sobota, 6 grudnia 2014

Special na Mikołajki


/Mam nadzieję, że się spodoba.  Nie jest jakimś wybitnym dziełem, ale w tematyce
po części nawiązuje do opowiadania. Trzeba podkreślić, że pomysł na to poddał mi mój
kolega, któremu bardzo chciałabym podziękować. /


Znów zasnęłam tak z niczego. Dobrze, że siedziałam na łóżku w swoim pokoju, bo obiegło się bez zbiegowiska. I znowu co widzę ? Lustro.. Ale JA to Ja, a Ja jestem ciekawską osoba, więc standardowo musiałam do niego podejść... O i proszę nie widzę tam swojego odbicia... Widzę jakąś krainę. Coś chyba normalnego... Nie dobra nie jest to normalne, bo w tej krainie widzę kogoś...- chłopaka....- z rogami, uszami i ogonem., na szyi ma obroże z dzwoneczkami...- jak renifer jakiś, albo coś w tym stylu. Niestety moja ciekawość wzięła górę i moja chęć dotknięcia lustra zamieniła się w " wejście", czy "przejście" przez nie. Momentalnie zrobiło mi się zimno. Siedziałam na, albo nie w bardzo grubej warstwie śniegu. Do jasnej cholery w co ja się znów wpakowałam.... Dopiero po chwili zorientowałam się, że chłopak-renifer wpatruje się we mnie jak w jakieś bóstwo, nie raczej jak w jakiegoś dziwoląga. Coś w ten deseń w każdym razie. Oprócz rogów na głowie miał też brązowe włosy pod kolor uszu, były cieniowane do szyi i w niektórych miejscach rozjaśnione. Niebieskie oczy, jasna cera, wysoki, ale  z tłumu wyróżnia go na pewno jeden szczegół. Ma czerwony nos! Chyba zebrał się na odwagę.. Podszedł do mnie i pomógł mi wstać...
- Ty nie jesteś z tąd prawda? Wyglądasz inaczej...  Dziwnie mi widzieć kogoś bez uszu, czy ogona... Raczej tutaj się tacy nie pojawiają...
- Tak to prawda nie jestem z tąd, ale nie powiem bym odczuwała dyskomfort z powodu braku uszu, czy ogona...
- A te fruwajki z tyłu Ci nie przeszkadzają?
-Co z tyłu ?- Faktycznie teraz się zorientowałam, .że ciężar który czułam na plecach to coś jakby para skrzydeł....
- A no tak jesteś aniołem. Rzadko tu przychodzicie...bardzo rzadko, ale po twojej reakcji widzę, że sama do końca jeszcze za bardzo nie rozumiesz kim, albo czym jesteś. I dla mnie chyba lepiej, bo normalnie już bym oberwał... Jestem Rudolf.- Podał mi rękę na przywitanie.
-Sasame.- Czekaj, wróć.- Rudolf ? Jak ten renifer od Świętego Mikołaja ? W sumie jakby nie było, twój wygląd mówi wiele...
- Heh...Jestem jak ten Rudolf od Mikołaja, co więcej jestem tym Rudolfem od Świętego...
-Ale nie jesteś zwierzęciem...- W tym momencie zawiał tak silny wiatr, że myślałam, że zamarznę, albo, że stanę się soplem lodu. 
- Chodź pójdziemy do domku Mikołaja, tam jest o wiele cieplej. Wsiadaj. - Zrobił pozycję jakby chciał, żebym na niego "wsiadła na barana".
- Żartujesz sobie.- Miło z jego strony, że chciał mnie zabrać do ciepła, ale żeby "na barana"?
-Nie żartuję. Siadaj.
-Nie mogę...- Chłopak postanowił mi pomóc i zarzuciła mnie  na siebie, po czym upewnił się, że nie spadnę i teraz nie będę żartować, odbił się od podłoża i pobiegł po powietrzu jakby to była ziemia po, której codziennie robi kurs po bułki do sklepu. Prędkość była zawrotna, ale o dziwo nie było mi zimno. Po chwili wylądowaliśmy przed sześcio, może siedmio piętrowym budynkiem. Zsiadłam z Rudolfa. Chłopak ruszył w stronę drzwiczek, więc poszłam za nim. Znaleźliśmy się w pomieszczeniu przypominającym trochę recepcje. Widać było, że jest to coś w rodzaju domu chłopaka i, że jest tam bardzo dobrze znany, bo do kogo, bu się nie odezwał ten odpowiadał mu uśmiechem. Podeszliśmy do blatu na środku pomieszczenia.
-Dex, jest może Mikołaj?
-O Rudi...nie niestety wyjechał jakieś dwadzieścia minut temu.
-Szkoda...A zostawił może klucze od swojego pokoju?
-Kluczy nie zostawił, ale za to zostawił otwarte drzwi. Zgaduję, że chcesz znaleźć swojej nowej koleżance coś cieplejszego niż ma na sobie. Powodzenia.
-Dzięki. Do później.
-Taa. Jakby Mikołaj wrócił to mu powiem, że byłeś.
Chłopak pociągną mnie za rękę do końca korytarza i po chwili znaleźliśmy się w małym zawalonym przez różne bibeloty pomieszczeniu. Zaczął szukać czegoś w szafie, po czym rzucił mi kilka ubrań i kazał się przebrać, obracając się w tym samym momencie do mnie plecami. Zrobiłam tak jak kazał i już po chwili miałam na sobie białe dżinso-podobne spodnie, czarny sweter, zielono czarny płaszcz, czarne buty po kolana z futerkiem oraz biało-czarne rękawiczki i nauszniki. Zastanawiało mnie to dlaczego, podczas przebierania skrzydła były tak jakby ich nie było... I co teraz?  Mam siedzieć i czekać na zbawienie? Poprosiłam chłopaka, czy, by mi nie mógł pokazać jak wygląda taki budynek od środka, bo bądźmy szczerzy. Ja bym na miejscu nie usiedziała dłużej niż pięć minut,a i nie codziennie ma się okazję byś w "domu" Św. Mikołaja. Rudolf zgodził się bez żadnych oporów i już po chwili spacerowaliśmy po pomieszczeniach w których tworzyło się zabawki, słodycze, ciuchy, sprzęty elektroniczne i można by było tak wymieniać jeszcze dużo. Najbardziej zainteresował mnie pokój w którym człowieko-śniezne króliki odbierały na wszelakich urządzeniach życzenia dzieci, ich dobre i złe uczynki oraz co było dla mnie nowością były sytuacje z życia dorosłych. Na podstawie których potem podobno można określić, gdzie maja trafić...I było to pomieszczenie najciekawsze dopóki nie stanęliśmy w progu pokoju 156. Był to ostatni pokój na szóstym, czyli ostatnim pietrze. I nie było tam NIC !  Białe ściany i pusta przestrzeń...
- I jak Ci się podoba? Robi wrażenie prawda. Jeszcze takiego nie widziałaś.
- Ale tu nic nie ma...- Może oślepłam? Chłopak mówił o tym pomieszczeniu z taką dumą, a ja tam kompletnie nic nie widziałam.
- Jak to? Nic nie widzisz ? Jesteś aniołem, a anioły tak samo jak bestie mają wyczulone wszystkie zmysły... 
- Ale ja naprawdę nic nie widzę. Chciałabym wiedzieć, gdzie jestem i co niby ma być w tym pokoju? 
-Aha, ok. No to więc.... Jesteśmy w Bisuto no Tochi*. Jest to jedna z pięciu krain Tenshi no Kyotei**. Ludzie żyjący tutaj pochodą od zwierząt. Posiadamy ich atrybuty wszelakiego rodzaju np. uszy, ogon, dziób, rogi. Jedyne czego nie możemy "odziedziczyć" to  skrzydła. Tak samo jak anioły mamy wyczulone wszystkie zmysły, ale głównie słuch. Jesteśmy zwinni i wygimnastykowani. Potrafimy zmieniać się także w swoje zwierzęce odzwierciedlenia do woli wtedy kiedy chcemy i często odwiedzamy inne krainy za pomocą tego urządzenia, które powinnaś tu widzieć. Inne plemiona tego nie potrzebują, ponieważ umieją używać magi lub czarów, ponieważ posiadają Raifurain***, których my niestety nie posiadamy. Za to umiemy biegać po powietrzu, czy wspinać się jak pająki bez względu jaką rasę prezentujemy... Jak  już wspomniałem  powinnaś widzieć tu machinę do przenoszenia coś w rodzaju teleportu. Platforma, cztery wieże wokół i przed tym stoi komputer, gdzie wczytuje się dane każdego miejsca we wszechświecie. Każdego. Nawet Ziemi i to w sumie dzięki temu się tam pojawiamy bez wiedzy mieszkańców.
-W pewnym sensie zrozumiałam. - To dlatego był taki dumny...
-Ciesze się. Chodźmy do gabinetu Mikołaja. Już powinien wrócic.
- Okej. -Może będę miała okazję poznać prawdziwego Św. Mikołaja, ale  skoro tutaj wszyscy mają uszy i ogon to on tez będzie je miał ? Moje przemyślenia przerwało nagłe zatrzymanie się Rudolfa. Przez parę sekund staliśmy w ciszy, a potem on tak z niczego, otworzył okno i wyskoczył.Tak o ! Jakby skakał z krawężnika na asfalt... Chciałam pobiec za nim, ale oznaczało,  by to,  że tez muszę skoczyć... A co tam. Raz kozie śmierć. Rozbieg i ...Hop i... Nie leżę na ziemi...Jestem w powietrzu, a co lepsze lecę na skrzydłach.  Zupełnie o nich zapomniałam. Później się będę nad tym zastanawiać. Teraz trzeba znaleźć Rudolfa.  Tu nie ma, tu nie ma.. O jest ściga kogoś... Ciekawe dlaczego. Polecę za nim,  ale lecę za wolno. Szybciej, szybciej, czemu nie lecę szybciej?  Nosz kurde szybciej! I nagle znalazłam się na ziemi dokładniej na kimś i zadrapałam sobie rękę. Chciałam wstać z owego osobnika, ale Rudolf kazał mi dalej na nim siedzieć i dopiero kiedy podbiegł pomógł mi wstać, jednocześnie przybijając człowieka-lisa do śniegu noga bardziej niż był. Tak na marginesie miał genialny i puchaty ogon, uszy zresztą też...
-Ty to masz wyczucie.
-Nie planowałam tego.
-Domyślam się, ale mówiłaś,  że nie umiesz latać.
-Uwierz mi nie mam zielonego pojęcia jakim cudem wzbiłam się w powietrze.
-Wierzę. 
Chłopak pstrykną mnie w nos,  a po chwili w osobnika leżącego na ziemi trafiło coś w rodzaju strzały i puff zniknął. W sumie tyle dziś widziałam,  że mnie to już nie dziwi. Rudolf chwycił mnie za rękę i pociągną w stronę lasu. Biegliśmy, aż dobiegliśmy do jeziorka. Dobra nie było to jeziorko,  ale jezioro w stylu morza.
- Popatrz w wodę.- Zrobiłam tak jak kazał. No i ku mojemu zdziwieniu, albo i nie. W wodzie widać było miasto, gdzie życie toczy się najnormalniej w świecie.  Tak jakby to był ląd. Ciekawe co to za stworzenia lub ludzie tam mieszkają.- Sasame,  mam dla Ciebie dwie rady. Po pierwsze powinnaś dowiedzieć się więcej o sobie, ale o tej prawdziwej stronie, a nie o tej, którą Ci wszyscy pokazują. Po drugie zważaj uważnie na to co mówią i robią twoi znajomi, możesz w ich zachowaniu znaleźć więcej wskazówek niż myślisz. Następnym razem jak się spotkamy to przyleć tutaj z  Tenshi no tochi**** jako pełnoprawna obywatelka
-C..o? 
Chłopak zepchną mnie do wody, ale o dziwo nie topiłam się. Byłam w szpitalnym łóżku i nawet pomyślałabym, że to sen gdyby nie fakt,  że byłam cała mokra i na ręce miałam ranę, którą zrobiłam sobie wlatując w człowieka-lisa...I co to miało być ja się pytam ?!





*       Bisuto no tochi - Kraina Bestii
**     Tenshi no Kyotei - Układ Anielski
***   Raifurain - Linie życia
**** Tenshi no tochi - Kraina Aniołów


2 komentarze:

  1. Sasame - san! Po prostu uwielbiam jak piszesz! Teraz ten zwrot akcji! Super! Mam nadzieję, że Cd będzie przy kolejnej świątecznej okazji :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki Rudolf to moglby byc moim chlopakiem! XD jak ja kocham ten specjal ♥ daj wiecej takich :3

    OdpowiedzUsuń