po części nawiązuje do opowiadania. Trzeba
podkreślić, że pomysł na to poddał mi mój
kolega, któremu bardzo chciałabym
podziękować. /
Znów zasnęłam tak z niczego. Dobrze, że
siedziałam na łóżku w swoim pokoju, bo obiegło się bez zbiegowiska. I znowu co
widzę ? Lustro.. Ale JA to Ja, a Ja jestem ciekawską osoba, więc standardowo
musiałam do niego podejść... O i proszę nie widzę tam swojego odbicia... Widzę
jakąś krainę. Coś chyba normalnego... Nie dobra nie jest to normalne, bo w tej
krainie widzę kogoś...- chłopaka....- z rogami, uszami i ogonem., na szyi ma
obroże z dzwoneczkami...- jak renifer jakiś, albo coś w tym stylu. Niestety moja
ciekawość wzięła górę i moja chęć dotknięcia lustra zamieniła się w "
wejście", czy "przejście" przez nie. Momentalnie zrobiło mi się
zimno. Siedziałam na, albo nie w bardzo grubej warstwie śniegu. Do jasnej
cholery w co ja się znów wpakowałam.... Dopiero po chwili zorientowałam się, że
chłopak-renifer wpatruje się we mnie jak w jakieś bóstwo, nie raczej jak w
jakiegoś dziwoląga. Coś w ten deseń w każdym razie. Oprócz rogów na głowie miał
też brązowe włosy pod kolor uszu, były cieniowane do szyi i w niektórych
miejscach rozjaśnione. Niebieskie oczy, jasna cera, wysoki, ale z tłumu
wyróżnia go na pewno jeden szczegół. Ma czerwony nos! Chyba zebrał się na
odwagę.. Podszedł do mnie i pomógł mi wstać...
- Ty nie jesteś z tąd prawda? Wyglądasz
inaczej... Dziwnie mi widzieć kogoś bez uszu, czy ogona... Raczej tutaj
się tacy nie pojawiają...
- Tak to prawda nie jestem z tąd, ale nie
powiem bym odczuwała dyskomfort z powodu braku uszu, czy ogona...
- A te fruwajki z tyłu Ci nie przeszkadzają?
-Co z tyłu ?- Faktycznie teraz się
zorientowałam, .że ciężar który czułam na plecach to coś jakby para
skrzydeł....
- A no tak jesteś aniołem. Rzadko tu
przychodzicie...bardzo rzadko, ale po twojej reakcji widzę, że sama do końca
jeszcze za bardzo nie rozumiesz kim, albo czym jesteś. I dla mnie chyba lepiej,
bo normalnie już bym oberwał... Jestem Rudolf.- Podał mi rękę na przywitanie.
-Sasame.- Czekaj, wróć.- Rudolf ? Jak ten
renifer od Świętego Mikołaja ? W sumie jakby nie było, twój wygląd mówi
wiele...
- Heh...Jestem jak ten Rudolf od Mikołaja, co
więcej jestem tym Rudolfem od Świętego...
-Ale nie jesteś zwierzęciem...- W tym momencie
zawiał tak silny wiatr, że myślałam, że zamarznę, albo, że stanę się soplem
lodu.
- Chodź pójdziemy do domku Mikołaja, tam jest
o wiele cieplej. Wsiadaj. - Zrobił pozycję jakby chciał, żebym na niego
"wsiadła na barana".
- Żartujesz sobie.- Miło z jego strony, że
chciał mnie zabrać do ciepła, ale żeby "na barana"?
-Nie żartuję. Siadaj.
-Nie mogę...- Chłopak postanowił mi pomóc i
zarzuciła mnie na siebie, po czym upewnił się, że nie spadnę i teraz nie
będę żartować, odbił się od podłoża i pobiegł po powietrzu jakby to była ziemia
po, której codziennie robi kurs po bułki do sklepu. Prędkość była zawrotna, ale
o dziwo nie było mi zimno. Po chwili wylądowaliśmy przed sześcio, może siedmio
piętrowym budynkiem. Zsiadłam z Rudolfa. Chłopak ruszył w stronę drzwiczek,
więc poszłam za nim. Znaleźliśmy się w pomieszczeniu przypominającym trochę
recepcje. Widać było, że jest to coś w rodzaju domu chłopaka i, że jest tam
bardzo dobrze znany, bo do kogo, bu się nie odezwał ten odpowiadał mu
uśmiechem. Podeszliśmy do blatu na środku pomieszczenia.
-Dex, jest może Mikołaj?
-O Rudi...nie niestety wyjechał jakieś
dwadzieścia minut temu.
-Szkoda...A zostawił może klucze od swojego
pokoju?
-Kluczy nie zostawił, ale za to zostawił
otwarte drzwi. Zgaduję, że chcesz znaleźć swojej nowej koleżance coś
cieplejszego niż ma na sobie. Powodzenia.
-Dzięki. Do później.
-Taa. Jakby Mikołaj wrócił to mu powiem, że
byłeś.
Chłopak pociągną mnie za rękę do końca
korytarza i po chwili znaleźliśmy się w małym zawalonym przez różne bibeloty
pomieszczeniu. Zaczął szukać czegoś w szafie, po czym rzucił mi kilka ubrań i
kazał się przebrać, obracając się w tym samym momencie do mnie plecami.
Zrobiłam tak jak kazał i już po chwili miałam na sobie białe dżinso-podobne
spodnie, czarny sweter, zielono czarny płaszcz, czarne buty po kolana z
futerkiem oraz biało-czarne rękawiczki i nauszniki. Zastanawiało mnie to
dlaczego, podczas przebierania skrzydła były tak jakby ich nie było... I co
teraz? Mam siedzieć i czekać na zbawienie? Poprosiłam chłopaka, czy, by
mi nie mógł pokazać jak wygląda taki budynek od środka, bo bądźmy szczerzy. Ja
bym na miejscu nie usiedziała dłużej niż pięć minut,a i nie codziennie ma się
okazję byś w "domu" Św. Mikołaja. Rudolf zgodził się bez żadnych
oporów i już po chwili spacerowaliśmy po pomieszczeniach w których tworzyło się
zabawki, słodycze, ciuchy, sprzęty elektroniczne i można by było tak wymieniać
jeszcze dużo. Najbardziej zainteresował mnie pokój w którym człowieko-śniezne
króliki odbierały na wszelakich urządzeniach życzenia dzieci, ich dobre i złe
uczynki oraz co było dla mnie nowością były sytuacje z życia dorosłych. Na
podstawie których potem podobno można określić, gdzie maja trafić...I było to
pomieszczenie najciekawsze dopóki nie stanęliśmy w progu pokoju 156. Był to
ostatni pokój na szóstym, czyli ostatnim pietrze. I nie było tam NIC !
Białe ściany i pusta przestrzeń...
- I jak Ci się podoba? Robi wrażenie prawda.
Jeszcze takiego nie widziałaś.
- Ale tu nic nie ma...- Może oślepłam? Chłopak
mówił o tym pomieszczeniu z taką dumą, a ja tam kompletnie nic nie widziałam.
- Jak to? Nic nie widzisz ? Jesteś aniołem, a
anioły tak samo jak bestie mają wyczulone wszystkie zmysły...
- Ale ja naprawdę nic nie widzę. Chciałabym
wiedzieć, gdzie jestem i co niby ma być w tym pokoju?
-Aha, ok. No to więc.... Jesteśmy w Bisuto no Tochi*. Jest to
jedna z pięciu krain Tenshi no Kyotei**. Ludzie żyjący tutaj pochodą od
zwierząt. Posiadamy ich atrybuty wszelakiego rodzaju np. uszy, ogon, dziób,
rogi. Jedyne czego nie możemy "odziedziczyć" to skrzydła. Tak
samo jak anioły mamy wyczulone wszystkie zmysły, ale głównie słuch. Jesteśmy
zwinni i wygimnastykowani. Potrafimy zmieniać się także w swoje zwierzęce
odzwierciedlenia do woli wtedy kiedy chcemy i często odwiedzamy inne krainy za
pomocą tego urządzenia, które powinnaś tu widzieć. Inne plemiona tego nie
potrzebują, ponieważ umieją używać magi lub czarów, ponieważ posiadają Raifurain***, których my niestety nie posiadamy. Za to
umiemy biegać po powietrzu, czy wspinać się jak pająki bez względu jaką rasę
prezentujemy... Jak już wspomniałem powinnaś
widzieć tu machinę do przenoszenia coś w rodzaju teleportu. Platforma, cztery
wieże wokół i przed tym stoi komputer, gdzie wczytuje się dane każdego miejsca
we wszechświecie. Każdego. Nawet Ziemi i to w sumie dzięki temu się tam
pojawiamy bez wiedzy mieszkańców.
-W pewnym sensie zrozumiałam.
- To dlatego był taki dumny...
-Ciesze się. Chodźmy do
gabinetu Mikołaja. Już powinien wrócic.
- Okej. -Może będę miała
okazję poznać prawdziwego Św. Mikołaja, ale skoro tutaj wszyscy mają uszy
i ogon to on tez będzie je miał ? Moje przemyślenia przerwało nagłe zatrzymanie
się Rudolfa. Przez parę sekund staliśmy w ciszy, a potem on tak z niczego, otworzył
okno i wyskoczył.Tak o ! Jakby skakał z krawężnika na asfalt... Chciałam pobiec
za nim, ale oznaczało, by to, że tez muszę skoczyć... A co tam. Raz
kozie śmierć. Rozbieg i ...Hop i... Nie leżę na ziemi...Jestem w powietrzu, a
co lepsze lecę na skrzydłach. Zupełnie o nich zapomniałam. Później się
będę nad tym zastanawiać. Teraz trzeba znaleźć Rudolfa. Tu nie ma, tu nie
ma.. O jest ściga kogoś... Ciekawe dlaczego. Polecę za nim, ale lecę za
wolno. Szybciej, szybciej, czemu nie lecę szybciej? Nosz kurde szybciej!
I nagle znalazłam się na ziemi dokładniej na kimś i zadrapałam sobie rękę.
Chciałam wstać z owego osobnika, ale Rudolf kazał mi dalej na nim siedzieć i
dopiero kiedy podbiegł pomógł mi wstać, jednocześnie przybijając człowieka-lisa
do śniegu noga bardziej niż był. Tak na marginesie miał genialny i puchaty
ogon, uszy zresztą też...
-Ty to masz wyczucie.
-Nie planowałam tego.
-Domyślam się, ale mówiłaś,
że nie umiesz latać.
-Uwierz mi nie mam zielonego
pojęcia jakim cudem wzbiłam się w powietrze.
-Wierzę.
Chłopak pstrykną mnie w nos,
a po chwili w osobnika leżącego na ziemi trafiło coś w rodzaju strzały i
puff zniknął. W sumie tyle dziś widziałam, że mnie to już nie dziwi.
Rudolf chwycił mnie za rękę i pociągną w stronę lasu. Biegliśmy, aż dobiegliśmy
do jeziorka. Dobra nie było to jeziorko, ale jezioro w stylu morza.
- Popatrz w wodę.- Zrobiłam
tak jak kazał. No i ku mojemu zdziwieniu, albo i nie. W wodzie widać było
miasto, gdzie życie toczy się najnormalniej w świecie. Tak jakby to był
ląd. Ciekawe co to za stworzenia lub ludzie tam mieszkają.- Sasame, mam
dla Ciebie dwie rady. Po pierwsze powinnaś dowiedzieć się więcej o sobie, ale o
tej prawdziwej stronie, a nie o tej, którą Ci wszyscy pokazują. Po drugie
zważaj uważnie na to co mówią i robią twoi znajomi, możesz w ich zachowaniu
znaleźć więcej wskazówek niż myślisz. Następnym razem jak się spotkamy to
przyleć tutaj z Tenshi no tochi**** jako pełnoprawna obywatelka
-C..o?
Chłopak zepchną mnie do wody,
ale o dziwo nie topiłam się. Byłam w szpitalnym łóżku i nawet pomyślałabym, że
to sen gdyby nie fakt, że byłam cała mokra i na ręce miałam ranę, którą
zrobiłam sobie wlatując w człowieka-lisa...I co to miało być ja się pytam ?!
* Bisuto
no tochi - Kraina Bestii
** Tenshi no
Kyotei - Układ Anielski
*** Raifurain -
Linie życia
**** Tenshi no tochi - Kraina
Aniołów
Sasame - san! Po prostu uwielbiam jak piszesz! Teraz ten zwrot akcji! Super! Mam nadzieję, że Cd będzie przy kolejnej świątecznej okazji :D
OdpowiedzUsuńTaki Rudolf to moglby byc moim chlopakiem! XD jak ja kocham ten specjal ♥ daj wiecej takich :3
OdpowiedzUsuń