niedziela, 21 grudnia 2014

Rozdział siódmy


           Po naszej rozmowie jakoś tak dziwnie mimo zszokowania, uspokoiłam się. Ja w prawdzie pamiętam Mika tylko po części, ale widać, że on mnie zna bardzo dobrze. Zwłaszcza, że sam mi powiedział, że jest we mnie zakochany od siedmiu lat.  Szczerze to po tym raczej poczułam, ze mu bardziej ufam i , że mogę na nim polegać. Ale jakoś tak nie czułam, że się przy nim zawstydzam, czy rumienię. Za to on bardzo się rumienił. Nawet bardzo, bardzo, bardzo.  Nie wiem , czy wiecie jak wygląda flaga Polski, ale w pewnym sensie był do niej podobny. Na dole czerwona twarz, a u góry białe włosy. Ale wiem, i czuję, że teraz cokolwiek by się nie działo to mam w nim oparcie, a podejrzewam, że się będzie dużo działo. Po wymienieniu paru zdań postanowiliśmy przejść się po "ogrodzie", który był wokoło szpitala. Była to bardzo dobra okazja, by dowiedzieć się o chłopaku paru informacji. On przecież wie o mnie prawie wszystko, a ja o nim prawie nic. Powiem wam, że trudno było uzyskać od niego jakieś informacje, ale zresztą sam mnie na początku ostrzegł,  że nie lubi o sobie opowiadać, bo nie ma w nim nic ciekawego, ale ja sama śmiem się nie zgodzić. To teraz krótkie streszczenie informacji. Miko jest ode mnie o 4 lata starszy, czyli ma 20, co już sam powiedział. Jego urodziny także są w listopadzie,  ale z tą różnicą, iż obchodzi je 25. Pracuje w ekskluzywnym  hotelu " Daiyamondo*" jako barman i podobno bardzo lubi tą prace. Od dziecka, czyli od dziesięciu lat pomaga w naszym sierocińcu. Traktuje jego mieszkańców, a zwłaszcza naszą "bandę" jak rodzinę. Mniej więcej, dlatego, że tak dużo tam pomaga zdobył sobie ogromne zaufanie u Pani Adachi - założycielki i właścicielki budynku i właśnie dzięki temu znalazł się tutaj zamiast niej, bo ona podobno ma strasznie dużo pracy teraz, bo jakieś komplikacje w dokumentacji były. Wspomniałam o tym, że to nas traktuje jak rodzinę, ale sama byłam ciekawa, co z jego prawdziwą rodziną. Szczerze to nie palił się jakoś zbytnio do odpowiedzenia mi na to pytanie. Cały czas próbował ominąć jakoś to pytanie... Tokohiro to nie jest jego prawdziwe nazwisko, zmienił je po ucieczce z domu. Wstydził się swojej rodziny i nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Zmienił nazwisko i zaczął nowe życie. Coś trochę jak ja. Nic więcej mi nie chciał powiedzieć, nawet tego jak się nazywał wcześniej, bo podobno mnie to nie interesuje i tak będzie najlepiej. Szczerze byłam zawiedziona, ale nie naciskałam wiem, ze to musiało być dla niego trudne. O wiele łatwiej rozmawiało mi się z nim o jego zainteresowaniach. Podobno tak jak ja ma bzika na punkcie aniołów. Jego zdolności muzyczne opierają się na śpiewie i grze na gitarze. Zarówno akustycznej jak i elektrycznej. Podobno też coś tam umie narysować. Ale szczerze powiedziawszy myślę, że maluje więcej niż mówi. Ujęło mnie, gdy powiedział, że jednak najbardziej z tego wszystkiego cytuję " Lubię Ciebie, a nie lubię, gdy jesteś smutna i gdy cierpisz, dlatego zawsze chcę być przy tobie, by patrzeć na twój uśmiech i pilnować, żeby Cię ktoś nie skrzywdził." W takich  momentach myślę, że to co się stało, stać się musiało. I chcę jak najszybciej wrócić do sierocińca, by dowiedzieć się czegoś o sobie, o moim życiu, o moich znajomych. i o tym wszystkim, czego nie wiem. Mam szesnaście lat. Sierociniec opuszcza się z ukończeniem osiemnastu, czyli zostały mi dwa lata, by ogarnąć wcześniejsze 9 . Uważam,  że moje przeznaczenie zostało już dawno zapisane, ale  ten wypadek po prostu trochę w nim zamieszał. Spacerowaliśmy z białowłosym chyba przez godzinę, ale niestety on musiał już wracać. Chłopak odprowadził mnie pod pokój An'y. Nie chciałam wracać do swojej sypialni. Izuki na pewno tam na mnie czekał, a ja nie miałam jakiejś szczególnej chęci na konfrontacje z nim.  Doszliśmy do drzwi. Miko obiecał,  że spróbuje się nie spóźnić w sobotę oraz, że przywiezie mi jakieś ubrania za zmianę tych co mam teraz oraz,  że coś na podróż też mi przywiezie tylko musi mieć pozwolenie na wejście do mojego pokoju. Oczywiście mu pozwoliłam. Pocałował mnie w policzek i ruszył w stronę wyjścia, a ja odprowadziłam go wzrokiem najdalej jak mogłam, po czym weszłam do pomieszczenia przed którym stałam.
          Mani i Nathaniela nie było, a An siedziała na łóżku i coś czytała. Nie zauważyła mnie. Nie reagowała nawet jak podchodziłam. W momencie, gdy stałam przy jej łóżku zobaczyłam, że książka w którą się tak wciągnęła to "Kamienie na Szaniec" Aleksandra Kamińskiego w wydaniu angielskim.  I to jest jeden z tych momentów w których trzeba powiedzieć, że nawet jeśli dwie osoby mają to samo zainteresowanie, czyli książki to mimo wszystkiego, mogą się różnić jak ogień z wodą. Dziewczyna ocknęła się w momencie kiedy klasnęłam jej przed oczami. Już wcześniej bardzo ją to wkurzało.  I w tym momencie przypomniało mi się jak Izuki mi też tak raz klasną przed oczyma z czego rezultat był, że został cały oblany wodą z kubka przeze mnie. To jedna z tych nieopisanych historii,  która od razu przypomina o wszystkich wydarzeniach z dzisiejszego dnia.
- Sasa, co się stało.  Wyglądasz jak upiór, czyli źle. Siadaj i gadaj co się stało.
- Wiem, że tak wyglądam.  Dziś wydarzyło się tyle rzeczy, że nie wiem, czy być szczęśliwa , czy płakać. W tym momencie nie wiem co ze sobą zrobić...- Zaczęłam płakać. An mnie przytuliła. Na prawdę mimo, iż jeszcze dziesięć minut temu normalnie i spokojnie rozmawiałam z Miki'em to teraz przypomniałam sobie wszystko co mi dzisiaj zrobił. Przez łzy opowiedziałam szatynce o tym co wydarzyło się rano z Izukim,  o tym jak spotkałam Mika i o tym jak on opowiedział i co opowiedział na dachu . An to była druga i chyba ostatnia osoba, której ufałam całkowicie. Wiedziałam, że nie będzie się śmiać i że  w pewien sposób na pewno spróbuje mi pomóc i byłam pewna, że zawsze będzie mnie akceptować taka jaka jestem na prawdę. Nie ważne jaką głupia decyzję podejmę, wiem, że zawsze będzie po mojej stronie. Tym razem też nie było inaczej. Dziewczyna od razu wstała z łóżka i poszła do pielęgniarki dyżurującej. Opowiedziała jej o sytuacji i poprosiła, czy mogłabym przez następne trzy dni nocować razem z nią w pokoju. Ta się zgodziła bez przeszkód, bo jak stwierdziła "Zna ten ból". Postanowiłyśmy, że po moje rzeczy pójdziemy dopiero pod wieczór. Nie było ich dużo, ale w końcu jakieś były. Wtedy też porozmawiam z Izuki'm o  tym, dlaczego to zrobił. Zostały mi trzy dni i pasowałoby pozamykać wszystkie sprawy do wyjazdu bez względu na to jak bardzo będą boleć. Po za tym chciałabym dowiedzieć się co kierowało zachowaniem chłopaka. Nie ważne jaka byłaby tego przyczyna chciałabym ją poznać.  Było południe. Szczerze to nie wiedziałam co ze sobą zrobić, aż do kolacji. W końcu skończyło się na tym, że napisałam parę wierszyków. Oto jeden z nich ( od razu mówię, że nie jest to jakieś arcydzieło) :
Czasem wydaje się, że przyjaźń jest przyjaźnią,
Lecz może być także naszą wyobraźnią,
Często zdarza się,
Że inny człowiek zdradza Cię,
Ty mu zaufałeś- Tajemnice powierzyłeś
A teraz krzyczysz "Dlaczego mnie tak zostawiłeś"
Taka przyjaźń nie ma sensu,
Dążenie do ugody przyczyna nonsensu,
Tacy ludzie są bardzo niestali,
W oszukiwaniu już dawno praktyk nabrali,
Ufać im nie wolno,
Taką przyjaźń zdeptają, jak koniczyną polną.

              W końcu doszła 19.30, czyli czas kolacji. Podczas posiłku czułam się jakoś tak nie swojo jakby mnie ktoś obserwował. Nie myliłam się. Gdy wychodziłyśmy z jadalni An powiedziała mi, że Zuki (Izuki) cały czas się na mnie gapił. Ach, An i ta jej spostrzegawczość,  którą kocham. Ruszyłyśmy do pokoju z numerkiem 6.  I z prędkością światła pozbierałyśmy moje rzeczy. Niestety była to za mała prędkość, ponieważ czarnowłosy zastał nas jak miałyśmy wychodzić. W sumie miałam z nim porozmawiać, ale w duchu liczyłam na to, że jednak go nie zastaniemy. Dobra to jak już go spotkałam to nie chcę uciekać. Chce to wyjaśnić, raz, a porządnie. Już miałam się odezwać, ale brunet mnie wyprzedził.
- Sasame, posłuchaj, wiem, że nie chcesz ze mną gadać. - Nie zgadłeś właśnie miałam to zrobić. - Wiem także, że jesteś teraz pewnie cholernie zła na mnie i uważasz mnie za obrzydliwego faceta grającego na dwa fronty, ale chcę Ci wszystko wyjaśnić. Proszę poświęć mi 5 minut i posłuchaj co mam do powiedzenia.
- Uwierz mi tez chciałam z Tobą porozmawiać. Bardzo chętnie posłucham twojej wersji. An'o mogłabyś nas zostawić ?
- Jasne. Wezmę też twoje rzeczy. Widzimy się później. - Była już przy drzwiach, gdy nagle odwróciła się do Izu. - Dupek. - Wystawiła mu język i wyszła.
-Musiała to powiedzieć prawda?
- A co boisz się zderzenia z faktami ?
- Nie...
- A więc co masz mi do powiedzenia ? - Usiadłam na swoim "starym" łóżku i założyłam nogę na nogę.
- No więc, zacznijmy od faktu, że Doktor Leonidas zaprosił mnie do siebie w sprawach zdrowotnych. Gdy od niego wracałem zdałem sobie sprawę, że przecież wyjeżdżasz za trzy dni, więc pomyślałem sobie, że fajnie byłoby Ci zrobić jakiś prezent. Po głębszych przemyśleniach postawiłem na piosenkę i grę na gitarze. Niestety przypomniałem sobie, że  kolega, który pożyczał mi ją wcześniej już wyjechał, więc postanowiłem pójść do Rozy. Niestety za późno przypomniałem sobie,  iż  dziewczyna jest stuknięta, a do tego zakochana we mnie. Rzuciła się na mnie, przez co upadłem na jedno z łóżek, a potem zostałem do niego przywiązany. Weszła na mnie. Przysięgam, chciałem się rozwiązać zanim dojdzie do czegokolwiek. Ale ty wtedy pojawiłaś się w drzwiach. Naprawdę poczułem się wtedy jak zdrajca. Biegłem za tobą, a ty tak nagle zniknęłaś. Przysięgam, że do niczego nie doszło między mną i Rozą. Ja tak bardzo chcę byś mi wybaczyła. - W jego oczach pojawiły się tak jakby łzy, ale szybko je wytarł. Widać jego męska duma nie pozwala płakać mu przy kobiecie.
-  Izuki, to była zdrada, a zdrady od tak się nie wybacza.  Pomyślę o tym i jutro jak się spotkamy to powiem Ci jaka jest moja decyzja. Jak na chwilę obecną jestem na Ciebie zła i wkurzona. 
- Rozumiem. Podejrzewam, że śpisz u An'y.
- Tak, przez następne trzy dni będę nocowała u niej.  Mamy pozwolenie. Po za tym tam mam lepsze warunki do zastanowienia się.
- Zrozumiałem.- Chłopak wyraźnie posmutniał. Przez chwilę nawet zrobiło mi się go żal, ale tylko przez chwile i tylko przez taka malutką. Wyszłam z pomieszczenia i ruszyłam do mojego nowego miejsca nocowania. Uważam, że to co powiedział Zuki jest prawdą. Opowiedziałam to An. Ona tez uważa,  że jest to prawdą. W sumie gdyby kłamał pogrążyłby sam siebie, a to mu się chyba nie bardzo opłacało.
          Myślałam nad tym pół nocy. Brałam pod uwagę wszystko co się dało. Sytuację obecna, mój powrót, przyszłość, ale także i przeszłość. Oczywistym jest, że bardzo duże znaczenie miały dla mnie też relacje Mika i jego uczucia. W końcu podjęłam decyzję i upewniałam się co do niej chyba z cztery razy, ale uważam, że jest słuszna.....Obudziłam się już po śniadaniu. W prawdzie An'a przyniosła mi kanapki, ale nie miałam ochoty na jedzenie. Teraz najważniejsze dla mnie było danie Izuki'emu odpowiedzi. Szybko się ubrałam. i ruszyłam w stronę pomieszczenia w którym się znajdował. Zapukałam do drzwi i usłyszałam ciche "Proszę".  Weszłam. Chłopak siedział na swoim łóżku i patrzył się w okno jakby wypatrywał tam jakiegoś skarbu. Dopiero , gdy usłyszał mój głos, postanowił się odwrócić.
- Przyszłam z Tobą porozmawiać. Podjęłam decyzję, która będzie najlepszym rozwiązaniem.
- Jestem świadom tego, że mogę usłyszeć najgorsza z możliwych wersji.
- Ja myślałam nad tym naprawdę bardzo długi i sądzę, że obydwoje powinniśmy  zapomnieć o tym co się tu zdarzyło. O tym co sobie wyznaliśmy i o całej tej sytuacji z Rozą. Myślę, że to było przelotne zakochanie i prędzej, czy później by minęło. Nawet jeśli popatrzymy w przyszłość. To mieszkamy na prawdę daleko od siebie. To by nie miało sensu. Po jakimś czasie nasz związek, by się rozpadł.
- Rozumiem. W sumie spodziewałem się, że każesz mi zapomnieć o sobie całkowicie. Tak jakbyś nie istniała, a potem na koniec powyzywasz mnie od najgorszych za przeproszeniem chu**w.
- To chyba, aż tak źle nie jest. Co ?
- Nie. - Obydwoje zaczęliśmy się śmiać. Myślę, że jest dobrze tak jak teraz..

*********

W końcu nadeszła sobota. Dzień w którym wracam do "Domu". Teraz, gdy myślę o tym wszystkim nie żałuję żadnej decyzji podjętej w tym czasie. Przez cały ranek żegnałam się z ludźmi, których tu poznałam. Oczywiście najdłużej zeszło mi z An i Mani. One musiały mi dać wykład jak mam postępować i czego mam nie robić. Po czym dały mi swoje namiary, czyli numery telefonów, e-maile, fax do rodzinnej firmy,  i namiary na portal społecznościowy, zwany potocznie "Feisu bukku**", bo w końcu nie wiadomo co w sierocińcu jest. Drugie z dłuższych pożegnań, było, pożegnaniem z Izuki'm. On tez dał mi swoje namiary i poprosił bym czasem napisała, albo zadzwoniła. Wiem, że trochę później płakał, bo mi dziewczyny mówiły. Gdzieś koło 14 przyjechał Miko. Oczywiście z moimi rzeczami i  podziękowaniami w postaci czekoladek i alkoholu dla Anonima. Nie trzeba być geniuszem, że się bardzo ucieszył, bo podobno byłam młodzieżą "trudną do okiełznania" i jest to dla niego rekompensatą. Równo o 15 wyjechaliśmy z białowłosym spod budynku szpitalnego. W tym momencie zamykam rozdział swojego życia nazwany "Szpitalem" i otwieram nowe niezapisane jeszcze strony rozdziału "Sierociniec"....


*Daiyamondo- Diament 
**Feisu bukku - Facebook


/ No więc tak. Mam nadzieję, że jak na razie was nie zawiodłam oraz, że nie przynudzam. Ponawiam przede wszystkim moje pytanie, czy macie jakieś życzenia odnośnie gwiazdki ? I  wszystkich ninja odwiedzających bloga proszę o zostawienie śladu po sobie :) Do zobaczenia w następnym poście. /

1 komentarz:

  1. Super rozdzial ;) nie moge sie doczekac na nastepne czesci... i ten wierszyk ♥

    OdpowiedzUsuń