowiłam ją zapisać.
- Jakbyś był dziewczyną, na pewno zmieniłbyś zadanie.
- Poczekaj chwilkę, tylko wyjmę z kieszeni mój magiczny pierścionek do zmieniania się w kobietę.- Włożył ręce do kieszeni na znak, że czegoś szuka. - Wiesz nie mogę znaleźć. Zastanawiam się czemu. A już wiem ! Bo ten pierścionek nie istnieje ! A ja, czy tego chcę, czy nie NIE MOGĘ BYĆ DZIEWCZYNĄ !
- A chciałbyś?
- A czy ja Ci wyglądam jakbym chciał być ?
- No tak trochę. Jakby tu dodać, a tam odjąć i trochę włosów dopiąć. To nawet nawet , by było.
- Przypomnij mi dlaczego ja cię jeszcze nie zabiłem ?
- Bo za zabójstwo grozi kara od 8 do 25 lat pozbawienia wolności, ewentualnie jest jeszcze dożywocie.
     Blondyn zrezygnował z odpowiedzi, a za to my zaczęliśmy się śmiać w najlepsze. Ani on, ani Kyoko nie wiedzieli dlaczego to robimy, ale po chwili i tak do nas dołączyli. Niestety mimo, iż było bardzo przyjemnie, czułam się bardzo zmęczona. Postanowiłam wrócić do pokoju. Eri zaproponowała,  że mnie odproawdzi. Nie miałam nic przeciwko, zwłaszcza, że jeszcze nie za bardzo odnajdywałam się w krętych korytarzach w budynku.  Gdy tylko weszłyśmy do środka, usłyszałam głos dziewczyny.
- Widziałam, że wcześniej na wzmiankę o Nejtanie, zbledłaś. Jest coś o czym nie wiem ?
-  Nie.Znaczy tak. Ja spotkałam go w szpitalu. Przeżyłam wtedy bardzo dużo dziwnych i niepokojących sytuacji.
- Rozumiem. Mówił mi, że Cię spotkał, ale był wyraźnie zaniepokojony po powrocie. Mówił, że przed nim uciekałaś. Opowiesz mi jak to wyglądało z twojej strony ?
- Jasne. - Zaczęłam opowiadać o moim pobycie w szpitalu, o tym jak poznałam Nejtana i o Izuki'm. O Miku na razie nie wspominałam. To chyba nie było już ważne, bo znajdowało się po za opowieścią. Dziewczyna słuchała z wielką uwagą. Byłam jej za to wdzięczna. - Tyle.
- Myślę, że powinnaś się z  nim spotkać jak najszybciej i powyjaśniać te zdarzenia. Ja tutaj muszę się oddzielić. Zmierzam do pewnego pokoju. Trafisz sama ?
- Mam nadzieję.
- Postaraj się nie zgubić. - Dziewczyna ruszyła w inny korytarz, a ja szłam dalej przed siebie próbując sobie przypomnieć, w którą stronę mam za chwilę skręcić.  Ale moja zacna osoba ma zawsze takie szczęście, że musi na kogoś wpaść.
- Przepraszam, nie zauważyłem Cię. - Usłyszałam znajomy głos, a później zobaczyłam rękę wyciągniętą w moją stronę. Po chwili spojrzałam na twarz owego osobnika.
- Nejtan...- Już chciałam powiedzieć "Co ty tu robisz?" lub "Zostaw mnie", ale przecież Eri mówiła, że nie jest zły. - Nic się nie stało.
- Na pewno ?
- Tak. W sumie tez przepraszam. Ja na ciebie też wpadłam.
- Ale to nie ja siedzę na podłodze. - Fakt, nadal byłam na ziemi. Chwyciłam się jego ręki i wstałam. - W sumie to właśnie do ciebie szedłem.
- A ja własnie wracałam do pokoju. Z tym ,że nie wiem dokładnie jak tam trafić.
- Zaprowadzę cię.
         Ruszyliśmy korytarzem "przed siebie i jeszcze dalej ", usłyszałam to od Hira. Bardzo fajny zwrocik. Droga minęła nam w ciszy, a po chwili staliśmy już pod "moimi" drzwiami. Wpuściłam chłopaka do   środka, po czym weszłam sama. Usiadłam na łóżku, a on poszedł w moje ślady. W sumie siedzieliśmy jeszcze w ciszy przez parę minut,  ale w końcu to on zebrał się pierwszy na odwagę, by się odezwać.
-  Sasame. Słuchaj. Wiem, ze w szpitalu zdarzyło się parę niefortunnych sytuacji, ale chciałbym je teraz z tobą wyjaśnić. Nie chce nieporozumień, a wiem, że to właśnie przez nie unikałaś mnie jak ognia.
- To była też trochę wina Izuki'ego, a po za tym trochę się bałam.
- No więc tak. Ja najpierw opowiem Ci swoją wersję, a później będziemy konfrontować to co się nie zgadza.
- Jestem za.
- A więc. Na początku nie wiedziałem, że byłaś w szpitalu. Zauważyłem Cię przypadkowo, kiedy "spacerowałem" po budynku. Znałem cię i chciałem podejść, ale ty byłaś nieprzytomna, więc zrezygnowałem. Potem poznałem Sori'ego i Izuki'ego, który jak się okazało był z tobą na oddziale. Nie lubiłem nigdy czarnowłosego i szczerze miałem przeczucie, że, gdy się do niego przywiążesz, mogą pojawić się problemy. Zresztą brunet za mną tez specjalnie nie przepadał, ale jak to mówią "Przyjaciół trzymaj blisko, a wrogów jeszcze bliżej." W momencie, kiedy się obudziłaś ja byłem na badaniach. Żałowałem,  że ten cwel będzie pierwszy, ale spróbowałem  odegrać złego chłopca, który nie dopuści nikogo do ukochanej. Jednak nie wyszło to za dobrze, bo ty zaczęłaś mnie unikać. Gdy w końcu zastałem Cię samą, coś mną zawładnęło i w sumie nie wiem po kiego grzyba spróbowałem cię pocałować. W rzeczywistości, chciałem porozmawiać o tym skąd jesteś i tak dalej.  Potem musiałem wyjechać. I z mojego planu wyszło tyle co nic.
- Czekaj. Czyli udawałeś ?
- Tak.
- I ci się nie podobam ?
- Nie. Kyo mi się podoba. Ale jej nie mów.
- Spoko. Nie powiem. - A to ciekawy obrót sytuacji.
- Masz jakieś pytania?
- W sumie to nie. I ciesze się, że to był  blef, bo w pewnych momentach, naprawdę wydawało mi się, że to była prawda.
- A w jakich ?
- Hmm. Na przykład " Ona jest moja ". Na stołówce wtedy gadałeś z chłopakami.
- Słyszałaś to ?
- Tak schowałam się wtedy w cieniu.
- Przepraszam cię za to. Myślałem, że zniechęcę Izuki'ego.
- W sumie to dlaczego chciałeś go zniechęcić? I jak się teraz zastanowić, dlaczego on próbował mnie trzymać jak najdalej os ciebie ?
- I tak byś nie zrozumiała. Powiem tyle, że dowiesz się w swoim czasie. A jak już tak gadamy o tamtych wydarzeniach. To jak się to skończyło ?
- Byliśmy chwile razem, ale potem przez splot nieszczęśliwych wydarzeń się rozstaliśmy. A następnie poznałam Mika i ...
- I nagle wszystko stało się jasne i przejrzyste.
- Dokładnie. Skąd wiedziałeś ?
- Bo to jest Miko. Człowiek, który zawsze jest we właściwym miejscu i o właściwym czasie, zrównujący sobie serca innych, bez żadnego problemu, umiejący wyjaśnić nawet najbardziej skomplikowanych sytuacji w paru słowach.
- Rozumiem. Cieszę się, że dowiedziałam się trochę o jego charakterze, bo on sam o sobie nie umie kompletnie opowiadać.
- Tak wiem o tym. Jego trzeba poznać, a nie zadawać pytania.
- Trochę jak Ciebie. A właśnie. Dlaczego byleś wtedy w szpitalu ?
- Spadłem ze schodów i nabawiłem się krwiaka wewnętrznego.
- Uuuu, pewnie bolało.
- Tylko na początku, potem przestałem czuć ból.
- A własnie co było Sori'emu. Nie wyglądał, jakby był pacjentem.
 - Sori to była barwna, zawsze roześmiana postać. Mieliśmy z chłopakami ze sali z nim niezły ubaw. Ale sam fakt, dlaczego był w szpitalu nie był już taki kolorowy. Chłopak jest homoseksualistą. Pamiętasz co to jest homoseksualizm ?
- Jak się podoba ta sama płeć.
- Bardzo dobrze. A więc, jest homo.  Gdy wracał z imprezy do domu, został zgwałcony, ale jakby tego było mało, oprawcy, bo było ich kilku pobawili się chwilę nożem na ja jego ciele. Może i był uśmiechnięty, ale w głębi płakał. Zwykle jak widzieliśmy, że wylewa łzy w pokoju, to zostawaliśmy go z chłopakami samego.
- Biedny.
- Bardzo biedny. Nie ważne, czy to jest facet, czy kobieta, gwałt to zawsze będzie odebranie honoru, dumy i poczucia ludzkości.
- Rozumiem.
- Ja już muszę iść. Trzymaj się. I następnym razem nie zgub.
- Postaram się.
    Białowłosy wyszedł z mojego pokoju. Jakby nie było dopiero teraz sobie przypomniałam słowa chłopaka ze snu, że mam ufać tylko ludziom z białymi włosami, ale dlaczego mam go w ogóle słuchać? Wygrzebałam z rzeczy z torby telefon. Bo ja inteligentna dopiero z rana zorientowałam się, że posiadam coś takiego i zadzwoniłam do An. Obydwie z Mani były zachwycone, że o nich nie zapomniałam. W rezultacie opowiedziałam im o moich znajomych i o Nejcie. Były zachwycone. Podobno An'a wyszła już ze szpitala, a co lepsze zeszła się z Nathanielem. Jej siostra nie mogła tego przeżyć, ale w dniu dzisiejszym już podobno się z tym pogodziła. Jakby nie było szatynka wyszła nie długo po mnie. Rozłączyłyśmy się po jakiejś godzinie. Ach przecież nie ma mnie tam aż tak dłuuuugo. W każdym razie położyłam się na łóżku i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziły mnie głosy. O ile dobrze kojarzyłam była to Yumi, Kyoko i Eri. Gadały o czymś szeptem. Postanowiłam nie otwierać oczu i trochę podsłuchać.
- Myślicie, że te dziwne sny dalej ją nękają.
- Nie wiem, ale współczuję jej tego.
- Tyle nie przespanych nocy.
- Spytajmy ją po prostu o to.
- A jak ją nie nawiedzają, to wyjdziemy na wariatki.
-Dziewczyny. Yumi, Kyo przestańcie się kłócić. - Otworzyłam oczy, by pokazać, ze już nie śpię.. - Obudziłyśmy Cię ?
- Nie. Sama się obudziłam. - Wolę im nie mówić, że było inaczej i że słyszałam ich rozmowę, ale to bo oznaczało, ze ten koleś już wcześniej mnie "odwiedzał".- Która godzina ?
- Osiemnasta.
- Aż tyle spałam ?
- Noo niestety. A wszyscy chcieli, żebyś opowiedziała o tym jak było w szpitalu. Ale po półgodzinnej dyskusji i ustaleniu faktu, ze wróciłaś późno, a obudziłaś się bardzo wcześnie postanowiliśmy ci wybaczyć.
- Kyoko ty to wiesz jak podbudować człowieka. Opowiem wam kiedy indziej. O co wam chodziło z tymi snami ?
- Eri teraz twoja kolej wyjaśniaj.
- Oczywiście już. No chodziło nam mniej więcej o to, że zanim miałaś wypadek, miewałaś w nocy takie dziwne sny, jakby nawiedzenia. Przez to wiele osób zaczęło cię uważać za jakąś nienormalna lub za wariatkę. Niektórzy biorą cię za medium i połączenie z tamtym światem. Tak naprawdę akceptuje cię tylko nasza paczka i Pani Adachi.
- Rozumiem.
- Ja powiem od siebie. - Wtrąciła się niebieskowłosa.- Że nawet jeśli teraz miewasz te sny, to powinnaś to zachować tylko dla siebie, ewentualnie spisać do pamiętnika, ale nie mów nikomu. Wiele osób ma nadzieje, że teraz będziesz "normalna". Jeśli obchodzi cię ich zdanie, albo swoja prywatność. Zrób tak jak ci mówię, ale chcemy z dziewczynami, żebyś wiedziała, że zawsze będziemy przy tobie jakbyś nas potrzebowała.
- Dziewczyny jesteście kochane. Dziękuję, że mogę mieć w was oparcie....


..." Tego dnia znów zasnęłam jak gdyby nigdy nic, a ten chłopak znów pojawił się w moim śnie. Tym razem jednak był inaczej ubrany. Miał inny ton. A jego wypowiedzi nie łączyły się z tamtymi. Pokazał mi coś niesamowitego. Przeniosłam się do innego świata. Niby podobnego, ale coś go odróżniało. Przechadzaliśmy się chodnikiem, aż w końcu zdałam sobie sprawę, iż wokoło nas są ludzie w kolorowych włosach, ale głównie w białych. Co prawda ubrani w różnie w różne kolory, ale wciąż była ta biel. Nie było ich wielu. Naliczyłam , może sześciu starszych mężczyzn i paru młodych, jednak jeśli chodzi o kobiety, żadna oprócz mnie nie miała białych włosów. Przyjrzałam  się otoczeniu. Nie było aut. Wszędzie mimo tego , iż zdawało się, że jesteśmy w centrum miasta było zielono. Miejsce było zadbane i miało swój urok. Dopiero po chwili zorientowałam się o co chodzi i dlaczego nie widziałam pojazdów. Oni mieli skrzydła. Latali od jednego do drugiego miejsca. Jak gdyby to było nic. Zainteresowało mnie to, że każdy ma skrzydłach pod kolor włosów.  To było naprawdę fascynujące miejsce. Chciałbym jeszcze do niego wrócić.  Chciałabym być jedna z tych wspaniałych istot. "...

   


czwartek, 29 stycznia 2015

OPOWIEŚĆ DRUGA

"Sierociniec"

Rozdział pierwszy

          Droga była dość długa. Jechaliśmy, aż 11 godzin i nie dało się ukryć, że po Miku, który był jednocześnie kierowcą widać było lekkie zmęczenie. Próbował to ukrywać, ale mam lepszy wzrok niż jego zdolności aktorskie. W sumie mu się nie dziwię, przecież był w szpitalu drugi raz. A w obie strony za jednym razem to około 23 w zależności, kiedy się jedzie, czyli jakby tak zliczyć to przez te dwa dni wzięte razem do kupy jechał samochodem ok.46 godzin, praktycznie dwie doby i jeszcze biorąc fakt, że ma nocną pracę to musiało być dla niego męczące. Uważając na  ten fakt siedziałam cicho i wpatrywałam się w okno i  w rozciągające się za nim widoki.  Jako, iż wyjechaliśmy w popołudniowej porze, a początek naszej podróży prowadził przez dość duże miasta to trochę postaliśmy w korkach, ale potem wyjechaliśmy już na mniej zatłoczone ulice przebiegające przez majestatyczne i śliczne równiny Regionu Kanto. Nie ukrywam jednak, że po pewnym czasie trochę mnie to znudziło i żywcem nie wiedziałam co ze sobą zrobić, lecz ku mojemu zdziwieniu chłopak od razu to wyłapał., a że akurat jechaliśmy niedaleko jakiejś dużej firmy "Izanami" to przypomniał mu się jeden z mitów. Tan akurat był " O  stworzeniu Wysp Japońskich". Bardzo mi się spodobał, więc go wam opiszę. Więc tak : Wyspy japońskie zostały stworzone przez pewną parę -Izanagi ( mężczyzna) i Izanami (kobieta), którzy byli przedstawicielami siódmego pokolenia bogów. Zstępując z niebios Izanagi ujął niebiańską włócznie i zamieszał nią w oceanie, który pokrywał ówczesną ziemię. Dzięki Iłowie, który spadł z włóczni powstała mała wysepka na której Izanagi i Izanami postawili swój pałac oraz słup przez który połączyli się jako mąż i żona. Niestety podczas rytuału Izanami odezwała się jako pierwsza przez co pierwotna dwójka ich dzieci była nieudana. Bóstwa wróciły wtedy na niebiosa z prośba o poradę. Zalecono im powtórzenie ceremonii z zastrzeżeniem, że jako pierwszy musi odezwać się Izanagi. Drugie podejście przebiegło pomyślnie w wyniku czego powstało ośmioro dzieci-wysp tworzących Japonię. ( Nie było wśród tych wysp wyspy Hokkaido, która była Japończykom nieznana w momencie powstawania mitu). Izanagi i Izanami płodzili kolejne dzieci i w ten sposób archipelag zapełniał się górami, lasami i rzekami. Niestety rodząc bóstwo ognia Izanami została śmiertelnie poparzona i odeszła do krainy ciemności-Yomi.  Izanagi podążył za nią błagając, by zechciała wrócić, a Izanami zgodziła się pod warunkiem, że najpierw porozmawia z duchami ciemności, a mąż nie będzie jej podglądał. Ten jednak nie dotrzymał obietnicy i w świetle pochodni zobaczył, że jej ciało się rozkłada. Przerażony tym widokiem uciekł. Rozgniewana Izanami zapowiedziała, że za karę codziennie uśmierci tysiąc ludzi. Izanagi odparł zaś, że w tej sytuacji za jego sprawą będzie się rodzić kolejne 1500. W ten sposób, choć każdego dnia ludzie umierają, jednocześnie rodzi się ich jeszcze więcej.  To tyle. Jak już wspomniałam bardzo spodobała mi się ta historia i słuchałam jej bardzo, bardzo uważnie. Później przeprowadziliśmy z Miki'em coś w rodzaju debaty o tym ile by było w tym prawdy, a ile kłamstwa. Ale zauważyła wtedy, że chłopak wyraźnie się rozbudził i , że rozmowa ze mną sprawia mu przyjemność, po za tym jego głos była taki no taki, że tak powiem ujmujący...urzekający...był do słuchania i człowiek się nie nudził. Poprosiłam, by opowiedział mi jeszcze parę innych tego typu historyjek,a  w rezultacie usłyszałam ich bez tej pierwszej, aż siedem z czego trzy były już troszeczkę straszniejsze np. Czerwony pokój, czy Kuchisake-onna. Gdy zatrzymaliśmy się na postój, by rozprostować chwilę nogi zdałam sobie sprawę, że jesteśmy w majestatycznych łańcuchach górskich  w rejonach Chubu i Kinki. Miałam wtedy czas, by spojrzeć co przyniósł mi Miko w torbie,  którą wcześniej bardzo niedokładnie oglądnęłam.  Wyjęłam z niej dziwną książkę nie z tytułu, czy z autora, bo Zafóna kojarzyłam znakomicie z powieści, które już przeczytałam i zdołałam sobie przypomnieć. Dziwne było to,  że była w niej dedykacja dla mnie, ale osoba podpisała się tylko "Twój anielski obrońca", zapytałam Mika, czy to widział, ale on nic nie kojarzył. No cóż. Czytałam ją w każdej wolnej chwili, gdy nie patrzyłam się na toń granatowego i bezkresnego morza, które aktualnie mijaliśmy. Podobno koło Osaki też jest morze. Białowłosy obiecał, że kiedyś nad nie pojedziemy. Czytałam książkę i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Kiedy się obudziłam, nie, w sumie kiedy Miko mnie obudził byliśmy na parkingu przed jakimś budynkiem. Popatrzyłam na zegarek było pół godziny po północy. Wzięłam sweterek z torby, przy okazji wkładając tam książkę. Wysiadłam i spojrzałam na budynek.  Był wysoki i wydawał się być ogromny. Miał wiele okien, a drzwi wejściowe były duże i ślicznie przyozdobione. Z światła padającego na ściany dawało się wywnioskować, że cały budynek jest brązowy i chyba bardzo stary, o czym przekonałam się wchodząc do środka.  
         Znalazłam się w czymś co można by nazwać holem. Ściany były granatowe,a sufit i podłoga z ciemnego drewna. Było tam jeszcze coś w rodzaju biurka, albo recepcji, parę krzeseł i mały stoliczek. Po prawej stronie zauważyłam dwie pary drzwi. Niestety nie były podpisane. Na przeciwko mnie znajdowały się schody z rozgałęzieniem na wiele korytarzy. Dopiero po chwili zorientowałam się, że na krzesłach siedziały dwie osoby, ale podniosły się, gdy tylko zobaczyły mnie w drzwiach. Jedna do mnie wręcz podbiegła i przytuliła. Była to dziewczyna niewiele wyższa ode mnie. Widząc , ze nie za bardzo wiem co się dzieje odsunęła się trochę. Wtedy mogłam ja bardzo dobrze zobaczyć. Miała bardzo jasną karnacje, ale nie bladą po prostu jasną i malinowe usta Duże. oczy za to były czarne jak węgle i idealnie pasowały do jej długich kolorowych włosów,  które na dole były czarne, a u góry czerwone, jedynym wyjątkiem była  czarna ścięta na  równo grzywka. Ubrana była w czarną długą piżamę. Mimo, iż mamy kwiecień noce i tak są jeszcze trochę zimne, a widoczny brak jakiegokolwiek grzejnika w pomieszczeniu utwierdził mnie w przekonaniu, że w budynku może być jeszcze zimniej niż na polu.... 
- Przepraszam, że na Ciebie tak naskoczyłam. - Głos miała ciepły, ale jednocześnie było w nim coś takiego, że człowiek od razu wiedział, że może jej zaufać.
- Nie.. Nie szkodzi.
- Sasame Toroshiko witaj w domu.
- Uhumm. Dziękuję...
- Eri, Eri Mihashi.
- Dziękuję Eri-chan. Mogę do Ciebie mówić "Eri-chan" ?
- Jasne nie ma sprawy Sasame-chan.
- Dziewczynki widzę, że już się przywitałyście, więc teraz Eri pozwól, że ja dojdę do głosu. Jestem dyrektorką i założycielką tej placówki. Nazywam się Makiko Adachi. Ale pewnie Miko już Ci o mnie mówił.- No tak była jeszcze ta druga osoba, także ubrana w piżamę, ale jej wygląd był zupełnie inny. Była wysoka, coś około 175. Włosy miała blond, ale już prawie niewidocznego, bo większość była siwa. Oczy Piwne, siną cerę i uśmiech pełen ciepła. Nie wiem ile miała lat, ale mniej niż 55 to bym jej nie dała.
- Tak wspomniał o Pani.- Tak właściwie to,  gdzie on się podział? Odwróciłam głowę i zaczęłam poszukiwania wzrokiem mojego...No właśnie kogo...Ja. Ja mu jeszcze nie dałam odpowiedzi ! Właśnie to sobie uświadomiłam. On tyle czeka na to bym mu powiedziała "Tak" albo "Nie",  jestem pewna na 100%, że go to boli... Spędził tyle czasu ze mną, tak bardzo mi pomógł, a ja mu jeszcze nic nie odpowiedziałam... Znalazłam go stał przy drzwiach, koło torby, którą przywiózł  mi do szpitala. Moja świadomość właśnie zorientowała się,  że swoim zachowaniem sprawiam, że cierpi... Ale on się uśmiechał...Patrzył na mnie i się uśmiechał...Dlaczego ? 
- Dobrze więc. Wszyscy jesteśmy zmęczeni. Eri, odprowadzisz do pokoju koleżankę, ale potem masz iść do swojego. Jutro wprowadzimy Cię wstępnie w nasz tryb życia, a koledzy wprowadzą Cię w twój stan bytu. Dobranoc.
- Dobranoc. - Zabrzmiałyśmy jak chórek.
- Ok. Idziemy do twojego pokoju. Jutro trzeba wcześnie wstać, a twój skrawek budynku jest trochę dalej, niż blisko.
- Ok. Tylko wezmę swoje rzeczy.- Chciałam ruszyć po swoją torbę i pożegnać się z Miki'em,  ale tan stał już koło mnie. Z moją torba przerzuconą przez ramię.
- Dziś jestem twoim tragarzem. Wykorzystuj to póki możesz, bo robię to bardzo rzadko.-  Czyli to jeszcze nie czas na pożegnanie. Ruszył w stronę schodów. - Idziecie, czy nie ?
- Idziemy.- Ruszyłyśmy za białowłosym, a wkrótce zrównałyśmy z nim nasze kroki. Staraliśmy się być cicho, lecz nie zawsze to wychodziło. Korytarze tego budynku różnią się od szpitalnych. Po pierwsze w przeciwieństwie do holu są granatowe. Sufit, podłoga i drzwi nadal są ciemnym drewnem. Na ścianach znajdowały się zdjęcia. Czasem były to portrety, a czasem zdjęcia grupowe, a jeszcze kiedy indziej były to dyplomy lub wyróżnienia. Niekiedy można było zauważyć jakiś obraz lub roślinkę. Na drzwiach wisiały tabliczki informujące o numerze pokoju i jego lokatorach. Po średniej długości spacerze dotarliśmy pod czwarte od końca drzwi. 
- To tutaj mieści się teren wyznaczony całkowicie i tylko do twojego użytku, ponieważ współlokatora jeszcze nie posiadasz.- Spojrzałam na drzwi. Faktycznie było na nich moje nazwisko. Przejechałam po tabliczce palcami i popatrzyłam na numerek pokoju. 6. Pokój numer 6. Chyba do końca życia będę prześladowana przez tą cyferkę. Ciekawe, czy tutaj przyniesie mi tyle szczęścia co w szpitalu.- Miko czyń honory i otwieraj drzwi. - Chłopak posłusznie wykonał polecenie wydane przez Eri. I po niecałej minucie mój zakątek stał przede mną otworem. Weszłam do pomieszczenia, a białowłosy zapalił światło. Niestety nie zdążyłam się rozejrzeć, a usłyszałam jego głos i odgłos kładzionej torby na ziemię.
- Ja muszę iść. Chciałbym zostać dłużej, ale niestety, ja w przeciwieństwie do was pracuję.- Podszedł do mnie i przytulił.- Pa aniołku. Trzymaj się jakoś. Przyjadę jak tylko będę mógł.
- Okej.  - Czyli tu nie mieszka. Ciekawe, czy dojeżdża z daleka...Wróć, "aniołku"? Izuki też tak do mnie mówił. Paranoi jakiejś chyba dostaję. Przypadek i tyle...Tak sądzę. - Pa.- Chłopak wyszedł z pokoju.
- Ja też już będę szła. Przyjdę po ciebie z rana. 
- Postaram się jakoś wstać. - Czarnowłosa już miała wychodzić z pokoju, kiedy na progu odwróciła się do mnie. - Sasame, wiedz, że wiele osób się o Ciebie martwiło i wszyscy cieszą się, że do nas wróciłaś. Od teraz już nie będziesz sama.- Po czym wyszła.
         Trzeba jej to przyznać umie podbudować człowieka na duchu. No więc w końcu rozejrzałam się po pomieszczeniu. Faktycznie jedna jego część była niezamieszkała. Jak się wchodzi od drzwi to można, by go podzielić na dwie identyczne połówki. Zaraz przy drzwiach znajdują się szafy, jak mniemam z ubraniami, następnie trochę wolnej przestrzeni, a potem przy ścianie łóżko. Nad nim znajduje się dość duża półka z przymocowaną lampką, tak, by można było na leżąco dostać włącznika. Następnie znowu trochę wolnej przestrzeni i biurko położone od razu przy ścianie. Na środku ściany naprzeciwko mnie znajdowały się dwa okna. Ogólnie ściany były pomalowane na jasną zieleń, z na podłodze były położone jasne deski, zresztą tego samego kolory był sufit i meble. Moja strona różniła się jeszcze. Małą drewnianą szafeczką koło biurka oraz tym , że na ścianie były pozawieszane rysunki, cytaty oraz jakieś dwa plakaty. Tego, że na mojej części były rzeczy nie wliczamy w różnice, bo to jest rzecz oczywista. Wyjęłam z torby piżamę, bo nie chciałam zagłębiać się teraz we wnętrze mojej szafy, przebrałam się, zgasiłam światło i położyłam. Dłuuugo nie mogłam zasnąć. Zawsze ciężko jest się przyzwyczaić do "nowego" miejsca. Ale powodem nie było przyzwyczajenie się. Czułam się tu bardzo dobrze, znaczy do czasu, aż się nie położyłam. Teraz jak tak leżę, to nachodzą mnie jakieś takie przeczucia, że wcale nie jestem mile widziana, że coś w tym budynku próbuje mnie jakby wygonić, czy przestraszyć. Nie wiem dlaczego tak czuję, ale tak własnie jest. Po niespełna godzinie udało mi się wreszcie zamknąć oczy....
                     Znowu widzę tą ciemność i znowu to lustro. Prawda od czasu, gdy w szpitalu zemdlałam nie miałam tego "szczęścia" odwiedzić ponownie tego miejsca. No cóż, zrobię to co wcześniej i podejdę. Znów widzę siebie w tej postaci. Ja jako anioł. Chciałabym wiedzieć co to znaczy.
- Wiem o tym, że chcesz wiedzieć, ale jeszcze nie teraz. Teraz mamy ważniejsze sprawy. 
- Ważniejsze sprawy? Co to oznacza ?
- Wróciłaś do sierocińca, nie powiem bym była zadowolona z tego faktu.
- Dlaczego ?
- Przed twoim wyjazdem tez Ci wiele razy to powtarzałam. Tutaj masz wiele wspomnień to fakt, i tutaj jest prawie całe twoje życie, w każdym razie tak uważasz prawda ?
- Tak, przecież podobno to tutaj mieszkam od kąd miałam 7 lat.
- A co było wcześniej?
- Kiedy wcześniej ?
- Gdy miałaś na przykład 5 lat ?
- Podobno jeszcze wtedy mieszkałam z rodziną.
- No właśnie musisz wrócić tam skąd pochodzisz nie wolno Ci zapomnieć kim tak na prawdę jesteś.
- Słuchaj nie wiem, kim jesteś, i co masz zamiar zrobić z moim życiem , ale jedno wiem, że Ci nie wierzę i nie będę słuchać jakiegoś odbicia w lustrze.
- Ehh no dobrze, to może jego posłuchasz.
Dziewczyna z lustra zniknęła, ale nagle wyczułam czyjąś obecność. Odwróciłam się. Stał za mną wysoki chłopak. Miał białe oczy i białe naprawdę długie ( po biodra) włosy. Przypominał mi tego chłopaka ze szpitala, ale był inaczej ubrany. Białe wysokie buty i białe spodnie. Dłuższa tunika przewiązana na lewym boku z rękawami po łokcie. Coś w rodzaju płaszcza, tyle że bez rękawów i  aż po ziemię oraz białe długie rękawiczki, naszyjnik ze skrzydłami oraz na głowie spinki z tym samym motywem. Trzeba dodać bardzo ważną rzecz. Chłopak unosił się nad ziemią !
- Jestem Lexy. Wiem, że nie bardzo chciałaś słuchać koleżanki z lustra, dlatego tu jestem. Jakieś pytania ?
- Może na początek wyjaśnisz mi co tu się dzieje ?
- Nie jestem pewien, czy potrafiłabyś to zrozumieć, ale w każdym razie chodzi nam o to, by przywrócić Ci te prawdziwe wspomnienia.
- Prawdziwe wspomnienia?
- Tak, bo widzisz, bardzo zależy nam na tym byś przypomniała sobie, gdzie jest twoje prawdziwe "JA".
- Rozumiem. A tak w zasadzie kim ty jesteś ?
- Jestem aniołem.
- To gdzie masz skrzydła ?
- Istoty takie jak ja potrafią je chować wedle własnej woli. Dlatego ludzie często nawet nie wiedzą, że jesteśmy koło nich.
- Rozumiem. Ale dlaczego akurat moje prawdziwe "JA"? 
- Uwierz mi, większość tego świata to fikcja i tylko nielicznym udaje się z niej wyrwać.
- Dobra zaczynam powoli łapać. 
- Umówmy się tak będę czasami tu wpadał i tłumaczył Ci pewne rzeczy, ale nie wolno Ci nikomu kto ma inne, niż białe włosy powiedzieć, że mnie widziałaś,
- Dlaczego ?
- Umówmy się, że ufamy tylko białowłosym. 
- Ok. A jak mam Cię traktować ? Jak nauczyciela ?
- Nie, wolałbym by bardziej to była więź, jak do starszego brata.
- Rozumiem, a ile ty w ogóle masz lat ? 
- Na ludzkie 22.
- A na anielskie ?
- Razy sto. Ale już się i tak przyjęło, że po 100  liczymy sobie jak ludzie.
- Rozumiem.
- A i jeszcze jedno. Wiem, że poznałaś w szpitalu Izuki'ego.
- Tak to prawda.
- Zapomnij o nim. Wymaż go całkowicie z pamięci, bo to może na Ciebie ściągnąć nieszczęście.
- Ale...
- Nie ma ale. Zapomnij i już.
- Lexy. Powiedz mi, dlaczego to wszystko spotyka mnie ?
- Bo wiele istnień, chce posiąść coś co masz w sobie...
        ...Obudziłam się. Był ranek, czułam się bardzo niewyspana. Cóż nie rozumiem nic z tego co mi się przyśniło. Może to na prawdę był tylko jeden sen. Ale przecież ten chłopak miał taki sam wygląd i imię jak ten ze szpitala. Co raz bardziej mi się to nie podoba. Czuję, że oprócz przypomnienia sobie kim naprawdę jestem, będę się musiała dowiedzieć, skąd się tak naprawdę wzięłam. I jeszcze trzeba dać Miko'wi odpowiedź. Za dużo spraw na raz. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi, które po chwili się otworzyły. Stała w nich Eri.
- Widzę, że się obudziłaś.
- Tak, dosłownie przed chwilą.
- Pozwól, że Ci kogoś przedstawię.- Do pokoju weszły dwie dziewczyny. - To jest Kyoko Anzai. - Wskazała na szczupłą dziewczynę jej wzrostu z liliowymi włosami spuszczonymi do ramion. Oczy miała żółte jak kot. Ubrana była w żółty podkoszulek, a na nim znajdowała się fioletowo- żółta koszula w kratę, zawiązana supełkiem trochę wyżej niż pasek od spodni. A właśnie spodnie były niebieskie, nad kolano i tego samego koloru były trampki, które miała na nogach.
- Miło mi Cie poznać.
- Mi też.- Dziewczyna uśmiechnęła się do mnie. Wydaje się być bardzo miła.
- A to jest Yumi Umami. - Tym razem Eri wskazała na dziewczynę niewiele wyższą ode mnie. Miała bardzo jasna karnację, że wręcz przypominała ducha, ale to idealnie pasowało do jej długich, aż po biodra falowanych, niebieskich włosów i szafirowych dużych oczu. Ubranie tez idealnie pasowało do reszty. Była to niebieska sukienka z krótkim rękawkiem nad kolano, idealnie podkreślająca jej kształty, która na dole była lekko bombkowata. We włosach miała spinkę z dużą fioletową różą, a na szyjii naszyjnik z tym samym motywem, tyle, że  mniejszym.
- Ciebie tez mi jest bardzo miło poznać.
- W..W..W..Witam .- Wydaje się być nieśmiała, albo przynajmniej robi takie wrażenie. W każdym razie bije od niej delikatność.
- Dobra ubieraj się kochana. Zaprowadzimy Cię z Eri i Yumi na stołówkę. Tam poznasz resztę swojej "bandy".
- Ok. - Zrobiłam tak jak kazały i szybko się przebrałam w jakąś białą luźną bluzkę i czarne spodnie. Po chwili szłyśmy już kolejnymi korytarzami do jadalni. W dzień budynek robi jeszcze większe wrażenie. Tak się skupiłam na wystroju, że nawet nie zauważyłam, kiedy doszłyśmy. Podeszłyśmy do stołu, nałożyłyśmy sobie "materiały" na kanapki i ruszyłyśmy w poszukiwaniu stolika. Nie zdążyłam się rozglądnąć, a jakiś blondyn zawołał na Kyoko, że trzymają nam miejsce. Podeszłyśmy do miejsca z kąd dobiegał głos chłopaka. Yumi i Eri usiadły po przeciwnych stronach obok dwóch chłopaków.
- A więc tak. Ten głośny blondyn to Hiro Takara. - Nastolatek wstał i przywitał się ze mną, zginając się w pół. Był wyższy i to sporo 175 miał na pewno. Jak już wcześniej  było wspomniane blond włosy, dość krótkie, całe w nieładzie z dłuższym kosmykiem idącym między oczami. Ubrany w biały podkoszulek z brązową kamizelką i żółtymi dżinsami po kolana w parze z brązowymi trampkami. Patrząc. na niego można by juz na wstępie określić go jako lekkoducha. 
- Miło mi Cię poznać.
-  Kolega obok Eri to jej chłopak Isei Suenami.- Chłopak zrobił to co poprzednik i też się ukłonił. Mozna by wnioskować, ze jest troszeczkę wyższy od blondyna. Ma kruczo-czarne włosy, raczej krótkie włosy z grzywka na prawo i zielone oczy. Ubrany w całości tak jak Eri na czarno. 
- Witam.
- Miło mi poznać was obu. 
- Chodź siadamy. - Zrobiłam posłusznie to co powiedziała. I już po chwili rozmawialiśmy na różne tematy,  przy pysznych kanapkach.- A właśnie nie poznałaś jeszcze jednego z "nas",  ale się pewnie nie pojawi, bo to jest śpioch. Lecz z tego co słyszałam poznałaś Nejtana już w szpitalu.
- Nejtana ? Białe włosy do ramion, zielone oczy i wysoki ?
- Tak dokładnie ten.
- On też tu mieszka ? 
- Tak, poznasz go pewnie później. Macie sobie chyba wiele to wyjaśnienia. W każdym razie on tobie na pewno. Prawda ?
- Prawda....- Jakim cudem ?!


czwartek, 25 grudnia 2014

Boże Narodzenie

Chciałabym życzyć wam zdrowia,  szczęścia,  pomyślności,  spełnienia marzeń,  obiadu wigilijnego w spokoju ducha.  Oczywiście chciałabym  podziękować za trwanie z mną i czytanie moich opowieści.  Jeszcze raz WESOŁYCH ŚWIĄT BOŻEGO NARODZENIA  ;) ♥♥♥♥♥



(  Jakby ktoś nie wiedział kto jest kto na obrazku to pytać )


niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział siódmy


           Po naszej rozmowie jakoś tak dziwnie mimo zszokowania, uspokoiłam się. Ja w prawdzie pamiętam Mika tylko po części, ale widać, że on mnie zna bardzo dobrze. Zwłaszcza, że sam mi powiedział, że jest we mnie zakochany od siedmiu lat.  Szczerze to po tym raczej poczułam, ze mu bardziej ufam i , że mogę na nim polegać. Ale jakoś tak nie czułam, że się przy nim zawstydzam, czy rumienię. Za to on bardzo się rumienił. Nawet bardzo, bardzo, bardzo.  Nie wiem , czy wiecie jak wygląda flaga Polski, ale w pewnym sensie był do niej podobny. Na dole czerwona twarz, a u góry białe włosy. Ale wiem, i czuję, że teraz cokolwiek by się nie działo to mam w nim oparcie, a podejrzewam, że się będzie dużo działo. Po wymienieniu paru zdań postanowiliśmy przejść się po "ogrodzie", który był wokoło szpitala. Była to bardzo dobra okazja, by dowiedzieć się o chłopaku paru informacji. On przecież wie o mnie prawie wszystko, a ja o nim prawie nic. Powiem wam, że trudno było uzyskać od niego jakieś informacje, ale zresztą sam mnie na początku ostrzegł,  że nie lubi o sobie opowiadać, bo nie ma w nim nic ciekawego, ale ja sama śmiem się nie zgodzić. To teraz krótkie streszczenie informacji. Miko jest ode mnie o 4 lata starszy, czyli ma 20, co już sam powiedział. Jego urodziny także są w listopadzie,  ale z tą różnicą, iż obchodzi je 25. Pracuje w ekskluzywnym  hotelu " Daiyamondo*" jako barman i podobno bardzo lubi tą prace. Od dziecka, czyli od dziesięciu lat pomaga w naszym sierocińcu. Traktuje jego mieszkańców, a zwłaszcza naszą "bandę" jak rodzinę. Mniej więcej, dlatego, że tak dużo tam pomaga zdobył sobie ogromne zaufanie u Pani Adachi - założycielki i właścicielki budynku i właśnie dzięki temu znalazł się tutaj zamiast niej, bo ona podobno ma strasznie dużo pracy teraz, bo jakieś komplikacje w dokumentacji były. Wspomniałam o tym, że to nas traktuje jak rodzinę, ale sama byłam ciekawa, co z jego prawdziwą rodziną. Szczerze to nie palił się jakoś zbytnio do odpowiedzenia mi na to pytanie. Cały czas próbował ominąć jakoś to pytanie... Tokohiro to nie jest jego prawdziwe nazwisko, zmienił je po ucieczce z domu. Wstydził się swojej rodziny i nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Zmienił nazwisko i zaczął nowe życie. Coś trochę jak ja. Nic więcej mi nie chciał powiedzieć, nawet tego jak się nazywał wcześniej, bo podobno mnie to nie interesuje i tak będzie najlepiej. Szczerze byłam zawiedziona, ale nie naciskałam wiem, ze to musiało być dla niego trudne. O wiele łatwiej rozmawiało mi się z nim o jego zainteresowaniach. Podobno tak jak ja ma bzika na punkcie aniołów. Jego zdolności muzyczne opierają się na śpiewie i grze na gitarze. Zarówno akustycznej jak i elektrycznej. Podobno też coś tam umie narysować. Ale szczerze powiedziawszy myślę, że maluje więcej niż mówi. Ujęło mnie, gdy powiedział, że jednak najbardziej z tego wszystkiego cytuję " Lubię Ciebie, a nie lubię, gdy jesteś smutna i gdy cierpisz, dlatego zawsze chcę być przy tobie, by patrzeć na twój uśmiech i pilnować, żeby Cię ktoś nie skrzywdził." W takich  momentach myślę, że to co się stało, stać się musiało. I chcę jak najszybciej wrócić do sierocińca, by dowiedzieć się czegoś o sobie, o moim życiu, o moich znajomych. i o tym wszystkim, czego nie wiem. Mam szesnaście lat. Sierociniec opuszcza się z ukończeniem osiemnastu, czyli zostały mi dwa lata, by ogarnąć wcześniejsze 9 . Uważam,  że moje przeznaczenie zostało już dawno zapisane, ale  ten wypadek po prostu trochę w nim zamieszał. Spacerowaliśmy z białowłosym chyba przez godzinę, ale niestety on musiał już wracać. Chłopak odprowadził mnie pod pokój An'y. Nie chciałam wracać do swojej sypialni. Izuki na pewno tam na mnie czekał, a ja nie miałam jakiejś szczególnej chęci na konfrontacje z nim.  Doszliśmy do drzwi. Miko obiecał,  że spróbuje się nie spóźnić w sobotę oraz, że przywiezie mi jakieś ubrania za zmianę tych co mam teraz oraz,  że coś na podróż też mi przywiezie tylko musi mieć pozwolenie na wejście do mojego pokoju. Oczywiście mu pozwoliłam. Pocałował mnie w policzek i ruszył w stronę wyjścia, a ja odprowadziłam go wzrokiem najdalej jak mogłam, po czym weszłam do pomieszczenia przed którym stałam.
          Mani i Nathaniela nie było, a An siedziała na łóżku i coś czytała. Nie zauważyła mnie. Nie reagowała nawet jak podchodziłam. W momencie, gdy stałam przy jej łóżku zobaczyłam, że książka w którą się tak wciągnęła to "Kamienie na Szaniec" Aleksandra Kamińskiego w wydaniu angielskim.  I to jest jeden z tych momentów w których trzeba powiedzieć, że nawet jeśli dwie osoby mają to samo zainteresowanie, czyli książki to mimo wszystkiego, mogą się różnić jak ogień z wodą. Dziewczyna ocknęła się w momencie kiedy klasnęłam jej przed oczami. Już wcześniej bardzo ją to wkurzało.  I w tym momencie przypomniało mi się jak Izuki mi też tak raz klasną przed oczyma z czego rezultat był, że został cały oblany wodą z kubka przeze mnie. To jedna z tych nieopisanych historii,  która od razu przypomina o wszystkich wydarzeniach z dzisiejszego dnia.
- Sasa, co się stało.  Wyglądasz jak upiór, czyli źle. Siadaj i gadaj co się stało.
- Wiem, że tak wyglądam.  Dziś wydarzyło się tyle rzeczy, że nie wiem, czy być szczęśliwa , czy płakać. W tym momencie nie wiem co ze sobą zrobić...- Zaczęłam płakać. An mnie przytuliła. Na prawdę mimo, iż jeszcze dziesięć minut temu normalnie i spokojnie rozmawiałam z Miki'em to teraz przypomniałam sobie wszystko co mi dzisiaj zrobił. Przez łzy opowiedziałam szatynce o tym co wydarzyło się rano z Izukim,  o tym jak spotkałam Mika i o tym jak on opowiedział i co opowiedział na dachu . An to była druga i chyba ostatnia osoba, której ufałam całkowicie. Wiedziałam, że nie będzie się śmiać i że  w pewien sposób na pewno spróbuje mi pomóc i byłam pewna, że zawsze będzie mnie akceptować taka jaka jestem na prawdę. Nie ważne jaką głupia decyzję podejmę, wiem, że zawsze będzie po mojej stronie. Tym razem też nie było inaczej. Dziewczyna od razu wstała z łóżka i poszła do pielęgniarki dyżurującej. Opowiedziała jej o sytuacji i poprosiła, czy mogłabym przez następne trzy dni nocować razem z nią w pokoju. Ta się zgodziła bez przeszkód, bo jak stwierdziła "Zna ten ból". Postanowiłyśmy, że po moje rzeczy pójdziemy dopiero pod wieczór. Nie było ich dużo, ale w końcu jakieś były. Wtedy też porozmawiam z Izuki'm o  tym, dlaczego to zrobił. Zostały mi trzy dni i pasowałoby pozamykać wszystkie sprawy do wyjazdu bez względu na to jak bardzo będą boleć. Po za tym chciałabym dowiedzieć się co kierowało zachowaniem chłopaka. Nie ważne jaka byłaby tego przyczyna chciałabym ją poznać.  Było południe. Szczerze to nie wiedziałam co ze sobą zrobić, aż do kolacji. W końcu skończyło się na tym, że napisałam parę wierszyków. Oto jeden z nich ( od razu mówię, że nie jest to jakieś arcydzieło) :
Czasem wydaje się, że przyjaźń jest przyjaźnią,
Lecz może być także naszą wyobraźnią,
Często zdarza się,
Że inny człowiek zdradza Cię,
Ty mu zaufałeś- Tajemnice powierzyłeś
A teraz krzyczysz "Dlaczego mnie tak zostawiłeś"
Taka przyjaźń nie ma sensu,
Dążenie do ugody przyczyna nonsensu,
Tacy ludzie są bardzo niestali,
W oszukiwaniu już dawno praktyk nabrali,
Ufać im nie wolno,
Taką przyjaźń zdeptają, jak koniczyną polną.

              W końcu doszła 19.30, czyli czas kolacji. Podczas posiłku czułam się jakoś tak nie swojo jakby mnie ktoś obserwował. Nie myliłam się. Gdy wychodziłyśmy z jadalni An powiedziała mi, że Zuki (Izuki) cały czas się na mnie gapił. Ach, An i ta jej spostrzegawczość,  którą kocham. Ruszyłyśmy do pokoju z numerkiem 6.  I z prędkością światła pozbierałyśmy moje rzeczy. Niestety była to za mała prędkość, ponieważ czarnowłosy zastał nas jak miałyśmy wychodzić. W sumie miałam z nim porozmawiać, ale w duchu liczyłam na to, że jednak go nie zastaniemy. Dobra to jak już go spotkałam to nie chcę uciekać. Chce to wyjaśnić, raz, a porządnie. Już miałam się odezwać, ale brunet mnie wyprzedził.
- Sasame, posłuchaj, wiem, że nie chcesz ze mną gadać. - Nie zgadłeś właśnie miałam to zrobić. - Wiem także, że jesteś teraz pewnie cholernie zła na mnie i uważasz mnie za obrzydliwego faceta grającego na dwa fronty, ale chcę Ci wszystko wyjaśnić. Proszę poświęć mi 5 minut i posłuchaj co mam do powiedzenia.
- Uwierz mi tez chciałam z Tobą porozmawiać. Bardzo chętnie posłucham twojej wersji. An'o mogłabyś nas zostawić ?
- Jasne. Wezmę też twoje rzeczy. Widzimy się później. - Była już przy drzwiach, gdy nagle odwróciła się do Izu. - Dupek. - Wystawiła mu język i wyszła.
-Musiała to powiedzieć prawda?
- A co boisz się zderzenia z faktami ?
- Nie...
- A więc co masz mi do powiedzenia ? - Usiadłam na swoim "starym" łóżku i założyłam nogę na nogę.
- No więc, zacznijmy od faktu, że Doktor Leonidas zaprosił mnie do siebie w sprawach zdrowotnych. Gdy od niego wracałem zdałem sobie sprawę, że przecież wyjeżdżasz za trzy dni, więc pomyślałem sobie, że fajnie byłoby Ci zrobić jakiś prezent. Po głębszych przemyśleniach postawiłem na piosenkę i grę na gitarze. Niestety przypomniałem sobie, że  kolega, który pożyczał mi ją wcześniej już wyjechał, więc postanowiłem pójść do Rozy. Niestety za późno przypomniałem sobie,  iż  dziewczyna jest stuknięta, a do tego zakochana we mnie. Rzuciła się na mnie, przez co upadłem na jedno z łóżek, a potem zostałem do niego przywiązany. Weszła na mnie. Przysięgam, chciałem się rozwiązać zanim dojdzie do czegokolwiek. Ale ty wtedy pojawiłaś się w drzwiach. Naprawdę poczułem się wtedy jak zdrajca. Biegłem za tobą, a ty tak nagle zniknęłaś. Przysięgam, że do niczego nie doszło między mną i Rozą. Ja tak bardzo chcę byś mi wybaczyła. - W jego oczach pojawiły się tak jakby łzy, ale szybko je wytarł. Widać jego męska duma nie pozwala płakać mu przy kobiecie.
-  Izuki, to była zdrada, a zdrady od tak się nie wybacza.  Pomyślę o tym i jutro jak się spotkamy to powiem Ci jaka jest moja decyzja. Jak na chwilę obecną jestem na Ciebie zła i wkurzona. 
- Rozumiem. Podejrzewam, że śpisz u An'y.
- Tak, przez następne trzy dni będę nocowała u niej.  Mamy pozwolenie. Po za tym tam mam lepsze warunki do zastanowienia się.
- Zrozumiałem.- Chłopak wyraźnie posmutniał. Przez chwilę nawet zrobiło mi się go żal, ale tylko przez chwile i tylko przez taka malutką. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do mojego nowego miejsca nocowania. Uważam, że to co powiedział Zuki jest prawdą. Opowiedziałam to An. Ona tez uważa,  że jest to prawdą. W sumie gdyby kłamał pogrążyłby sam siebie, a to mu się chyba nie bardzo opłacało.
          Myślałam nad tym pół nocy. Brałam pod uwagę wszystko co się dało. Sytuację obecna, mój powrót, przyszłość, ale także i przeszłość. Oczywistym jest, że bardzo duże znaczenie miały dla mnie też relacje Mika i jego uczucia. W końcu podjęłam decyzję i upewniałam się co do niej chyba z cztery razy, ale uważam, że jest słuszna.....Obudziłam się już po śniadaniu. W prawdzie An'a przyniosła mi kanapki, ale nie miałam ochoty na jedzenie. Teraz najważniejsze dla mnie było danie Izuki'emu odpowiedzi. Szybko się ubrałam. i ruszyłam w stronę pomieszczenia w którym się znajdował. Zapukałam do drzwi i usłyszałam ciche "Proszę".  Weszłam. Chłopak siedział na swoim łóżku i patrzył się w okno jakby wypatrywał tam jakiegoś skarbu. Dopiero , gdy usłyszał mój głos, postanowił się odwrócić.
- Przyszłam z Tobą porozmawiać. Podjęłam decyzję, która będzie najlepszym rozwiązaniem.
- Jestem świadom tego, że mogę usłyszeć najgorsza z możliwych wersji.
- Ja myślałam nad tym naprawdę bardzo długi i sądzę, że obydwoje powinniśmy  zapomnieć o tym co się tu zdarzyło. O tym co sobie wyznaliśmy i o całej tej sytuacji z Rozą. Myślę, że to było przelotne zakochanie i prędzej, czy później by minęło. Nawet jeśli popatrzymy w przyszłość. To mieszkamy na prawdę daleko od siebie. To by nie miało sensu. Po jakimś czasie nasz związek, by się rozpadł.
- Rozumiem. W sumie spodziewałem się, że każesz mi zapomnieć o sobie całkowicie. Tak jakbyś nie istniała, a potem na koniec powyzywasz mnie od najgorszych za przeproszeniem chu**w.
- To chyba, aż tak źle nie jest. Co ?
- Nie. - Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Myślę, że jest dobrze tak jak teraz..

*********

W końcu nadeszła sobota. Dzień w którym wracam do "Domu". Teraz, gdy myślę o tym wszystkim nie żałuję żadnej decyzji podjętej w tym czasie. Przez cały ranek żegnałam się z ludźmi, których tu poznałam. Oczywiście najdłużej zeszło mi z An i Mani. One musiały mi dać wykład jak mam postępować i czego mam nie robić. Po czym dały mi swoje namiary, czyli numery telefonów, e-maile, fax do rodzinnej firmy,  i namiary na portal społecznościowy, zwany potocznie "Feisu bukku**", bo w końcu nie wiadomo co w sierocińcu jest. Drugie z dłuższych pożegnań, było, pożegnaniem z Izuki'm. On tez dał mi swoje namiary i poprosił bym czasem napisała, albo zadzwoniła. Wiem, że trochę później płakał, bo mi dziewczyny mówiły. Gdzieś koło 14 przyjechał Miko. Oczywiście z moimi rzeczami i  podziękowaniami w postaci czekoladek i alkoholu dla Anonima. Nie trzeba być geniuszem, że się bardzo ucieszył, bo podobno byłam młodzieżą "trudną do okiełznania" i jest to dla niego rekompensatą. Równo o 15 wyjechaliśmy z białowłosym spod budynku szpitalnego. W tym momencie zamykam rozdział swojego życia nazwany "Szpitalem" i otwieram nowe niezapisane jeszcze strony rozdziału "Sierociniec"....


*Daiyamondo- Diament 
**Feisu bukku - Facebook


/ No więc tak. Mam nadzieję, że jak na razie was nie zawiodłam oraz, że nie przynudzam. Ponawiam przede wszystkim moje pytanie, czy macie jakieś życzenia odnośnie gwiazdki ? I  wszystkich ninja odwiedzających bloga proszę o zostawienie śladu po sobie :) Do zobaczenia w następnym poście. /

Rozdział szósty

/Wracamy do narracji przez Sasame. Mam nadzieję,  że was nie zawiodę. /

     Doktor Anonim zawołał do siebie Izuki'ego, a ja poszłam do dziewczyn na wypieki robione przez  Mani.  Lecz po pewnym czasie wyszłam z tamtąd,  bo zaczęłam martwić o mojego diabełka.  Miał wrócić jakiś czas temu, a jednak nadal go nie ma. Sprawdziłam w pokoju tam też go nie było. Postanowiłam go poszukać,  ale dosłownie nigdzie nie mogłam go znaleźć.  Może ktoś go widział ? Zapytam się,  ale kogo ? Nikogo nie ma na korytarzu...
- Sasame !  Jak dobrze, że w końcu się znalazłaś.  Martwiłem się. - A jednak ktoś był i ten ktoś ściskał mnie teraz w swoich ramionach. Chyba mu już całkowicie odwala.
- Przepraszam, ja Pana nie znam.  Mógłby mnie Pan puścić ? Troszeczkę  się duszę... - Mężczyzna zgodnie z moją wolą wypuścił mnie z objeć i co się okazało,  że to w cale nie był mężczyzna.  To był chłopak starszy ode mnie o 3,  góra 4 lata.  Miał białe włosy dłuższe niż po ramiona,  ale tylko trochę i były związane na prawą stronę w kucyka,  jednocześnie na tę samą stronę na jego zielone oko i bez powodu nie podkreślam, że było zielone, bo lewe było białe i właśnie na to zielone spadała grzywka. Chyba jest tym heterochromikiem. Tak jeszcze dodając do tego to miał trzy pieprzyki ( kropki, nie jestem pewna, czy były to pieprzyki) pod zielonym, a jeden pod białym. Ubrany był dość charakterystycznie. Czarna bluzka z krótkim rękawem, czarne spodnie- coś jak rurki, ale nie do końca to,  i czarne buty po kolana. Wszystko z wstawkami materiału w biało-zieloną kratkę. Miał też na rękach czarne rękawiczki bez palców sięgające lekko za nadgarstek i przy pasku miał zawiązaną chusteczkę, chyba arafatkę, ale nie jestem pewna w czarno-biało-zieloną kratę. Jak to wszystko do siebie i do niego pasowało. Jeszcze ten uśmiech, przyjazny wyraz twarzy i świecące się radosne, ale zdziwione oczy. Wyglądał jak noo... taki trochę anioł... Nie, nie, nie o czym ja w ogóle myślę. 
- Nie pamiętasz mnie ?- Wyraźnie zesmutniał.
- Wybacz, ale niestety nie. 
- Uprzedzono mnie, że masz amnzję, ale myślałem, że skoro tak dużo nas łączyło, to o mnie nie zapomnisz.
- Wybacz. Ja naprawdę Cię nie pamiętam. - Ciekawe, czy powinnam.
- W takim razie, zacznijmy od początku. Miko Tokohiro. - Podał mi rękę.
- Sasame Toroshiko. - W sumie nie wiem , dlaczego mu się przedstawiłam, on mnie znał.
- Jestem z Sierocińca "Issho ni".
- A przypadkiem, nie miałam się przenieść w sobotę ? To przecież jeszcze cztery dni,
- Pomyślałem sobie, że jeśli przyjedzie po ciebie "obca" osoba i każe Ci wsiąść w "obcy" samochód, by zawieść Cię do "obcego" miejsca to możesz się czuć trochę niekomfortowo. Chciałem Cię spotkać, zobaczyć jak się czujesz i opowiedzieć Ci trochę o miejscu do którego jedziemy.- Cóż to jest za inteligentne stworzenie. To jest chyba możliwe, że znał mnie wcześniej. NIE. To jest pewne. Idealnie odszyfrował mój tok myślenia i uczucia. Dokładnie o tym myślałam tamtej nocy! 
- Ja bardzo chętnie z tobą porozmawiam, ale najpierw muszę kogoś znaleźć.
- Pomóc Ci ?
- Powiedz mi tylko, czy widziałeś może chłopaka w czarnych włosach, zielonych oczach  z identycznym odcieniem jak twoje prawe oko. Wysoki, szczupły w szpitalnych ciuchach.
- Widziałem go. Szedł po schodach na szóste piętro.
- Dzięki. Poczekaj na mnie w sali numer 6.
- Jasne, ale wróć.
- Oczywiście.
      Pobiegłam w stronę, która wskazał mi białowłosy chłopak. W sumie  jakby na to popatrzeć. Mieszkam w sierocińcu. Już się z tym pogodziłam. Myślę, jednak, że osoby, które tam znałam i ja dla nich. Uważam, że kim by oni nie byli, byliśmy jak rodzina. Choćby ten chłopak. Doskonale wiedział jakie, by były moje odczucia, gdyby się nie pojawił. Wsiadłam do windy. Przecież nie będę szła po TYLU schodach. Wyjechałam na wyznaczone piętro i ruszyłam w stronę najbliższych drzwi. Nagle usłyszałam coś co brzmiało jak przewrócenie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam tam Izuki'ego. Leżał na łóżku, ręce miał przwywiązane do łóżka, ale nie był to mocny supeł, z łatwością mógł go urwać, ale nie on wolał, żeby ta różowa dziewucha siedziała na nim ! W oczach stanęły mi łzy jak on mógł. Dwa dni temu powiedział mi, że mnie kocha, a teraz co?  Leży na łóżku z jakąś dziunia. Nie wiedziałam jakie uczucia we mnie przeważały. Czułam smutek, ale jednocześnie straszny gniew i rozczarowanie. Idiota ! Debil ! Jak on mógł ?!
- ZDRAJCA ! - Wybiegłam z pomieszczenia. Biegłam po schodach jak opętana. Byle szybciej, byle dalej od niego. Słyszałam jak biegnie za mną, ale się nie zatrzymam. To co widziałam mówi jednoznacznie. Tylko się bawił. Traktował mnie jak zabawkę. Myślałam, że jest mi bliski, a to zwykły dupek. Zahaczałam o  różne rzeczy i o różnych ludzi, jednak mimo to biegłam dalej. Wybiegłam przez główne wejście szpitala i ruszyłam na tyły budynku. Po czym wspięłam się po schodach pożarowych na dach. Dach. Jedyne miejsce w tym badziewnym budynku w którym można się było wyciszyć, odprężyć i wszystko przemyśleć. I tylko ja tu przychodziłam i tylko w tych momentach w których czułam się naprawdę źle. Czarno-włosy mnie tu nie znajdzie. Nie wie,  że wiem jak się tu dostać. No, bo schody to jedyne przejście do tutaj.Siadłam na krawędzi i zaczęłam szlochać. To okropne.  Jak on mógł mi to zrobić ? Ufałam mu. Do moich oczu napływało coraz więcej łez, przez co wszystko co widziałam było kompletnie zamazane. W pewnym momencie  przechyliłam się do przodu. Siedziałam na krawędzi i nie trudno się domyślić, że prawie spadłam. Prawie..., bo ktoś mnie złapał. Na początku myślałam, że to Izuki, więc zaczęłam się trochę szarpać, ale po chwili ta osoba otarła mi łzy przez co moja widoczność się poprawiła. To był Miko. Nawet nie zauważyłam kiedy się pojawił. W sumie cieszę się, że to był on. Jakoś tak dziwnie mi ulżyło z tego powodu. Wziął mnie na ręce i wstał.
- Sas, zapamiętaj raz na zawsze to co Ci powiem "Wspomnień nie musisz brać ze sobą. I bez tego będą Cię prześladować". Ja jestem właśnie takim wspomnieniem. -  Pocałował mnie w czoło i położył mnie na swoim płaszczu (którego wcześniej nie miał. Był po kolana czarny z zielonymi wstawkami.) I usiadł koło mnie na ziemni. - Wiesz specjalnie położyłem Cie na środku. Przynajmniej nie popełnisz samobójstwa.
- Nie nazwała bym tego samobójstwem.
- A czym? Skokiem w przyszłość? Do nieba ?- W tym momencie obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Nie sądziłam, że po takim przeżyciu pół godziny później będę się śmiać.
- A w ogóle jak się tu znalazłeś ?
- Wracając z toalety widziałem jak zbiegałaś. I tego twojego kolegę też widziałem. Po prostu pobiegłem za tobą, ale twój znajomy pomylił kierunki i pobiegł w przeciwna stronę. Bałem się, że coś Ci się może stać.
- Masz niesamowite wyczucie czasu.
- Szczerze, to doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Mogę wiedzieć co się stało?
       I nagle poczułam chęć opowiedzenia mu wszystkiego od początku. Po kolei.  Moje serce bolało kiedy to opowiadałam. Ale chciałam to wyrzucić  z siebie. Nie wiem dlaczego akurat jemu to powiedziałam. Cały czas słuchał z wielką uwagą, czasem mi przytakując. W pewnym sensie czułam, że jest mi bliski i że chce mnie zrozumieć. To chyba jest powód tego, że jemu. Osobie poznanej godzinę temu powiedziałam o wszystkich wydarzeniach związanych z Izuki'm. Zwierzenie się dało mi wielka ulgę, bo zdołałam wyrzucić całą złość z siebie. Na sam koniec chłopak mnie objął i powiedział, że już niedługo będzie lepiej. Pomogło mi to bardzo i dodało tak wiele otuchy...
- Ano, Miko...
- Hmm?
- Dzięki za to, że mnie wysłuchałeś, choć nie powinnam Ci mówić, bo to moje problemy. To jednak zrobiło mi to dobrze, gdy się zwierzyłam.
- Nie ma za co. Wiem z doświadczenia, że zawsze musiałaś się w takich momentach komuś wygadać.  I kojarzy mi się, że było takich sytuacji więcej, niż jedna.
- No tak !
- Stało się coś?
- Przecież mnie znacz. Pewnie wiele razy spotykaliśmy się w tym sierocińcu. - W tym momencie tęczówki mi się powiększyły. Zna mnie to takie oczywiste. Przecież wie o mnie więcej niż jakieś głupie komputery. - Wiesz kim jestem na prawdę? Z kąd pochodzę ? Jaka normalnie byłam wcześniej? Jaka jest moja przeszłość ?
- Hej, hej zwolnij. Powiem Ci przecież po to tu przyjechałem. Tylko przystopuj. Najpierw mi powiedz ile ty wiesz, bo powtarzanie informacji nie ma żadnego sensu.
- Ok.  No więc nazywam się Sasame Toroshiko. Mam 16 lat. Moje urodziny są 8 listopada Mieszkam w sierocińcu "Issho ni", a o mojej rodzinie nic nie wiadomo. Tutaj znalazłam się w wyniku wypadku na wycieczce. Tyle.
- A jakieś zainteresowania odkryłaś?
- A to Ci po co ?
- Jestem ciekaw jak wiele się pokryje.- Wyszczerzył do mnie swoje białe ząbki. Wyglądał tak uroczo. STOP o czym ja myślę, przed chwilą zdradził mnie jeden chłopak, a ja już w myślach lecę na drugiego.  To nie ma sensu. Trzeba wrócić do rzeczywistości.
- No więc, lubię rysować i pisać wiersze i piosenki, lubię też je śpiewać, choć nie wychodzi mi to zbyt dobrze.Uwielbiam dźwięk gitary i taką nietypową muzykę. Bardzo się przejmuje swoimi ubraniami i dodatkami. Uwielbiam czytać książki. A i bardzo podoba mi się motyw aniołów, a zwłaszcza ich skrzydeł, W ogóle  jakoś tak świat fantastyki w stylu "Świat równoległy" mnie interesuje. Pokrywa się coś ?
- Wszystko.
- Naprawdę ? To teraz mi opowiedz coś o mnie czego nie wiem. Na przykład jaka byłam ?
-  Zawsze byłaś optymistką, która wszystkich podnosiła na duchu. Wiele razy można było zobaczyć, ze lubisz pomagać bezinteresownie i że rozumiesz innych ludzi, ale często nie umiałaś zrozumieć samej siebie. W pewnych sytuacjach, gdy na przykład ktoś chciał Ci pomóc, nie zgadzałaś się, bo zawsze chciałaś robić wszystko sama. Wyjaśnienie Ci czegoś w momencie kiedy się myliłaś też było ciężką rzeczą, bo strasznie uparta byłaś. Był z Ciebie człowiek raczej spokojny, ale potrafiłaś wybuchnąć, zwłaszcza w momentach, gdy widziałaś, że ktoś jest dręczony.Choćby nie wiem kim on był zawsze się umiałaś postawić. Ja i twoi najbliżsi zawsze Cię za to podziwialiśmy.
- Naprawdę taka byłam ?
- I mam nadzieję, że nadal będziesz.
- Postaram się. Ale mam wrażenie, że jest coś jeszcze.
- W sumie to teraz sobie uświadomiłem, że zawsze na pierwszym miejscu kładłaś ludzi i ich problemy,a  dopiero potem myślałaś o sobie. Kiedyś złamałaś sobie rękę, ale za nim poszłaś do "pielęgniarki"  najpierw musiałaś pomóc nam przenieść koleżankę, która była nieprzytomna. Zawsze udawałaś, że wszystko jest ok i, że nic Cie nie boli. Myślę, iż to dlatego, że nie lubiłaś jak ktoś się nad tobą litował, albo patrzył na twoją "porażkę". Taka byłaś osobą.
- Rozumiem. A znasz może moja historię ?
- Znam. Pojawiam się w niej bardzo często, więc znam ja bardzo dobrze.
- A opowiesz mi ?
- Oczywiście. Pomyślmy...
                  ... Miałem wtedy 11 lat, czyli było to w 2436 roku. Pomagałem wtedy w ogródku, który znajdował się przed głównym wejściem do Sierocińca. Zobaczyłem nagle kobietę. Ubrana była cała na czarno, a za rękę trzymała białowłosą i białooką dziewczynkę. Podszedłem do niej. Powiedziała mi tylko tyle, że owe dziecko nazywa się Sasame Toroshiko, ma 7 lat i urodziło się ósmego listopada. Potem odeszła zostawiając dziewczynkę ze mną. Zrobiło mi się żal tej małej kruchej osóbki, która ledwo trzymała się na nogach, więc chwyciłem ją za rękę i zaprowadziłem do dyrektorki i założycielki ośrodka Pani Makiko Adachi. Kobieta natychmiastowo założyła twoje akta, kazała Cię umyć, przebrać i nakarmić. Postanowiła, że się tobą zaopiekuję jak własnym dzieckiem. Ja sobie natomiast obiecałem, iż będę jej w tym pomagał i rzeczywiście odnalazłem się w roli starszego brata. Codziennie przychodziłem do Ciebie, opiekowałem się tobą i spędzałem z tobą czas, ale ty jakoś dziwnie nie chciałaś się odezwać nawet słowem. Podczas poszukiwania przyczyny znalazłem w twojej kurtce karteczkę z prośbą, która brzmiała " Proszę się zaopiekować dziewczynką, która przyprowadziła ta kobieta. Jednocześnie błagam, by nikt nie poszukiwał jej rodziny. Nigdy! Tak będzie lepiej dla wszystkich." Spełniliśmy tę prośbę i zastanawialiśmy się, czy to jest powód twojego milczenia. Było tak do roku 2439. Do momentu kiedy po raz pierwszy pokazałem Ci białe oko, bo zapomniałem wziąść z domu opaski na oko. Bardzo nie lubiłem tego, a nawet wstydziłem się tego, że jestem heterochromikiem. Jednak w tym dniu zmieniło się wszystko przez tę opaskę. Zaczęłaś ze mną rozmawiać jak normalna osoba. Opowiedziałaś o tym, że miałaś rodzinę, ale rodzice się tobą nie interesowali, a zajmował się tobą starszy brat. Jednak nie podałaś jego imienia. Opowiedziałaś także, że ta kobieta która Cie przyprowadziła to była znajoma twojej mamy, która zajmowała się tobą od dwóch miesięcy. Ani ja, ani Pani Adachi nie mogliśmy tego pojąć. Jednak cieszyliśmy się, że zaczęłaś funkcjonować jak normalna osoba. Po pewnym czasie odważyłaś się wyjść także z twojego pokoju. Miesiąc później poznałaś Eri. Czarnowłosą dziewczynkę starszą od Ciebie o rok. To ona stała się twoją najlepsza przyjaciółką i to własnie dzięki niej poznałaś resztę swoich najlepszych do teraz przyjaciół : Isei'a, Nejtan'a, Hira, Kyoko i Yumi. ( Nie będę Ci ich opisywał, bo ich poznasz później i sami o sobie opowiedzą) Dzięki nim stałaś się otwarta na świat i byłaś pełna radości dziewczynką. Rok później zaczęłaś uczęszczać do szkoły. Nadrobiłaś poprzednie trzy klasy podstawówki, a 4 klasę ukończyłaś prawie z najlepszym wynikiem. Był to nie tylko dla nas, ale także dla nauczycieli szok, bo wcześniej tylko dwie osoby z sierocińca dokonały takiego przełomu. Zakończyłaś podstawówkę z wyróżnieniem i rozpoczęłaś gimnazjum. Tam własnie odkryłaś, że lubisz pisać i szkicować. Twoją największą inspiracją były anioły. Twój pokój jest pełen ich rysunków, a do dziś pamiętam jak przychodziłaś do mnie i pokazywałaś swoje historie o nich. Twoja fascynacja nimi i pisaniem o nich zrodziła pragnienie udania się na studia humanistyczne. Do tego doszła później psychologia. Ukończyłaś Trzecia klasę z drugim najlepszym wynikiem. Po drugim pierwszym semestrze twoja szkoła zorganizowała wyjazd do Yokahamy, czyli tutaj. Z tego co wiem miał to być wyjazd "zapoznawczy", by klasy pierwsze się trochę zintegrowały. Z tego co wiem, w szpitalu znalazłaś się, ponieważ któryś z kolegów niechcący Cię przewrócił i upadając stłukłaś głowę o ławkę, albo jakieś krzesło już dokładniej nie pamiętam. Ostatnim ważnym faktem o którym powinnaś wiedzieć jest to iż. Trzy dni przed twoim wyjazdem chciałaś się ze mną spotkać. To był drugi raz kiedy mi się zwierzyłaś. Mówiłaś, że czujesz strach i niepokój. Że masz złe przeczucia. Boisz się, że znajdzie Cię ktoś, kogo nie chcesz spotkać i kogo się będziesz bała jeszcze bardziej. Obiecałem Ci, że Cię nie zostawię i że będę Cię chronił. To był moment w którym w końcu od siedmiu lat zebrałem się na odwagę, by Ci powiedzieć, że jestem w tobie zakochany. Na początku się wahałaś i w rezultacie nie dałaś mi odpowiedzi. Nie mam Ci tego za złe, ale chcę byś wiedziała, że naprawdę od kąd miałem trzynaście lat kochałem Cię całym sercem i teraz, gdy mam dwadzieścia to się dalej nie zmieniło...
- Tyle. Historia, która ja znam brzmi tak, a jeśli chcesz poznać jej poboczne wątki będziesz potrzebowała więcej czasu i więcej "starych" znajomości. - Nie mogłam nic  z siebie wykrztusić. przez chwilę siedziałam jak posąg. To niby nic takiego wielkiego, ale przed oczami stanęły mi momenty opowiedziane przez Mika. To o tym jak go poznałam, jak nie chciałam rozmawiać. Moment i uczucia, gdy widziałam go po raz pierwszy bez opaski. Widziałam jak poznałam Eri i innych. Zobaczyłam momenty swojej nauki, urywek swojego pokoju, aż w końcu zobaczyłam chwilę w której, Miko powiedział mi o swoich uczuciach.  I wtedy w myślach usłyszałam swoje własną wypowiedź " Wybacz. Ja naprawdę Cię nie pamiętam- Ciekawe, czy powinnam".  Teraz wiem, że powinnam go pamiętać.
- Sasame stało się coś?
- Nie po prostu próbuje sobie poskładać do kupy pewne rzeczy.
- Rozumiem.
- Po za tym myślę nad tym co powiedziałeś mi o swoich uczuciach i o tym, że nie dałam Ci odpowiedzi.
- Nie musisz się tym przejmować. 
- Nie, ja zobaczyłam wszystkie te momenty o których mi powiedziałeś. Odczułam to wszystko jeszcze raz. Ja wtedy byłam zszokowana, dlatego Ci nie powiedziałam.
- Nie martw się już tym. Co będzie to będzie...





sobota, 13 grudnia 2014

Rozdział piąty

/ Drodzy czytelnicy oto moja niespodzianka : W tym opowiadaniu zmieniamy trochę narrację wcielając się kogoś innego niż Sasame.Z góry przepraszam panów, jeśli napisałam coś nie tak./

Z pamiętnika Izuki'ego

        Po tym, jak nie wiedzieliśmy jak zabrać się do rozmowy, zaczęliśmy grać w butelkę. Myślę,  że trochę ich przestraszyłem... W sumie niech wiedzą, że nie lubię krzyków. Pamiętam niektóre momenty wcześniejszego życia i z tego co sobie przypominam zawsze bardziej preferowałem ciszę. Hmm zastanawia mnie też fakt, czy Nathaniel weźmie sobie moje rady do serca. W końcu już z daleka wyglądają jak para, a nią nie są. Pasuje, by w końcu się chłopak przełamał, co nie ? Nasza "zabawa" toczyła się  niezwykle pomyślnie do czasu... Inteligenta blondynka w długich włosach wylosowała  mnie,  a że mi znudziły się pytania wybrałem zadanie, bo niby co może mi kazać zrobić ? I tu pojawił się lekki problem.  No, bo jak pocałować kogoś, kogo się kocha, a tamten ktoś nie wie o tym uczuciu tak dokładnie i myśli tylko,  że się mi lekko podoba.  Co za dupna sytuacja... Szczerze to na początku się wahałem co zrobić, by jej nie urazić bądź skrzywdzić,  ale w końcu "inteligentny" ja uświadomił sobie,  że  nie było powiedziane, gdzie mam ją pocałować. Więc już jakoś bez większego wahania pocałowałem ją, ("ją" to Sasame,  chyba wiemy o kogo chodzi) w policzek. No i jak się można było spodziewać Mani od razu miała wąty :
- E, co to miało być ? Miałeś ją pocałować !
- Pocałowałem w policzek. Wcześniej nie określiłaś, gdzie to miałem prawo wyboru . - Wystawiłem do niej język. Nie wiem, czy spotkałem wcześniej osobę do której bym tak robił. Co się ze mną dzieje.  Za bardzo wczuwam się w tą skórę... Usiadłem na swoim miejscu i zakręciłem butelką.  Długowłosa próbowała jeszcze parę razy dać mi takie zadanie,  ale zawsze kiedy padało na mnie z jej strony, brałem "odpowiedź",  dlatego reszta gry przebiegła już bez żadnych komplikacji. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy, a zrobiło się ciemno. Oczywiście kochany doktorek przyszedł nas opieprzyć za to,  że jeszcze się ni ukąpaliśmy, że jeszcze nie leżymy w łóżku i,  że Nat jeszcze jest z nami.  Przymusowo musieliśmy się rozejść i wykonać jego polecenia.  Po dwudziestu minutach leżeliśmy ( Ja i Sasa,- An i  Mani opuściły nas po tym jak dostaliśmy zjebkę. ) w łóżkach. Niestety, dziewczyna była odwrócona do mnie tyłem i się nie odzywała. Dlaczego ? Obraziła się ? Była zła za tego buziaka ? Kurde ! Nie jednak się odwróciła.  Kamień z serca...
- Izu, położysz się koło mnie tak jak na początku ? 
- Jasne...- Ona to pamiętała? Tyle czasu minęło... Przeszedłem do jej łóżka cały zarumieniony. Trochę to dziwne. Wcześniej miałem opory, by ja pocałować w policzek,  a teraz bez niczego położyłem się z nią i objąłem ją ramieniem,  a ona wtuliła się w mój tors. Co się ze mną dzieje ? Myślę,  że powinienem powiedzieć jej co czuję... A może lepiej będzie poczekać? Na co kuźwa czekać? Aż wyjedzie ?  Tyle czasu spędziliśmy razem ,a teraz został nam tydzień. To mało... Za mało... Musze jej to powiedzieć, ale co jak mnie odrzuci, może  traktuje mnie jak przyjaciela od pocieszania ? Kurde co zrobić ?.... Obudziłem się w nocy. Zasnąłem ! Znowu!  Większego pechowca ode mnie nigdzie nie znajdziecie.  Szczerze  to chciałem wstać i iść się przewietrzyć,  ale coś mnie powstrzymało... No tak mój aniołek dalej był we mnie wtulony. Wyglądała tak słodki i niewinnie. Nie mam serca jej budzić... Muszę znowu zasnąć. Właśnie zasnąć ! Zasnąć ! Zasnąć !  Im więcej o tym myślę, tym bardziej nie udaje mi się tego zrobić... I jeszcze do tego,  się podnieciłem. Słowo daję jeśli szukacie największego pechowca na Ziemi nie szukajcie dalej. Właśnie go znaleźliście.  Cholera. Jeśli ona to zobaczy, albo poczuje to weźmie mnie za jakiegoś zboczeńca.  Kso!* No tak bo nie ma nic lepszego jak wyklinanie samego siebie w myślach... Okej, muszę się uspokoić... W sumie pierwszy raz tak panikuję... Wdech i wydech. Okej, teraz trzeba zasnąć i nie myśleć, że się ma w ramionach takie wspaniałe ciało... Jeszcze raz. Wdech i wydech. Zamknąć oczy i zasnąć. Jak zasnę samo mi przejdzie...........Obudziłem się nad ranem. Byłem sam. Ciekawe gdzie Sasame. Poszła na śniadanie ? Do łazienki ? Uciekła? Nie jest na końcu sali. Stoi przy otwartym oknie. No tak mamy koniec marca. Zaczyna się robić ciepło.  Ale wygląda tak ślicznie, gdy wiatr targa jej włosami.  W sumie nie wiem, dlaczego, ale podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Izuki, cieszę się, że Cię mam. Jesteś najbliższą mi osobą.
- Wiesz. Też jesteś najbliższą mi osobą... Naprawdę najbliższą mojemu sercu.
- Bardzo się ciesze,  że zyskałam takie zaufanie. 
Odwróciła się do mnie. Patrzyła mi prosto w oczy. Nie mogłem się powstrzymać. Podniosłem jej podbródek i pocałowałem ją prosto w usta.
- To nie zaufanie, to miłość. Ja Ciebie Sasa kocham. Bardzo Cię kocham.
- Izuki...Ja...
- Wiem, że możesz nie odwzajemniać tego co ja...
- Nie posłuchaj. Ja Ciebie... Ja ciebie też kocham.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Gdybym mógł ( w sumie mogę, ale nie chcę) to skakał bym do nieba i wyżej z radości. Jestem taki szczęśliwy. To całkowite spełnienie moich marzeń...



*************************


                      Lecz dwa dni później to szczęście minęło. Byłem u Anonima, sam, bo Sasame poszła do koleżanek. Mani przyjechała z wypiekami. W sumie się jej nie dziwię, są naprawdę pyszne. Wracając dowiedziałem się od doktorka,  że niestety mój ojciec wraca dopiero za miesiąc i ten miesiąc będę musiał spędzić w szpitalu, a następnie mój tatuś zapowiedział,  że przez to co dzieje się teraz, nie wypuści mnie z domu na dłuższe wyprawy przez następny rok. No nie powiem zepsuło mi to humor i to bardzo.  Nie chciałem martwić mojego aniołka, że nie prędko się zobaczymy, więc po prostu zataiłem tę informację.  Myślałem o tym, by to były najlepsze, nasze ostatnie dni tutaj w życiu. Chciałbym zrobić coś co ją pocieszy i co sprawi,  że zapamięta mnie na długo. Ruszyłem przez korytarz w stronę pokoju. Nie jestem specem od podarunków.  Bransoletka ? Za łatwo zgubić... Ciuchy? Będzie zły rozmiar, albo nie w jej stylu lub potarga i będzie po sprawie... Ale może piosenka. Napiszę dla niej piosenkę.  Zaśpiewam jej, a nuty i słowa zapiszę na kartce. Ot i to jest pomysł.  Ale, gdzie ja znajdę gitarę ?  Devi już wyjechał, a to on pożyczał mi wcześniej gitarę...Cholera, gdzie ja znajdę drugą ? Stop. Roza ma przecież druga. Ale nie wiem, czy uda mi się ja namówić,  na pożyczenie jej skarbu. Słyszałem,  że ta dziewczyna bardzo, ale to bardzo jest przywiązana do tego przedmiotu. Dziwna kobieta, ale  właśnie ta dziwna kobieta jest moją deską ratunku. Ruszyłem w stronę schodów, które prowadziły na jej oddział. Nie wiem na ilu ludzi wpadłem po drodze, ale była to dość spora liczba.  Grajka, bo tak przezywamy Rozę mieszka dwa piętra wyżej, czyli jak kiedyś liczyłem 40 schodów  nad nami... No to jest długa i męcząca droga,  a ja obiecałem aniołkowi, że zaraz do niej wrócę, ale to w sumie jest dla niej, więc zostanie mi to wybaczone. Doszłem do schodów.  Mój "niezawodny" instynkt mężczyzny jednak mówił, że jest to zły pomysł i bym zawrócił do ukochanej, bo będą kłopoty. Ale ja się nigdy takich rzeczy nie słucham i robię po swojemu, więc ruszyłem do góry. Zawsze sobie postanawiam coś na początku i zawsze realizuję to do końca. Nigdy mnie to nie zawiodło,  że byłem uparty w takich sprawach, więc dlaczego miałoby i teraz. Szczerze po 3/4 drogi przypomniałem sobie,  że w tym budynku jest winda... Dobra trudno. Stanąłem przed pokojem na, którym widniało nazwisko Roza Ahito. Jeszcze przy otwieraniu wahałem się, czy na pewno wchodzić, ale w końcu otworzyłem drzwi i wkroczyłem do pomieszczenia.  Na łóżku przy samym oknie siedziała różowo-włosa dziewczyna.  Była uczesana w koka, ale część jej włosów opadało jako warkocz na ramiona.  Miała błękitne oczy i jasną karnację. Tak właśnie wyglądał mój cel wspinaczki po 40 schodach...
-Siemanko Roza, widzę, że znów coś brzdąkasz . - Zresztą jak zawsze...
- Witam Cię Izuki.  A tak znalazłam sobie nowe nuty i próbuję się nauczyć grać. Dawno Cię nie widziałam.
- Ostatnio jestem zajęty. A co do gitary. Słuchaj nie pożyczyłabyś mi jej na jakiś czas ? To waży na moim życiu. - No trochę tandetna ściema,  ale cóż.
- A, czy ja będę coś z tego miała ?
- Nie wiem.  Zrobię wszystko. Podyktuj cenę. - W pewnym sensie żałuję tych słów. Powiedziałem jedno z najgłupszych zdań jakie mogłem powiedzieć "Zrobię wszystko" No to pięknie.  Naprawdę, było źle,  że własnie to wykrztusiłem z siebie, zwłaszcza po tym ,  jak Sori półtora miesiąca temu powiedział mi, że ta wariatka się we mnie kocha... To właśnie dlatego unikałem jej jak ognia. Teraz pamiętam. TERAZ !  Dziewczyna wykorzystała chwilę w której się zamyśliłem i podeszła do mnie. Zorientowałem się dopiero w momencie kiedy pchnęła mnie na łóżko. Chyba za dosłownie wzięła moje słowa. No ale bez powodu nie nazywamy ją wariatką... Wracając zostałem położony na łóżku. Próbowałem się wyrwać, ale ta związała mi ręce i usiadła na mnie okrakiem. Próbowała mnie pocałować, ale w tym momencie stało się coś, co zmieniło całą sytuację... W drzwiach stanęła Sasame.  Jej twarz wyrażała zdumienie, gesty złość, a w oczach miała łzy.  Było mi jej żal. Ona myśli,  że my... Nie to nie tak. Zaczęła na mnie krzyczeć,  po czym wybiegła. Zrzuciłem z siebie różwo-włosą  i rozwiązałem słupełek. Wybiegłem za Sasą. W głowie brzmiał mi tylko jeden wyraz wypowiedziany przez dziewczynę "Zdrajca" .  Po raz pierwszy żałowałem, że nie posłuchałem sam siebie....




* Kso - Kur.a


"Nie mogłem się powstrzymać"


"W drzwiach stanęła Sasame"