/ Drodzy czytelnicy oto moja niespodzianka : W tym opowiadaniu zmieniamy trochę narrację wcielając się kogoś innego niż Sasame.Z góry przepraszam panów, jeśli napisałam coś nie tak./
Z pamiętnika Izuki'ego
Po tym, jak nie wiedzieliśmy jak zabrać się do rozmowy, zaczęliśmy grać w butelkę. Myślę, że trochę ich przestraszyłem... W sumie niech wiedzą, że nie lubię krzyków. Pamiętam niektóre momenty wcześniejszego życia i z tego co sobie przypominam zawsze bardziej preferowałem ciszę. Hmm zastanawia mnie też fakt, czy Nathaniel weźmie sobie moje rady do serca. W końcu już z daleka wyglądają jak para, a nią nie są. Pasuje, by w końcu się chłopak przełamał, co nie ? Nasza "zabawa" toczyła się niezwykle pomyślnie do czasu... Inteligenta blondynka w długich włosach wylosowała mnie, a że mi znudziły się pytania wybrałem zadanie, bo niby co może mi kazać zrobić ? I tu pojawił się lekki problem. No, bo jak pocałować kogoś, kogo się kocha, a tamten ktoś nie wie o tym uczuciu tak dokładnie i myśli tylko, że się mi lekko podoba. Co za dupna sytuacja... Szczerze to na początku się wahałem co zrobić, by jej nie urazić bądź skrzywdzić, ale w końcu "inteligentny" ja uświadomił sobie, że nie było powiedziane, gdzie mam ją pocałować. Więc już jakoś bez większego wahania pocałowałem ją, ("ją" to Sasame, chyba wiemy o kogo chodzi) w policzek. No i jak się można było spodziewać Mani od razu miała wąty :
- E, co to miało być ? Miałeś ją pocałować !
- Pocałowałem w policzek. Wcześniej nie określiłaś, gdzie to miałem prawo wyboru . - Wystawiłem do niej język. Nie wiem, czy spotkałem wcześniej osobę do której bym tak robił. Co się ze mną dzieje. Za bardzo wczuwam się w tą skórę... Usiadłem na swoim miejscu i zakręciłem butelką. Długowłosa próbowała jeszcze parę razy dać mi takie zadanie, ale zawsze kiedy padało na mnie z jej strony, brałem "odpowiedź", dlatego reszta gry przebiegła już bez żadnych komplikacji. Nawet nie wiedzieliśmy kiedy, a zrobiło się ciemno. Oczywiście kochany doktorek przyszedł nas opieprzyć za to, że jeszcze się ni ukąpaliśmy, że jeszcze nie leżymy w łóżku i, że Nat jeszcze jest z nami. Przymusowo musieliśmy się rozejść i wykonać jego polecenia. Po dwudziestu minutach leżeliśmy ( Ja i Sasa,- An i Mani opuściły nas po tym jak dostaliśmy zjebkę. ) w łóżkach. Niestety, dziewczyna była odwrócona do mnie tyłem i się nie odzywała. Dlaczego ? Obraziła się ? Była zła za tego buziaka ? Kurde ! Nie jednak się odwróciła. Kamień z serca...
- Izu, położysz się koło mnie tak jak na początku ?
- Jasne...- Ona to pamiętała? Tyle czasu minęło... Przeszedłem do jej łóżka cały zarumieniony. Trochę to dziwne. Wcześniej miałem opory, by ja pocałować w policzek, a teraz bez niczego położyłem się z nią i objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła się w mój tors. Co się ze mną dzieje ? Myślę, że powinienem powiedzieć jej co czuję... A może lepiej będzie poczekać? Na co kuźwa czekać? Aż wyjedzie ? Tyle czasu spędziliśmy razem ,a teraz został nam tydzień. To mało... Za mało... Musze jej to powiedzieć, ale co jak mnie odrzuci, może traktuje mnie jak przyjaciela od pocieszania ? Kurde co zrobić ?.... Obudziłem się w nocy. Zasnąłem ! Znowu! Większego pechowca ode mnie nigdzie nie znajdziecie. Szczerze to chciałem wstać i iść się przewietrzyć, ale coś mnie powstrzymało... No tak mój aniołek dalej był we mnie wtulony. Wyglądała tak słodki i niewinnie. Nie mam serca jej budzić... Muszę znowu zasnąć. Właśnie zasnąć ! Zasnąć ! Zasnąć ! Im więcej o tym myślę, tym bardziej nie udaje mi się tego zrobić... I jeszcze do tego, się podnieciłem. Słowo daję jeśli szukacie największego pechowca na Ziemi nie szukajcie dalej. Właśnie go znaleźliście. Cholera. Jeśli ona to zobaczy, albo poczuje to weźmie mnie za jakiegoś zboczeńca. Kso!* No tak bo nie ma nic lepszego jak wyklinanie samego siebie w myślach... Okej, muszę się uspokoić... W sumie pierwszy raz tak panikuję... Wdech i wydech. Okej, teraz trzeba zasnąć i nie myśleć, że się ma w ramionach takie wspaniałe ciało... Jeszcze raz. Wdech i wydech. Zamknąć oczy i zasnąć. Jak zasnę samo mi przejdzie...........Obudziłem się nad ranem. Byłem sam. Ciekawe gdzie Sasame. Poszła na śniadanie ? Do łazienki ? Uciekła? Nie jest na końcu sali. Stoi przy otwartym oknie. No tak mamy koniec marca. Zaczyna się robić ciepło. Ale wygląda tak ślicznie, gdy wiatr targa jej włosami. W sumie nie wiem, dlaczego, ale podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Izuki, cieszę się, że Cię mam. Jesteś najbliższą mi osobą.
- Wiesz. Też jesteś najbliższą mi osobą... Naprawdę najbliższą mojemu sercu.
- Bardzo się ciesze, że zyskałam takie zaufanie.
Odwróciła się do mnie. Patrzyła mi prosto w oczy. Nie mogłem się powstrzymać. Podniosłem jej podbródek i pocałowałem ją prosto w usta.
- To nie zaufanie, to miłość. Ja Ciebie Sasa kocham. Bardzo Cię kocham.
- Izuki...Ja...
- Wiem, że możesz nie odwzajemniać tego co ja...
- Nie posłuchaj. Ja Ciebie... Ja ciebie też kocham.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Gdybym mógł ( w sumie mogę, ale nie chcę) to skakał bym do nieba i wyżej z radości. Jestem taki szczęśliwy. To całkowite spełnienie moich marzeń...
- Izu, położysz się koło mnie tak jak na początku ?
- Jasne...- Ona to pamiętała? Tyle czasu minęło... Przeszedłem do jej łóżka cały zarumieniony. Trochę to dziwne. Wcześniej miałem opory, by ja pocałować w policzek, a teraz bez niczego położyłem się z nią i objąłem ją ramieniem, a ona wtuliła się w mój tors. Co się ze mną dzieje ? Myślę, że powinienem powiedzieć jej co czuję... A może lepiej będzie poczekać? Na co kuźwa czekać? Aż wyjedzie ? Tyle czasu spędziliśmy razem ,a teraz został nam tydzień. To mało... Za mało... Musze jej to powiedzieć, ale co jak mnie odrzuci, może traktuje mnie jak przyjaciela od pocieszania ? Kurde co zrobić ?.... Obudziłem się w nocy. Zasnąłem ! Znowu! Większego pechowca ode mnie nigdzie nie znajdziecie. Szczerze to chciałem wstać i iść się przewietrzyć, ale coś mnie powstrzymało... No tak mój aniołek dalej był we mnie wtulony. Wyglądała tak słodki i niewinnie. Nie mam serca jej budzić... Muszę znowu zasnąć. Właśnie zasnąć ! Zasnąć ! Zasnąć ! Im więcej o tym myślę, tym bardziej nie udaje mi się tego zrobić... I jeszcze do tego, się podnieciłem. Słowo daję jeśli szukacie największego pechowca na Ziemi nie szukajcie dalej. Właśnie go znaleźliście. Cholera. Jeśli ona to zobaczy, albo poczuje to weźmie mnie za jakiegoś zboczeńca. Kso!* No tak bo nie ma nic lepszego jak wyklinanie samego siebie w myślach... Okej, muszę się uspokoić... W sumie pierwszy raz tak panikuję... Wdech i wydech. Okej, teraz trzeba zasnąć i nie myśleć, że się ma w ramionach takie wspaniałe ciało... Jeszcze raz. Wdech i wydech. Zamknąć oczy i zasnąć. Jak zasnę samo mi przejdzie...........Obudziłem się nad ranem. Byłem sam. Ciekawe gdzie Sasame. Poszła na śniadanie ? Do łazienki ? Uciekła? Nie jest na końcu sali. Stoi przy otwartym oknie. No tak mamy koniec marca. Zaczyna się robić ciepło. Ale wygląda tak ślicznie, gdy wiatr targa jej włosami. W sumie nie wiem, dlaczego, ale podszedłem do niej i przytuliłem od tyłu.
- Izuki, cieszę się, że Cię mam. Jesteś najbliższą mi osobą.
- Wiesz. Też jesteś najbliższą mi osobą... Naprawdę najbliższą mojemu sercu.
- Bardzo się ciesze, że zyskałam takie zaufanie.
Odwróciła się do mnie. Patrzyła mi prosto w oczy. Nie mogłem się powstrzymać. Podniosłem jej podbródek i pocałowałem ją prosto w usta.
- To nie zaufanie, to miłość. Ja Ciebie Sasa kocham. Bardzo Cię kocham.
- Izuki...Ja...
- Wiem, że możesz nie odwzajemniać tego co ja...
- Nie posłuchaj. Ja Ciebie... Ja ciebie też kocham.
Nie mogłem uwierzyć w to co słyszę. Gdybym mógł ( w sumie mogę, ale nie chcę) to skakał bym do nieba i wyżej z radości. Jestem taki szczęśliwy. To całkowite spełnienie moich marzeń...
*************************
Lecz dwa dni później to szczęście minęło. Byłem u Anonima, sam, bo Sasame poszła do koleżanek. Mani przyjechała z wypiekami. W sumie się jej nie dziwię, są naprawdę pyszne. Wracając dowiedziałem się od doktorka, że niestety mój ojciec wraca dopiero za miesiąc i ten miesiąc będę musiał spędzić w szpitalu, a następnie mój tatuś zapowiedział, że przez to co dzieje się teraz, nie wypuści mnie z domu na dłuższe wyprawy przez następny rok. No nie powiem zepsuło mi to humor i to bardzo. Nie chciałem martwić mojego aniołka, że nie prędko się zobaczymy, więc po prostu zataiłem tę informację. Myślałem o tym, by to były najlepsze, nasze ostatnie dni tutaj w życiu. Chciałbym zrobić coś co ją pocieszy i co sprawi, że zapamięta mnie na długo. Ruszyłem przez korytarz w stronę pokoju. Nie jestem specem od podarunków. Bransoletka ? Za łatwo zgubić... Ciuchy? Będzie zły rozmiar, albo nie w jej stylu lub potarga i będzie po sprawie... Ale może piosenka. Napiszę dla niej piosenkę. Zaśpiewam jej, a nuty i słowa zapiszę na kartce. Ot i to jest pomysł. Ale, gdzie ja znajdę gitarę ? Devi już wyjechał, a to on pożyczał mi wcześniej gitarę...Cholera, gdzie ja znajdę drugą ? Stop. Roza ma przecież druga. Ale nie wiem, czy uda mi się ja namówić, na pożyczenie jej skarbu. Słyszałem, że ta dziewczyna bardzo, ale to bardzo jest przywiązana do tego przedmiotu. Dziwna kobieta, ale właśnie ta dziwna kobieta jest moją deską ratunku. Ruszyłem w stronę schodów, które prowadziły na jej oddział. Nie wiem na ilu ludzi wpadłem po drodze, ale była to dość spora liczba. Grajka, bo tak przezywamy Rozę mieszka dwa piętra wyżej, czyli jak kiedyś liczyłem 40 schodów nad nami... No to jest długa i męcząca droga, a ja obiecałem aniołkowi, że zaraz do niej wrócę, ale to w sumie jest dla niej, więc zostanie mi to wybaczone. Doszłem do schodów. Mój "niezawodny" instynkt mężczyzny jednak mówił, że jest to zły pomysł i bym zawrócił do ukochanej, bo będą kłopoty. Ale ja się nigdy takich rzeczy nie słucham i robię po swojemu, więc ruszyłem do góry. Zawsze sobie postanawiam coś na początku i zawsze realizuję to do końca. Nigdy mnie to nie zawiodło, że byłem uparty w takich sprawach, więc dlaczego miałoby i teraz. Szczerze po 3/4 drogi przypomniałem sobie, że w tym budynku jest winda... Dobra trudno. Stanąłem przed pokojem na, którym widniało nazwisko Roza Ahito. Jeszcze przy otwieraniu wahałem się, czy na pewno wchodzić, ale w końcu otworzyłem drzwi i wkroczyłem do pomieszczenia. Na łóżku przy samym oknie siedziała różowo-włosa dziewczyna. Była uczesana w koka, ale część jej włosów opadało jako warkocz na ramiona. Miała błękitne oczy i jasną karnację. Tak właśnie wyglądał mój cel wspinaczki po 40 schodach...
-Siemanko Roza, widzę, że znów coś brzdąkasz . - Zresztą jak zawsze...
- Witam Cię Izuki. A tak znalazłam sobie nowe nuty i próbuję się nauczyć grać. Dawno Cię nie widziałam.
- Ostatnio jestem zajęty. A co do gitary. Słuchaj nie pożyczyłabyś mi jej na jakiś czas ? To waży na moim życiu. - No trochę tandetna ściema, ale cóż.
- A, czy ja będę coś z tego miała ?
- Nie wiem. Zrobię wszystko. Podyktuj cenę. - W pewnym sensie żałuję tych słów. Powiedziałem jedno z najgłupszych zdań jakie mogłem powiedzieć "Zrobię wszystko" No to pięknie. Naprawdę, było źle, że własnie to wykrztusiłem z siebie, zwłaszcza po tym , jak Sori półtora miesiąca temu powiedział mi, że ta wariatka się we mnie kocha... To właśnie dlatego unikałem jej jak ognia. Teraz pamiętam. TERAZ ! Dziewczyna wykorzystała chwilę w której się zamyśliłem i podeszła do mnie. Zorientowałem się dopiero w momencie kiedy pchnęła mnie na łóżko. Chyba za dosłownie wzięła moje słowa. No ale bez powodu nie nazywamy ją wariatką... Wracając zostałem położony na łóżku. Próbowałem się wyrwać, ale ta związała mi ręce i usiadła na mnie okrakiem. Próbowała mnie pocałować, ale w tym momencie stało się coś, co zmieniło całą sytuację... W drzwiach stanęła Sasame. Jej twarz wyrażała zdumienie, gesty złość, a w oczach miała łzy. Było mi jej żal. Ona myśli, że my... Nie to nie tak. Zaczęła na mnie krzyczeć, po czym wybiegła. Zrzuciłem z siebie różwo-włosą i rozwiązałem słupełek. Wybiegłem za Sasą. W głowie brzmiał mi tylko jeden wyraz wypowiedziany przez dziewczynę "Zdrajca" . Po raz pierwszy żałowałem, że nie posłuchałem sam siebie....
* Kso - Kur.a
"Nie mogłem się powstrzymać"
"W drzwiach stanęła Sasame"
* Kso - Kur.a
"Nie mogłem się powstrzymać"
"W drzwiach stanęła Sasame"


Jest! Pocałowali się... ile ja ja to czkałam ♥♡♥
OdpowiedzUsuńSasameee kocham cieee ;*